Kim są prorosyjscy Ukraińcy w Donbasie? Rzecz o „żdunach”Kim są prorosyjscy Ukraińcy w Donbasie? Rzecz o „żdunach”. "Nieufna społeczność, przez lata straszona spiskami ludzi z Zachodu"

Problem polega na tym, że nie są to – jak głosi rosyjska propaganda – Rosjanie czy prorosyjscy Ukraińcy, którzy czekają na powrót swojej sowieckiej ojczyzny.
Pocisk z rosyjskiego moździerza uderza w dom w przyfrontowej wiosce w Donbasie. Gospodyni jest akurat u sąsiadów, teraz wszyscy zlatują się na podwórze z porozrzucanymi gruzami. Ale zaraz, zaraz – co u diabła robią takie tłumy w ostrzeliwanej wiosce niedaleko rosyjskiego frontu?
Czarny był moim przewodnikiem po piekle Donbasu, a zwłaszcza po tamtejszych ludziach. Gdy nie wierzyłem mu w niektóre opowieści, rozszerzał swoje oczy, przyglądał mi się, czy szczerze wątpię w jego relacje, a potem z ironicznym uśmiechem podawał adres, zapowiadał spotkanie lub zapraszał na wyprawę z nutą ironii: „Śmiało, Jakub. Sam się przekonaj”. Jest Ormianinem z pochodzenia, ma ciemną skórę, czarne włosy, brodę, brwi, gdy przesłuchuje ludzi nocą, wygląda jak diabeł, który wyciągnie z człowieka każdą informację samym tylko spojrzeniem i spokojnie wycedzonym pytaniem. To on mi opowiadał ciągle, wskazując na ludzi w Donbasie, że „oni wszyscy są separami” [separ, separatysta, zwolennik dołączenia do Rosji – przyp. red.]. Byłem pewien, że przesadza, gdy wskazywałem na staruszkę karmiącą psy, a on patrzył na mnie, niedowiarka, i kiwając powoli głową mówił: „Separ”. Miejscowi, którzy naprawdę są związani z Ukrainą, używają innego określenia niż „separ”. Mówią: „żduny”, od rosyjskiego słowa „żdat’”, czekać, czyli są to „czekacze” na Rosjan, na „ruski mir”. Czarny mi ich pokazywał – to mniszki z klasztoru Adamiwka, które przyjęły przebranych za mnichów żołnierzy rosyjskich służb, to proboszcz z Łymanu, który po wejściu agresora ogłosił, że Rosja będzie tu już na zawsze, to żyjący w piwnicach Siewierska, Bachmutu i Czasiw Jaru nieufni wobec obcokrajowców miejscowi.
