„Ranczo”, czyli zaprzeszła epoka
„Ranczo”, czyli zaprzeszła epoka. "Serial bił rekordy popularności, powstawały internetowe fora wielbicieli"

Główny powód, dla którego kontynuacja byłaby operacją karkołomną, jest ten, że to jakby świadectwo zaprzeszłej epoki.
Przyznam się do wakacyjnej słabości. Dzięki kanałowi TVP Seriale z uporem maniaka wracam do serialu „Ranczo”. Potrafię każdego dnia fundować sobie jeden, dwa odcinki, znane mi na pamięć. Kiedyś dogryzałem temu serialowi. Jest w nim jednak coś, co każe do niego wracać.
Przypomnę, Wojciech Adamczyk nakręcił 10 sezonów między 2006 i 2016 r. Rzecz działa się w podlaskiej wsi Wilkowyje, do której sprowadziła się Amerykanka polskiego pochodzenia Lucy, przejmując zdewastowany dworek. Przyszło jej się borykać z dybiącym na posiadłość wójtem i z nieufnymi mieszkańcami. Z czasem tak weszła w społeczność, że została nowym wójtem i poślubiła miejscowego artystę Kusego. A poprzedni wójt zrobił wielką karierę polityczną. Jest jeszcze jego brat bliźniak, ksiądz, który zostaje biskupem.
