Mamy aferę Durczoka, kampanię wyborczą i własnych protestujących. Ale wspomnijmy czasem o Ukrainie. Najlepiej na takich spotkaniach jak na Freta

http://www.pracowniaikonlacaro.pl/
http://www.pracowniaikonlacaro.pl/

Żyjemy prezydencką kampanią, ekscytujemy się aferą z Durczokiem, patrzymy na kolejne protesty i zerkamy z niepokojem w telewizyjne obrazki ze wschodu Ukrainy, z którymi zresztą zdążyliśmy się oswoić. Rzadko piszemy na naszym portalu w tym tonie, bo od tego są inni, ale może zwłaszcza w rozpoczynającym się Wielkim Poście warto przystanąć, złapać głębszy oddech i spojrzeć na rosyjską agresję na Ukrainę w innym świetle.

W pierwszą rocznicę tragicznych wydarzeń w Kijowie, gdy na Majdanie zginęło ponad sto osób, w klasztorze dominikanów na Freta kilkuset mieszkańców Warszawy modliło się w intencji Ukrainy i pojednania między narodami.

Katolicka Agencja Informacyjna cytuje otwierającego wystawę prawosławnego abp. Hilariona, który podziękował Polakom w imieniu całego narodu ukraińskiego „za modlitwę i za ogromne wsparcie, nie tylko duchowe”.

Przeżywamy wielki ból i wielką radość, ból z powodu tego, co dzieję się na Ukrainie i wielką radość, gdyż tragedia ta połączyła nasze narody we wspólnej modlitwie. Modlimy się za ofiary, które przed rokiem zginęły na Majdanie i za te, które dziś giną w Donbasie

— podkreślił Zwierzchnik eparchii Równieńskiej i Dyrektor Wydziału Stosunków Zewnętrznych UCP PK.

Równolegle do modlitwy otworzono też wystawę kilkudziesięciu niezwykłych ikon. Warto je zobaczyć - to naprawdę niezwykłe wydarzenie, przygotowane gdzieś na marginesie dużej polityki, normandzkich rozmów i telefonów na Kreml.

Mógłbym państwu pisać o opowiadanych mi historiach wystawianych ikon, które był pisane na ziemi, w którą dosłownie wsiąkała ukraińska krew. O poruszających ukraińskich motywach przeplatanych z życiem Chrystusa, które nasuwają na myśl polskie odpowiedniki tych obrazów. O historiach ukraińskich żołnierzy, którzy giną z Pismem Świętym, na którym wręcz wyryły się trzymające je kurczowo palce. O życiorysach tych młodych chłopaków, którzy w beznadziei czekają na koniec zmagań wojennych, bo chcą po prostu wrócić do swoich bliskich. O podziałach między cerkwią patriarchatu moskiewskiego i nieuznawanego kijewskiego odpowiednika, o problemach z miejscem modlitwy. Ale to wszystko lepiej i ciekawiej robią inni - odsyłam na przykład do reportażu Przemysława Wenerskiego czy książki Wojciecha Muchy, a ikony może po prostu trzeba zobaczyć.

Podniesie ktoś popularne i chwytliwe larum - że to wszystko łzawe opowieści, a my musimy pamiętać o Wołyniu. Rozumiem i nie odmawiam prawa do pamięci, choć złożone w Warszawie - po raz kolejny - słowa „wybaczamy i prosimy o wybaczenie” abp. Hilariona przemawiają do wyobraźni. Przemawia też „wgryzienie się” w prawdziwą skalę tego problemu.

Szerzej o problemie mówił Przemysław Żurawski vel Grajewski na łamach ostatnich „Arcanów”. Warto też sięgnąć do najnowszego numeru „wSieci” i rozmowy z Michałem Dworczykiem z Fundacji Wolność i Demokracja.

To realny problem, choć faktem jest też, że część środowisk kresowych bywa instrumentalnie wykorzystywana przez pewne siły polityczne, a może nawet ośrodki zagraniczne. Mamy do czynienia z dwoma wyrazistymi modelami spojrzenia na walkę Ukraińców. Jedni widzą odradzanie się potwora zbrodniczej UPA, rysują bojowników ukraińskich z widłami w rękach. Inni postrzegają ich jako szlachetnych bojowników, rycerzy ginących za wolność naszą i waszą. Rzeczywistość jest oczywiście bardziej skomplikowana. Ostatnie wybory pokazały, że wszystkie te siły, które odwoływały się do neobanderowskiej ideologii, poniosły spektakularną porażkę. Ten nurt na razie pozostaje marginalny i jest odrzucany przez większość społeczeństwa. Z drugiej jednak strony trudno nie dostrzegać, że na różnych stanowiskach państwowych pojawiają się ludzie, których poglądy niepokoją. Na przykład ostatnio szefem ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej, a więc instytucji mającej m.in. wpływ na kształt podręczników szkolnych, został historyk, który neguje ludobójstwo na Wołyniu oraz jest admiratorem Stepana Bandery. W takiej sytuacji jedną z kluczowych kwestii staje się komunikowanie ukraińskim elitom poprzez pracę think tanków, seminaria, spotkania, konferencje i wspólne przedsięwzięcia, że osoby takiego pokroju nie przyczyniają się do pojednania między narodami. (…) Dla Ukraińców najważniejsze w dziedzictwie UPA jest dziś to, że walczyła ona z Sowietami. Do tego się odwołują. Ale oczywiście dla nas, Polaków, nie może to być wytłumaczenie

— mówi Dworczyk.

Trzeba się w tym wszystkim odnaleźć. Jeśli rzeczywiście nasz prezydent Europy i nasze władze znad Wisły są za słabi, by wpłynąć na rozmowy o przyszłości Kijowa, jeżeli mamy za słabe i biedne państwo, by realnie pomóc Ukrainie, jeśli pamięć o Wołyniu wciąż tkwi nam ością w gardle, postawmy chociaż na chrześcijaństwo. Może zwłaszcza w Wielkim Poście. Raczej nie zaszkodzi.

Wystawę można oglądać do 1 marca w kościele ojców dominikanów przy ul. Freta w Warszawie. Wystawie będzie towarzyszyć cykl modlitw. Organizatorami wystawy są: ks. Sergiej Dmitriev (Fundacja „Elios - Milist”, Ukraińska Cerkiew Prawosławna Patriarchatu Kijowskiego); Pracownia Ikon św. Łazarza oraz Studium Chrześcijańskiego Wschodu i warszawski Klub Inteligencji Katolickiej.

CZYTAJ TAKŻE: Co dalej z Ukrainą? Analiza eksperta Ośrodka Studiów Wschodnich: „To jest wojna na wyniszczenie - nie tylko Donbasu, ale całej Ukrainy”. NASZ WYWIAD

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!

Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych