Raport spod oblężonego miasta. Miasteczka skazane na ostrzałRaport spod oblężonego miasta. Miasteczka skazane na ostrzał. "Oglądam obrazki słonecznego nieba, ale potem czołgów i rakiet"

Nigdzie nie można czuć się do końca bezpiecznie – na wojennym szlaku każdy jest skazany na ostrzał.
Kijów jest jeszcze względnie bezpieczny, bo ma mocną obronę przeciwlotniczą, setki tysięcy ludzi pod bronią i 850 km kw. przestrzeni, gdzie można się ukryć. W mniejszych miejscowościach wokół stolicy jest dużo gorzej – Rosjanie wkraczają tam ze swoimi popisami bestialstwa, niszcząc miasteczka i mordując ich obrońców, a nawet bezbronnych cywili.
Most z Irpienia do Kijowa to już ostatnia prosta ucieczki z maltretowanego miasta. Po jednej stronie jest wyludniana, półmartwa miejscowość, kontrolowana w części przez wojska Putina, a po drugiej czekają dziesiątki wolontariuszy, lekarze i samochody, którymi można dotrzeć do bezpiecznych miejsc. Mieszkańcy Irpienia muszą więc najpierw się wydostać ze swoich bloków, osiedli i dotrzeć do mostu. Pomagają im w tym kierowcy ochotnicy, którzy wsiadają do swoich samochodów i wjeżdżają do niebezpiecznych dzielnic. Żółte szkolne autobusy, samochody osobowe, a czasami jeszcze pojazdy z sowieckich czasów szybko zapełniają się smutnymi ludźmi z tobołkami, w których musieli upchnąć całe swoje życie – bo ich dom może się nie ostać do ich powrotu. Pojazdy zlewają się w końcu w jeden strumień maszyn z napisami: „Ewakuacja” albo z białymi flagami niemo wołającymi do rosyjskich żołnierzy, by nie strzelać.
