OGNIEM NA WPROST. Gdy dowódca ma kotaOGNIEM NA WPROST. Gdy dowódca ma kota. "Tak wygląda russkij mir w przeliczeniu na zwykłego obywatela"

W rozmowie z dziennikarzem i blogerem Wołodymyrem Żołkinem opowiedział historię dowódcy rosyjskich sił powietrznych, który dwoma helikopterami transportował swojego kota.
Odezwał się ruski pilot śmigłowca, który uprowadził maszynę i wylądował nią na lotnisku w Połtawie.
Okazuje się, jak przypuszczano, że lotnik był w zmowie z wywiadem wojskowym Ukrainy (HUR). Według relacji przedstawiciela Głównego Zarządu Wywiadu Andrija Jusowa na wspólnej konferencji z pilotem Maksimem Kuźminowem wyjaśniło się, że HUR przez pół roku wspólnie z pilotem organizował akcję uprowadzenia na Ukrainę helikoptera Mi-8 AMTSH. Przed wylotem z Federacji Moskiewskiej ewakuowano nawet jego rodzinę. Maszyna wykonała lot pomiędzy dwiema bazami lotniczymi – 300 km za linię frontu – i przewiozła jeszcze części do myśliwców Su-27 i Su-30 SM. Śmigłowiec jest w świetnym stanie (nówka sztuka), a operacja nosiła kryptonim „Sikorka”. Dzielny pilot chce teraz pomagać Siłom Zbrojnym Ukrainy, uważa bowiem, że cała ta wojna jest zbrodnią Kremla. Na pytanie, czy Kuźminow wstąpi w szeregi ukraińskiej armii, Andrij Jusow odpowiedział: „Czekamy na szczegóły, ale może tak”. Zostało jeszcze trochę sprawiedliwych w Kacapii.
