Obudzić się pod rosyjską okupacjąObudzić się pod rosyjską okupacją. Dla Polaka obecność na wojennej Ukrainie zaraz po inwazji nasuwała pytanie

"Nie chodzi o oddawanie terytorium, ale zyskanie czasu, by siły NATO mogły się przegrupować" – przekonywał na antenie Polsat News gen. Jarosław Kraszewski.
Ukraińcy też do samego końca, łącznie z prezydentem Zełenskim, nie wierzyli, że Rosja może tak zaatakować. Nikt nie wierzył w powrót okopów, szturmów czołgów i deportacji na Syberię oraz torturowania opornych na okupowanych ziemiach. Magiczne słowa „prawo międzynarodowe”, „XXI wiek” i „traktaty” nie zapewniły jednak pokoju. Podobny scenariusz mógł wydarzyć się także w Polsce.
Beata zawsze miała lekki sen, lecz ten łomot o godz. 4.30 zbudziłby chyba każdego. U Ojców Białych Misjonarzy Afryki, mających dom po sąsiedzku, od wielu dni trwał remont i chyba zawaliło się rusztowanie, akurat o takiej nieludzkiej porze. Ale po tym hałasie było słychać jeszcze rytmiczne dudnienie. Fajerwerki pod koniec lutego? Wyszła do salonu i przez szerokie okna patrzyła w stronę Lublina – nad miastem pulsowały nienaturalne światła. Wojna czy co? Włączyła telewizor. Brak sygnału. Sięgnęła po telefon. Brak zasięgu. Założyła kurtkę i wyszła do ogrodu, skąd było słychać przytłumione wybuchy, jakby dobywały się z zamkniętego pudła. Czegoś takiego nigdy jeszcze nie widziała. Po raz pierwszy ucieszyła się, że syn zmienił plany i wraz z żoną, dzieckiem i najstarszym bratem przełożyli przyjazd z Warszawy na weekend do domu. Żałowała, że najmłodszy syn znowu gdzieś wybył na noc. Myślała o wszystkich dzisiejszych sprawunkach dla 92-letniej mamy mieszkającej na Czwartku, tuż przy lubelskim zamku. Chryste! Co się z nią dzieje w centrum?
