Co pan tu robi? „Do zobaczenia, po wojnie!”Co pan tu robi? „Do zobaczenia, po wojnie!” – pożegnaliśmy się z chłopakami ze strefy

W Prypeci sygnał GPS jest zagłuszany, kilka razy gubimy drogę w tutejszej dżungli.
Do czarnobylskiej zony chciałem pojechać przed laty. Kupiłem bilet na wycieczkę, lecz nie zebrało się wystarczająco wielu chętnych, więc wyjazd spalił na panewce. Obecnie strefa jest nie tylko terenem zamkniętym, lecz także rejonem silnie zmilitaryzowanym i objętym działaniami wojennymi. Żaden dziennikarz nie ma tam wstępu. Nam się udało.
Jeden z wrześniowych tygodni spędziłem w Kijowie. W oczekiwaniu na realizację którejś z opcji wyjazdu dalej na wschód obserwowałem stołeczną rzeczywistość. Ukraińskie społeczeństwo, przynajmniej na terenach oddalonych od frontu, przywykło już do wojny. Lokale nie mogą narzekać na brak klientów, czemu sprzyja skrócona, obowiązująca od późniejszych pór godzina policyjna. Mieszczanie tłumnie spacerują po parkach i centralnym deptaku – Chreszczatyku, a młodzi ludzie wieczorami bawią się w knajpkach. Pod pomnikiem kniazia Włodzimierza Wielkiego, który zaprowadził na Rusi chrześcijaństwo, po zmroku spotkałem grupę młodzieży tańczącą z ubranymi w tradycyjne stroje dziewczętami z zespołu ludowego.
