Artysta, który zepsuł HiszpanówArtysta, który zepsuł Hiszpanów. "To jemu Hiszpania ma zawdzięczać używanie prowokacji jako broni"

Obwinia partię Abascala o ponowne otwarcie debat, które były już szczęśliwie zamknięte i przekazane do realizacji w myśl zapaterowskiej agendy postępu.
Jeśli wśród czytelników naszego tygodnika ostali się jeszcze fani kina Almodóvara i chcieliby wytrwać na pozycji wiernych widzów, proszeni są o niezwłoczne opuszczenie tej strony. Poniższy tekst powstał na prośbę wielu Hiszpanów, którzy wstydzą się tego, że ich rodzime kino „wyeksportowało” na cały świat twórcę zafiksowanego na tęczowym świecie kolektywu LGBT+ i swoich obsesjach, nawet jeśli są one tak smakowicie podane w melodramatycznym sosie oraz palecie ciepłych barw.
Właściwie nic w tym nowego: polscy artyści kina przyzwyczaili nas już do wypowiedzi i zachowań, które znamionują albo nikły kontakt z rzeczywistością, alby zbyt duży kontakt z używkami. Wychodzi na to samo, więc trudno się potem dziwić, że w puste miejsce po widzach wchodzi ławą lewica i stawia pomnik „złotej waginy”. Jak mawiają: co kraj, to obyczaj, a każdy ma swoją Holland, Strzępkę lub Almodóvara, zwłaszcza na obecnym odcinku „mądrości etapu”, gdy wszystko, co ubliża konserwatystom i katolikom, jest mile widziane i oklaskiwane. Pedro Almodóvar z całą pewnością poczuwa się do roli hiszpańskiego arcymistrza kina i z tej pozycji stara się nauczać obywateli swojego kraju, co jest dobre, nowoczesne, wartościowe – czytaj: lewicowe, postępowe, tępiące prawicę i Kościół na różne kreatywne sposoby.
