OGNIEM NA WPROST. Broń i negocjacjeOGNIEM NA WPROST. Broń i negocjacje. Oto stan wyposażenia armii Kijowa

Moskwa i Chiny mają dobrze rozpracowany system finansowy państw zachodnich i wielokrotnie pozyskiwały kasę poprzez najróżniejsze słupy udające coś, czym w istocie nie były.
Jednym z podstawowych pytań w wojnie Kremla z Ukrainą jest stan wyposażenia armii Kijowa (SZU). Najpierw o dostawach amerykańskich. Na Ukrainę trafiła już większość tego, co zapowiedziała poprzednia administracja USA. Na razie nie było nowych pakietów, bo ludzie prezydenta Trumpa robili remanenty. Wszystkim, których to oburza, przypomnę, że fundusze z USAID trafiały m.in. do rosyjskich farm trolli. Moskwa i Chiny mają dobrze rozpracowany system finansowy państw zachodnich i wielokrotnie pozyskiwały kasę poprzez najróżniejsze słupy udające coś, czym w istocie nie były. Nie bez znaczenia jest również fakt, że USA też muszą się zbroić, a to ogranicza liczbę pojazdów i sprzętu, które mogą przekazywać dalej. Na koniec – zachodnia broń jest fajna (choć nie zawsze), ale większość ukraińskich żołnierzy zna przede wszystkim sprzęt posowiecki i choćby tylko w celu ograniczenia czasu i kosztów szkolenia znacznie ważniejsze jest wyposażenie SZU w broń posowiecką i obecną kacapską. Tak więc radzimy zachować spokój. W razie niepowodzeń w rozmowach na linii Waszyngton–Moskwa broń z dostaw amerykańskich ruszy niczym lokomotywa Tuwima.
Poważną przesłanką, by tak sądzić, jest zawarty ostatnio układ między USA a Ukrainą dotyczący surowców mineralnych, bardzo korzystny dla Ukraińców (dotychczasowa pomoc nie jest nim objęta, będą z niego finansowane nowe dostawy), a Donald Trump zezwolił na bezpośrednią sprzedaż Ukrainie sprzętu (głównie części do F-16) o wartości 50 mln dol. Amerykański prezydent zgodził się też na przekazanie Ukrainie 125 rakiet do systemów HIMARS i 100 rakiet do systemów Patriot. Niemcy zapowiedzieli przekazanie (wreszcie) rakiet Taurus. Zobaczymy, czy kanclerz Merz dotrzyma słowa danego jeszcze przez jego poprzednika.
