Kto nie chce portu w Elblągu?Kto nie chce portu w Elblągu? "W szeregach koalicji PO-PSL imposybilizm całkowicie przeczy realizacji nowych inwestycji"

Dzisiaj sprawa wygląda tak, że po dziewięciu miesiącach zwłoki, podczas których prezydent Elbląga prowadził pozorowane rozmowy z przedstawicielem rządu – wiceministrem Andrzejem Śliwką – pan prezydent odmawia podjęcia decyzji.
Czy ktokolwiek jadący po równej, szerokiej drodze zastanawia się nad tym, czy to droga w zarządzie krajowym, czy samorządowym? Czy korzystając z nowego terminala lotniczego, czy odremontowanego dworca kolejowego, ktokolwiek zawraca sobie głowę, z jakiej puli – ogólnokrajowej czy może gminnej – pochodziły środki na ich odnowienie? Każdy cieszy się raczej z możliwości korzystania ze skutków tych inwestycji. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy ktoś nie chce wykonać projektu, do którego realizacji sam się zobowiązał. Ba… Nie chce nawet przyjąć prorozwojowej oferty – a to wszystko z czysto politycznych pobudek.
We wrześniu ub.r. z wielką pompą (i słusznie!) otwarto kanał żeglugowy przez Mierzeję Wiślaną. W zamyśle całej koncepcji Elbląg ma stać się czwartym portem morskim Rzeczypospolitej i zostać wpisanym do ustawy o portach i przystaniach morskich obok Gdańska, Gdyni i Szczecina jako port o podstawowym znaczeniu dla gospodarki narodowej. Żeby koncepcja ta weszła w życie, są jeszcze potrzebne dwie rzeczy: poszerzenie i pogłębienie toru wodnego od przekopu do portu w Elblągu oraz sama modernizacja i rozbudowa portu, w szczególności budowa obrotnicy dla statków. I tu zaczynają się schody.
