Viktor Orbán na Kongresie Fideszu: „Międzynarodowy Fundusz Walutowy miał nam zadać cios łaski, ale odesłaliśmy go z kwitkiem”. [TREŚĆ PRZEMÓWIENIA]

PAP/EPA
PAP/EPA

Premier Węgier Viktor Orban oświadczył w niedzielę, że jest gotów poprowadzić swą partię Fidesz do wyborów parlamentarnych w 2018 roku i po raz trzeci objąć stanowisko szefa rządu. Po raz kolejny zapewnił, że Węgry muszą się bronić przed napływem imigrantów.

Przedstawiamy pierwszą część przemówienia węgierskiego premiera:

Szanowny Kongresie! Drodzy moi Przyjaciele, nasi Sprzymierzeńcy z kraju i z Basenu Karpat! Szanowni Goście, Panie i Panowie!

Gdy wczoraj mój przyjaciel László Kövér [przewodniczący Parlamentu] zapytał, o czym dziś będę mówił, odpowiedziałem, że o wszystkim, a nawet między innymi o wszystkim. Rzecz jasna, sytuacja nie jest aż na tyle krytyczna. Będę więc mówił tylko o kraju, o Europie i o nas.

Dwadzieścia siedem lata temu, jesienią roku 1988 przeżywaliśmy pierwszy kongres Fideszu. Jest tu sporo ludzi, z którymi od prawie trzydziestu lat szlifujemy nasze miejsca pracy i siebie nawzajem w dobrej i złej doli. Lecz nawet po tych trzech dekadach najwspanialszym uczuciem jest to, że widzi się starych towarzyszy walk, z którymi razem siwiejemy, a jednocześnie widzi się nowszych, z którymi staliśmy się coraz to silniejsi.

Żargon partyjny mówi tylko tyle: kongres, kongres Fideszu, ale w rzeczywistości to są najpiękniejsze chwile naszego wspólnotowego życia. Być razem, spotykać się, wspominać przebytą drogę, oceniać teraźniejszość i planować przyszłość. Nie można jednak z czystym sumieniem świętować w cieniu powodzi czy terrorystycznego ataku. Nie może być mowy o świętowaniu, gdy zagrożone jest życie innych lub owoc pracy całego życia. Dlatego przesunęliśmy nasz kongres na dzisiaj i choć już jesteśmy w Adwencie, to była to dobra decyzja.

Pamiętam, jak 27 lat temu, gdy zbieraliśmy się w Teatrze Jurta, jeszcze na dobre stacjonowały tu sowieckie jednostki, roiło się od milicji i agentów, ale my już czuliśmy w powietrzu wiatr zmian, którego nie sposób było zatrzymać. A dokładniej, raczej czuliśmy, że to my stanowimy tę przemianę.

Wielu uśmiechało się, gdy młodzieńczą głową dwudziestolatków postanowiliśmy stworzyć partię polityczną i wystartować w pierwszych wolnych wyborach do parlamentu. Nie byliśmy profesjonalistami, jedynie zapał nas napędzał, ale przecież wiecie, że Titanica budowali specjaliści, a Barkę Noego – laik.   Dziś zaś przeżywamy nasz XXVI. Kongres, który przypada w czasie trzeciej kadencji naszych rządów. Razem z naszymi sprzymierzeńcami stanowimy najstarszą i największą partię w Europie Środkowej, nasza wspólnota jest największą i odniosła największe sukcesy. Gdybyśmy wtedy nie zdecydowali się rozpocząć, dziś by nas nie było. Z nami tak zawsze było. Przychodzimy z czymś, mówią, to niemożliwe, wyśmiewają nas, później, gdy mimo wszystko już to zrobimy, tylko rozdziawiają buzie, jak karp w reklamówce.

ciąg dalszy na następnej stronie ==>

12345
następna strona »
W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...