Przed szczytem NATO: Polska wobec ZSRS i Rosji unikała błędów Zachodu, które do dziś osłabiają sojusz północnoatlantycki

PAP/Tytus Żmijewski
PAP/Tytus Żmijewski

Aż do szczytu zaplanowano na 8-9 lipca 2016 roku w Warszawie – a być może dużo dłużej – jednym z głównych i trudnych tematów tajnych negocjacji i jawnych dyskusji w sojuszu północnoatlantyckim będzie „Akt Założycielski o Wzajemnych Stosunkach, Współpracy i Bezpieczeństwie między NATO a Federacją Rosyjską”. Został podpisany w 1997 roku, jeszcze bez Polski i innych wtedy kandydujących krajów byłego bloku wschodniego. Zgodnie z wykładnią podtrzymywaną dziś między innymi przez Niemcy – ale nie przez całe NATO – „Akt Założycielski” uniemożliwia rozmieszczanie sojuszniczej broni jądrowej i założenie stałych baz międzynarodowych konwencjonalnych sił bojowych na terytoriach nowych państw członkowskich, w tym na wschodniej flance od Estonii do Bułgarii, z Polską pośrodku.

„Akt Założycielski” nie jest traktatem, a tylko deklaracją polityczną bez mocy prawnej. Pochodzi z minionej i zamkniętej epoki – sprzed licznych nowych wojen. Nie dotyczy głównego zadania NATO – zbiorowej obrony. Rosja złamała swoje zobowiązania zapisane w „Akcie Założycielskim”. Mimo tych wszystkich okoliczności, NATO nie potrafi wyrzucić dokumentu na śmietnik historii. Stąd ograniczona reakcja sojuszu na rosyjskie zagrożenie dla Europy, stąd umieszczanie na przykład w Polsce samych dowództw lub składów broni i sprzętu, stąd obecność żołnierzy amerykańskich i innych „rotacyjna” i „ciągła” zamiast „stałej”. Sojusz czyni stopniowe praktyczne postępy, ale mógłby być dużo bardziej śmiały i potężny, gdyby w 1997 roku nie zrobił wielkiego błędu. Federacja Rosyjska nie miała żadnych narzędzi prawnych, politycznych, wojskowych ani gospodarczych, aby zapobiec rozszerzeniu sojuszu na wschód. NATO krótkowzrocznie zapłaciło za zbędną zgodę Moskwy trwałymi ustępstwami, zmniejszającymi jednolitość i bezpieczeństwo sojuszu.

Jednym ze źródeł „Akt Założycielskiego” – źródłem o niedocenianym wpływie na sytuację geostrategiczną NATO – był jeden z zapisów traktatu o zjednoczeniu Niemiec („Traktatu o ostatecznej regulacji w odniesieniu do Niemiec”) z 1990 roku. Zapis brzmi: „obce siły zbrojne i broń nuklearna lub środki jej przenoszenia nie będą stacjonowane ani rozmieszczane” na terytoriach byłej Niemieckiej Republiki Demokratycznej i Berlina – byłego Berlina Wschodniego i Zachodniego. Brak wyjątku nawet na wypadek zbiorowej obrony. „Akt Założycielski” rozciągnął – złagodzoną w treści i formie – wersję specjalnego statusu wschodnich landów niemieckich na wschodnie państwa NATO włącznie z Polską.

Zmiana statusu terytoriach byłej NRD i Berlina wymagałaby zgody wszystkich obok Niemiec stron traktatu zjednoczeniowego: USA, Wielkiej Brytanii, Francji i Rosji – sukcesora ZSRS. Traktat zjednoczeniowy ustanawia granice, więc nie podlega zasadzie „okoliczności się zmieniły” („rebus sic stantibus”). Jego wypowiedzenie lub złamanie przywróciłoby stan prawny podziału i ograniczonej suwerenności Niemiec. Negocjując warunki zjednoczenia w 1990 roku, Republika Federalna Niemiec i jej zachodni sojusznicy uważali, że muszą zapłacić bardzo wysoką cenę za zgodę Związku Sowieckiego i za wyjście Armii Sowieckiej z NRD i Berlina Wschodniego. Ale wtedy ZSRS upadał i rozpadał się wraz z blokiem wschodnim. Zwiększenie doraźnej pomocy gospodarczej i inne ustępstwa krótkoterminowe Zachodu prawdopodobnie pozwoliłyby uniknąć trwałego obszaru bardzo osłabionego bezpieczeństwa wewnątrz NATO, na głównej geostrategicznej osi Europy i całej Eurazji. Błędem było, że nie spróbowano negocjować dalekowzrocznie.

Błędów podobnych, jak błędy Zachodu z lat 1990 i 1997, uniknęła Polska negocjując w latach 1990-1991 rozwiązanie Układu Warszawskiego i Rady Wzajemnej Pomocy Gospodarczej, a w latach 1990-1992 – wyprowadzenie z polskiego terytorium Armii Sowieckiej, która na początku 1992 roku stała się Armią Rosyjską. Polska w trakcie zmiany ustroju, dopiero zaczynająca wychodzić z kryzysu gospodarczego i cywilizacyjnego PRL, była daleka od potęgi Zachodu. Związek Sowiecki i niektóre państwa zachodnie naciskały, aby nie rozwiązywać obu organizacji bloku wschodniego, lecz tylko je „poprawić”. Była nawet podpowiedź rodem z metod wojny psychologicznej: „zdemokratyzowany” Układ Warszawski nazwać „NATO-bis”, a „urynkowioną” RWPG – „Europejską Wspólnotą Gospodarczą-bis”. Polska wraz z resztą Grupy Wyszehradzkiej – Węgrami i ówczesną Czechosłowacją – odrzuciła wszystkie naciski i usunęła blok do czysta, bez manipulacji pojęciami i bez zobowiązań geostrategicznych i geopolitycznych. Inaczej droga do NATO i Unii Europejskiej zostałaby zamknięta na pokolenia lub na zawsze.

Wyprowadzenie Armii Rosyjskiej-Sowieckiej z Polski było jeszcze trudniejsze i bardziej burzliwe. ZSRS, a potem Federacja Rosyjska próbowały narzucić Polsce – w zamian za wyjście wojsk – różne ograniczenia podobne lub jeszcze dalej idące od tych, które Zachód przyjął dla byłej NRD i Berlina. Wykluczyliśmy wszystkie. Tylko jedną z wielu pułapek zastawianych przez Moskwę był projekt prawnego zobowiązania, aby w posowieckich bazach rosyjskich powstawały „polsko-rosyjskie spółki”, zatrudniające rosyjskich oficerów i żołnierzy. Zamiast oficjalnej obecności sił regularnych, zaczęłaby się nieoficjalna obecność sił specjalnych: dywersyjnych i wywiadowczych. NATO umieściłoby Polskę nie na liście kandydatów, lecz zagrożeń i celów wojskowych. Rząd Jana Olszewskiego uniknął pułapki na wniosek Biura Polityki Obronnej MON, mocno poparty przez Ministra Spraw Wewnętrznych – odpowiadającego także za ówczesny Urząd Ochrony Państwa – wbrew stanowisku MSZ i prezydenta RP Lecha Wałęsy. Dlatego – oraz wskutek sporu o lustrację – Wałęsa zaraz potem obalił rząd Olszewskiego. Ale tak jak przy rozwiązaniu Układu Warszawskiego i RWPG, Polska nie zaciągnęła żadnych trwałych zobowiązań. Podobnie uniknęły trwałej ceny za wyjście wojsk sowieckich-rosyjskich pozostałe państwa wyszehradzkie.

Wbrew przysłowiu, Polak był mądry przed szkodą. Przed długoterminową szkodą geostrategiczną i geopolityczną. Zachód mógłby się wiele nauczyć.

CZYTAJ TEŻ: Porozumienie NATO-Rosja o siłach sojuszu w nowych państwach członkowskich nie dotyczy zbiorowej obrony, nie jest prawnie wiążące i zostało złamane przez Rosję

Wiele powodów, dla których Merkel nie chce w Polsce stałych baz amerykańskich ani broni jądrowej. Ale właśnie Niemcy mogłyby bardzo zyskać

Porozumienie NATO-Rosja o siłach sojuszu w nowych państwach członkowskich już nie obowiązuje w Bułgarii. Wzór dla Polski

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...