Kłamstwo, czyli milicyjna pała. "Powstaje scena hollywoodzka"Kłamstwo, czyli milicyjna pała. "Gdy Wałęsa widzi te dokumenty, wpada w szał", "To zdrada kolegów, ich namacalna krzywda"

Kto nie widział tego kilkuminutowego nagrania, powinien szybko nadrobić zaległość (rzecz łatwa do odnalezienia w internecie, np. na portalu wPolityce.pl). Redaktor telewizji wPolsce24 Rafał Jarząbek podjął próbę skonfrontowania Lecha Wałęsy z osądem prokuratury, według której pierwszy przewodniczący Solidarności nie mógł sam pisać donosów do SB na swoich kolegów, ponieważ w latach 70. był „wtórnym analfabetą”.
Redaktor Jarząbek udał się więc na fetę z okazji 83. urodzin byłego prezydenta, która odbywała się w Muzeum Narodowym, podszedł do „legendy” z wydrukami donosów TW „Bolka” i grzecznie zapytał: „Tutaj mamy skany dokumentów, czy pan poznaje…?”. Były prezydent, gdy już zorientował się, co to za dokumenty, stanowczo rzucił w kierunku reportera: „Pan sobie d… wytrzyj tym”. „Dlaczego?” – dopytał dziennikarz. „Do tego to się nadaje” – odpowiedział Wałęsa. „Czy to jest pana pismo?” – nie ustępował redaktor Jarząbek, ale odpowiedzi już się nie doczekał. Zdenerwowany Wałęsa ruszył do swojego stolika. Później ignorował kolejne pytania, szarpał za mikrofon, a osoby, które towarzyszyły jubilatowi, stawały się coraz bardziej agresywne.
Zdaniem prof. Sławomira Cenckiewicza to nagranie ma wartość historyczną, ponieważ Lech Wałęsa niezwykle rzadko konfrontuje się z konkretnymi dokumentami. Z jego ust płyną tysiące słów, ale są to jego luźne bajania, krojone pod bieżące potrzeby, bez odwołania się do realnej twórczości „Bolka”. Gdy Wałęsa widzi dokumenty, wpada w szał. Pierwszy raz zrobił to już lata temu, w trakcie rozmowy z Grzegorzem Braunem. Teraz mamy drugi przypadek, w którym były prezydent jest konfrontowany ze swoim dorobkiem. I również teraz jesteśmy świadkami wybuchu agresji z wulgarną okrasą.
