Kto kogo zrobił w konia? Dwie narracje ws. janowskiej aukcji, czyli kto miał interes, by zakłócić przebieg licytacji

fot.ansa
fot.ansa

Półżartem można by powiedzieć, że Polska to jednak szczęśliwy kraj, jeśli emocje społeczno-polityczne koncentrują się wokół aukcji koni. Choćby najcenniejszych.

Sprawa jest jednak stosunkowo poważna. Ale że temat jest mi szczególnie bliski - pozwolę sobie zabrać w niej głos raz jeszcze.

Gdy jechałam do Janowa Podlaskiego myślałam, że będzie to zupełnie prywatna wizyta, połączona z uzupełnieniem wiedzy - na przyszłość. Przede wszystkim jednak przyjemność z oglądania tych najpiękniejszych na świecie zwierząt. Okazało się jednak, że znalazłam się w oku cyklonu. Ale jak to w bywa przy tego rodzaju zjawiskach atmosferycznych: w samym centrum - było stosunkowo spokojnie. Burza rozszalała się gdzieś na zewnątrz…

Warto podkreślić, że choć dziś uwagę widzów i czytelników przykuwa przede wszystkim przebieg aukcji, jednak dla wielu gości Pride of Poland nie było to jednak wydarzenie najważniejsze. Na takie wykreowano je dopiero post factum. Dla polskich hodowców ważniejsze były wyniki championatów, które wytyczają kierunek hodowli na najbliższe miesiące. A zostały zorganizowane bez zarzutu i potwierdziły wysoki poziom dorobku polskich stadnin.

Ale dziś wszyscy wolą rozmawiać tylko o aukcji. No dobrze, więc i ja. Choćby po to, by oddzielić fakty od mitów, informacje od manipulacji, ustalenia od hipotez. Nie będę powtarzać faktów ogólnie znanych. Może tylko to, że sama byłam świadkiem, gdy aukcjoner ogłosił, że Emira, ; licytowana jako „lot 0” czyli najcenniejszy „przedmiot” aukcji została sprzedana za 550 tys. euro. Licytacja rozpoczęła się bodaj od 100 tys. Kwota 550 tys. na której ją zamknięto- nie wywołała sensacji.

Może lekki niedosyt, bo wszyscy mieli w pamięci ubiegłoroczny rekord za Pepitę -1 400 tys. Ale też mało kto się spodziewał , że zostanie pobity. W końcu Emira ma już 16 lat i jakkolwiek piękna i utytułowana powoli zmierza do końca swojej kariery pokazowej. A i źrebiąt da już pewnie nie za wiele. Tak czy owak : siedziałam vis a vis stolików, zza których rzekomo miały padać licytowane kwoty. Było to dość daleko, (dzieliła nas szerokość ringu) ale podnoszenie numerków chyba bym dostrzegła. Nie widziałam. Tak samo jak znaków dawanych przez ringmenów (pomocników aukcjonera), którzy powinni sygnalizować kolejne zgłoszenia aukcyjne, a którzy w kolejnych licytacjach były dość jednoznaczne.

Ale też warto dodać, że była to aukcja numer jeden, więc każdy dopiero zaczynał się orientować, gdzie kto siedzi i co się dzieje. Dziwne było jedynie, że aukcjoner nie podał, kto klacz kupił i do jakiego kraju pojedzie. Przez kolejne minuty frapowało mnie raczej, że kolejne konie nie zostają sprzedane, bo nie osiągają cen minimalnych. To już było przygnębiające. W tym taka gwiazda jak Al Jazeera. Stali bywalcy aukcji potwierdzali mi potem,że tak wcześniej nie bywało.

cd na następnej stronie

123
następna strona »

Autor

2 audiobooki w prezencie! Sprawdź 2 audiobooki w prezencie! Sprawdź 2 audiobooki w prezencie! Sprawdź
W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...