Insygnia dyrektor Strzępki. „Monologi waginy”
Insygnia dyrektor Strzępki. Przychodzi nowa generacja, która podnosi brednie, bełkot, agresję na jeszcze wyższy poziom

Nadciąga jeszcze bardziej postępowy postęp. Kobiecość przestaje istnieć.
Pierwsze, co postanowiła wystawić w warszawskim Teatrze Dramatycznym jego nowa dyrektor Monika Strzępka, to narządy rodne. W foyer teatru noszącego imię Gustawa Holoubka stanęło metrowej wysokości, obleczone złotym materiałem coś, może z gipsu, może z papier mâché, co „Gazeta Wyborcza” nazwała pomnikiem waginy, inni „wilgotną panią”, a jest przedmiotem wyglądającym jak pochwa. Skąd taki wybór? Bardzo możliwe, że nowa dyrektor nie ma nic lepszego do pokazania.
Nie tylko konserwatyści, ale zwyczajnie ludzie normalni mają kłopot z odnoszeniem się do tak prymitywnych manifestacji. Umiar, poczucie estetyki, zwykły takt i delikatność nakazują odpowiadać na takie ordynarne popisy oględnie, z dystansem, ostrożnością, bez uciekania się do kalającej dosłowności. Normalny, czyli w miarę przyzwoity i nieobłąkany człowiek, nie chce zbrukać się, ufleić w tym świecie kreowanym przez protagonistów mniemanego postępu, czuje się ubrudzony, gdy ma do czynienia z czymś takim, co publicznie prezentuje Strzępka. Często więc odsuwa się i milczy albo też szuka słów i określeń z własnego języka i stara się uniknąć tego, którym posługują się ludzie ordynarni. Jest szlachetność w takim umiarze i wstrzemięźliwości, ale jest też pewna.
