Bój o emerytury. Zaufanie do rządzących
Bój o emerytury. Po pandemii i fali protestów żółtych kamizelek zaufanie do rządzących jest niskie

Projekt reformy trafi 6 lutego do parlamentu, gdzie szykuje się nad nim gorąca debata.
Francja zmaga się z kryzysem gospodarczym, inflacją i wysokimi cenami energii.
W kraju dominują pesymistyczne nastroje, w sklepach zabrakło chwilowo musztardy, a w aptekach niektórych leków, np. paracetamolu. W szpitalach brakuje lekarzy i pielęgniarzy, a w szkołach nauczycieli. Tymczasem prezydent Emmanuel Macron forsuje kontrowersyjną reformę emerytalną. Według premier Élisabeth Borne, która przedstawiła zarys reformy w parlamencie, wiek emerytalny ma zostać podwyższony stopniowo z obecnie 62 do 64 lat, by zachować równowagę systemu emerytalnego. Przy okazji emerytura minimalna ma zostać podwyższona o 100 euro, do 1200 euro brutto miesięcznie. To jednak nie przekonuje Francuzów. Według najnowszych sondaży od 68 do 72 proc. z nich jest przeciwnych reformie. 19 stycznia ponad 1 mln obywateli (2 mln według związków zawodowych) wyszło na ulicę, by protestować przeciwko zmianom, które Macron próbował przeprowadzić już trzy lata temu, ale zarzucił w obliczu zmasowanych strajków i protestów oraz wybuchu pandemii COVID-19. Tym razem zamierza jednak wytrzymać presję ulicy. W końcu reformę zapowiedział już w trakcie swojej walki o reelekcję w ub.r. „Mówiłem wtedy, że trzeba będzie dłużej pracować i nie zmieniłem zdania” – podkreślił. Związkowcy z kolei zapowiadają, że zgotują mu piekło. Według nich prezydentowi nie chodzi o system emerytalny, tylko o rygor fiskalny. Francuski dług publiczny oscyluje w granicach 113 proc. PKB i zdaniem protestujących Macron chce ich kosztem przeprowadzić reformę finansów publicznych, żeby przypodobać się Brukseli.
