Nie można zatajać zbrodni. "Liczby ofiar mówią za siebie"Nie można zatajać zbrodni. "Kresowiaków zabito dwa razy, raz siekierami, raz przez niepamięć"

Trzepnie po sercu i głowie. Sponiewiera. Ale remisu nie będzie. Liczby ofiar mówią za siebie.
Dekadę temu odbyła się premiera filmu „Wołyń” Wojciecha Smarzowskiego. Przypominamy emocje i wypowiedzi towarzyszące tej produkcji.
Nie w rocznicę wołyńskiej kulminacji – 11 lipca, ale 7 października 2016 r. trafił do widzów „Wołyń”. Produkcja od czasu reżyserskiej zapowiedzi budząca zarówno wiele emocji, jak i nadziei. Na dialog. Na przywrócenie pamięci bestialsko pomordowanym. Przede wszystkim Polakom, a także Ukraińcom, którzy nie chcieli się godzić na mord. Czy to z przyzwoitości, czy z racji – choćby rodzinnych – powiązań. Scenariusz wydawał się otwierać drogę do dyskusji – o przeszłości, a także teraźniejszości, w której wreszcie pojawiłaby się realna szansa na godne pochówki. „Wydawał się”, bo już wtedy wyraźnie rysowało się stanowisko strony ukraińskiej.
