Każdy, byle... Helwet! FIFA to „państwo w państwie”Każdy, byle... Helwet! "Najbogatszym związkiem sportowym globu może kierować każdy, pod warunkiem, że jest Helwetem"

Polskie powiedzonko „Tak czy owak zawsze Nowak” kojarzy mi się ze słynną maksymą Henry'ego Forda, twórcy potęgi największego niegdyś amerykańskiego koncernu samochodowego, który mawiał, że możesz wybrać sobie auto, jakie chcesz, pod warunkiem, że będzie to czarny Ford.
Okazało się, że ma to zastosowanie odnośnie do przechodzącej kryzys wizerunkowy FIFA. Oto właśnie ogłoszono, że rywalem Szwajcara Gianniego Infantino, prezydenta tejże światowej federacji piłkarskiej, będzie... też Szwajcar – Ramon Vega. Ten drugi był przynajmniej piłkarzem reprezentacji oraz angielskiego klubu Tottenham Hotspur. Ponieważ poprzednim szefem FIFA również był Szwajcar, Sepp Blatter, wynika z tego, że najbogatszym związkiem sportowym globu może kierować każdy, pod warunkiem, że jest Helwetem. Może to od razu sformalizować i zapisać w statucie? Albo jednocześnie odmłodzić klan działaczy i powoływać tylko kogoś z Gwardii Szwajcarskiej w Watykanie? Ci mają chociaż kręgosłup moralny, a dla takiego Infantino to termin ze słownika wyrazów obcych.
