„Furioza” – romantyzm łamanych kości„Furioza” – romantyzm łamanych kości. " O przygodzie, która ma polegać na demolowaniu pociągów albo leśnych ustawkach"

Film operuje częstym schematem współczesnej popkultury. Dawid (Banasiuk) wraca do nie swojego już świata i chociaż robi to jako sojusznik prawa, ulega fascynacji.
„Furiozę” Cypriana Olenckiego dopiero co obejrzałem w kinie. Teraz Canal+ zrobił z niej czteroodcinkowy serial. Konstrukcja jest identyczna jak w wersji kinowej, po prostu doszło kilka scen więcej.
To kino, które kojarzy mi się z Patrykiem Vegą. Głównym tematem jest przemoc pokazywana z lubością, pulsująca nam przed oczami, pochłaniająca całą resztę akcji, nawet jeśli jakieś przesłanie usiłuje czasem wyjrzeć zza zakrwawionych twarzy, przebić się przez trzask łamanych kości. Akcja jest budowana porządniej niż u Vegi, którego filmy to najczęściej niemal strumienie świadomości. No ale pan Patryk potrafi nakręcić dwa filmy rocznie. 48-letni Olencki pokazuje nam drugi swój duży film. Poprzedni, komedia „PolandJa”, został źle przyjęty, wyśmiany, jako zbiór kiepskich skeczy (choć trudno mu było odmówić próby podpatrywania polskiej rzeczywistości). Zabrał się więc za kino nazywane męskim.
