Gówniarzeria z Herbertem na ustach. "Był wielkim moralistą"
Gówniarzeria z Herbertem na ustach. "Poeta był wielkim moralistą, a nie głupawym działaczem, jak niektórzy, chętnie go cytujący"

Dziś namawianie, aby po herbertowsku mówić: „Tak– tak, nie–nie”, to wyłącznie dowód osobistego nabzdyczenia, nieprzyzwoitej tromtadracji.
W latach, gdy królowała komuna, a wielu mądralińskich gówniarzy nie było jeszcze na świecie, ja (obecnie dziennikarz), Marcin Zaremba (wtedy radykalny opozycjonista, dziś mainstreamowy historyk) i Alicja Witczak (wspaniała i subtelna katolicka intelektualistka), w naszym liceum im. Klementyny Hoffmanowej pod patronatem pani Teresy Holzerowej (byłej żony znanego dziejopisarza, lecz przede wszystkim kultowej warszawskiej nauczycielki polskiego) spróbowaliśmy stworzyć szkolne pisemko pod nazwą „Kołatka” (zaczerpniętą rzecz jasna z wiersza Zbigniewa Herberta).
Szkolna gazetka była całkiem oficjalna, autoryzowana przez czerwonego dyrektora szkoły Wacława Wawrzyniaka, ale – na ile się dało w tamtych czasach – niezależna. Co ciekawe, nasz komunistyczny nadzorca interweniował tylko wtedy, kiedy byliśmy patriotycznie niepokorni, a nie wtedy, gdy ocieraliśmy się o opozycyjność – np. zanegował mój rysunek, na którym widać było człowieka przygniecionego skałą w kształcie Polski.
