Antycywilizacja. "Nadzwyczajna kasta"
Antycywilizacja. "Teraz chamstwo jest elementem autopromocji elity” Nawet 200 świadków łapówkarstwa Tomasza Grodzkiego to zbyt mało

Za słowa „giń, człeku” – 6 miesięcy pozbawienia wolności. Za kradzież dwóch koszul, kalesonów i 18 kur – 7 lat i 6 miesięcy pozbawienia wolności. Za zamordowanie własnych dzieci i żony – wyrok uniewinniający, bo sądził tzw. neosędzia.
Wraz z nastaniem – już po raz trzeci – rządów Donalda Tuska powrócił styl uprawiania polityki daleki od cywilizowanych norm. Pozostawiam tu jako oczywisty fakt notorycznego łamania prawa przez ten gabinet, a odnotowuję jedynie niektóre skandaliczne zachowania polityków i ich elektoratu. Zgadzam się z prof. Andrzejem Nowakiem, że „pod względem stosunku do tożsamościowego dziedzictwa dzisiejsze tzw. elity lewicowo-liberalne są gorsze niż peerelowskie […]. Chamstwo było zawsze, ale teraz chamstwo jest elementem autopromocji elity”. Zgadzam się też, że Tusk zawarł sojusz z chamstwem, z pospolitą hołotą, która ma w pogardzie polską kulturę, historię, tradycje i dobre zwyczaje.
Jeszcze nie tak dawno, aby walczyć z „pisowskim” rządem, wychodziły na ulicę hordy kobiet, a ich prymitywny, wulgarny język nigdy nie został potępiony przez tzw. elity. Wręcz przeciwnie – wspomagał go ten sam wulgarny język środowiska internetowego skupionego wokół SokuzBuraka, wspierającego Platformę w walce z PiS. Nikt z polityków podsłuchanych w knajpie Sowa i przyjaciele nie poczuł się skompromitowany, a upokorzenie tłumaczono jedynie faktem nielegalnego podsłuchiwania. Tak jakby człowiek kulturalny mógł się zachowywać skrajnie inaczej oficjalnie i prywatnie. Festiwal chamstwa i brutalności obserwujemy 10. dnia każdego miesiąca przed pomnikiem smoleńskim na Placu Piłsudskiego w Warszawie. Zgraja prymitywów ma zapewnioną policyjną ochronę i szydzi z ludzi chcących upamiętnić narodową tragedię. Prawnuk wielkiego Henryka Sienkiewicza, który był tak wielką inspiracją dla milionów Polaków walczących o własne państwo, nazywa swojego przodka „grafomanem”. W lewicowych mediach o zakonniku nie mówi się „ksiądz”, „ojciec”, pomija imię i tytuł naukowy. Słyszymy tylko „Rydzyk”, czasem pan Rydzyk.
