Problemy 6-latków nie miną dlatego, bo MEN tak chce!

Przyspieszanie rozwoju, które jest założeniem tej reformy zupełnie pozanaukowym i absurdalnym zostało wymyślone dla celów politycznych i z uwagi na demografię

—tak o forsowanej na siłę reformie systemu edukacji i wysłaniu 6-latków do szkół mówi w rozmowie z „Faktem” metodyk nauczania początkowego - Dorota Dziamska z Pracowni Pedagogicznej im. prof. Ryszarda Więckowskiego.

Dziamska podkreśla, że rodzice powinni starać się o odroczenie obowiązku szkolnego dla swoich sześciolatków, bo dodatkowy rok w przedszkolu przyniesie maluchom dużo korzyści.

Dzieciom wiele korzyści daje zabawa i nauka w przedszkolu. Dzieci pod okiem specjalistów spokojnie przygotują się do startu szkolnego z odpowiednią dawką zabawy i nauki. Ten rok to czas na doskonalenie tzw. cielesnych sprawności uczenia się rzeczy, które w szkolnej podstawie programowej dla sześciolatków zostały zupełnie pominięte. A to wielki błąd, który przyniesie w kolejnych pokoleniach dzieci poważne konsekwencje, szczególnie jeśli chodzi o naukę pisania. (…) Rodzice pozostawiający swojego sześciolatka w przedszkolu mogą być pewni, iż dziecko uczyć się będzie według odpowiednich zasad kształcenia i tego co w stosownym czasie nauczyć się może. A z czym zatem dziecko sześcioletnie spotka się w szkole? Sądząc po zapisach podstawy programowej z dużo gorszym programem niż do 2009 roku dzieci sześcioletnie miały w przedszkolu

—podkreśla Dziamska z rozmowie z „Faktem” i odnosi się do propagowanej powszechnie Przez MEN pod rządami PO opinii, że sześciolatki są gotowe i doskonale przygotowane na edukację szkolną.

Sześciolatki powinny pójść do szkoły wtedy, gdy szkoła będzie odpowiednio na to przygotowana pod względem logistycznym, ergonomicznym i programowym, wystandaryzowane zostaną warunki uczenia, a ustawa o systemie oświaty zapewni możliwość pozostawienia dziecka jeszcze rok w stosownej grupie wiekowej lub przeniesienia do grupy o rok młodszej w razie małych niepowodzeń. Tak się dzieje w innych systemach edukacji na świecie. Takiej niestety sytuacji w Polsce jeszcze nie mamy i nie będziemy jeszcze mieć, ponieważ MEN nie słucha, nie widzi, nie patrzy. MEN nawet nie wie jak wystandaryzować szkoły w zakresie warunków uczenia. Sam fakt, iż MEN nie rozumie fundamentalnej zależności pomiędzy rozwojem emocjonalnym, a intelektualnym dziecka świadczy o wysokiej jego niekompetencji.

Dorota Dziamska wielokrotnie zarzucała resortowi edukacji brak kompetencji i krytykowała nową podstawę programową.

Podstawa programowa narzuca dziecku rozwijanie się według regulaminu i osiąganie tych samych celów w tym samym czasie, a to jest absurd i kompromitacja w czasach gdy na całym świecie kwitnie i rozwija się konstruktywizm w pedagogice. Podstawa programowa dla przedszkola i klas I – III nadaje się do kosza. Jest niepoważnym dokumentem

—podkreśla pedagog.

Nasza reforma to tylko papierowa nieudolna kalka niektórych zachodnich systemów oświaty, też nie zawsze udolnych

—podsumowuje działania MEN Dorota Dziamska.

Grunt żeby u nas było tak, jak w innych krajach Unii Europejskiej - tak wygląda polityka PO, a że wychodzi z tego karykatura… tego politycy jakoś nie zauważają. Zajęci są swoją nowoczesnością.

Czytaj też:

Szokujące błędy w rządowym podręczniku dla pierwszoklasistów. „W darmowym podręczniku jest chaos” - punktuje „dzieło” MEN Dorota Dziamska

„Nasz elementarz”? To deprawowanie pedagogiki wczesnoszkolnej!

ann/fakt.pl