Macierewicz o działaniach NPW: To wydarzenie niebywałe. Będę wnosił o ukaranie prokuratorów. NASZ WYWIAD

Fot. wPolityce.pl
Fot. wPolityce.pl

wPolityce.pl: Prokuratura ujawniła część materiału dowodowego dot. rozmów wieży kontroli lotów w Smoleńsku z JAKiem 40 i Tupolewem. Jednocześnie przesądziła, że wieża smoleńska nie dała nigdy zgody na zejście na 50 metrów. Tymczasem kapitan Artur Wosztyl przekonywał, że jest pewien, że słyszał taki rozkaz wydany załodze Tupolewa. Jak Pan ocenia działanie prokuratury? To próba wyjaśnienia czegoś, czy medialna gra?

Antoni Macierewicz: W mojej ocenie mamy do czynienia z czymś więcej niż zwykłą grą. To gra operacyjna. Środowe wydarzenia są szokujące. To, co zrobiono, zrobiono z absolutną premedytacją, z odpowiednim przygotowaniem propagandowym. Upowszechniano fałszywe informacje w różnorodnych mediach, nie tylko lewicowych. Chodziło o to, by cała opinia publiczna, również ta część patriotyczna, została przekonana, że materiał dowodowy pokazuje, że załoga JAKa-40 kłamała, że nie było nigdy żadnego rozkazu zejścia na wysokość 50 metrów. W ten sposób próbowano stworzyć wrażenie, iż materiał dowodowy wskazujący, że doszło do eksplozji, do zamachu, do sabotażu przeciwko Prezydentowi RP i polskiemu państwu, jest absolutnie fikcyjny. Chodziło o to, by pokazać, że Rosjanie są czyści jak zła, że z ich strony, ze strony wieży, dowództwa rosyjskiego i państwa rosyjskiego nie było żadnego działania przeciwko pilotom, Polsce, że to polscy piloci są sami sobie winni, polskie państwo jest sobie winne. Najbardziej szokuje fakt, że tę wersję powtarzano tak wiele razy, tak szeroko, że włączono w to nie tylko media występujące przeciwko Polsce i polskiemu prezydentowi.

Jakie konkretnie działania prokuratury Pan krytykuje?

Po pierwsze, mamy do czynienia ze sfałszowaniem materiału dowodowego, jakim jest nagranie z magnetofonu rejestratora JAKa 40. Od lat obiecywano nam opublikowanie całego materiału, jednak do tego nie doszło. Tymczasem właśnie ten materiał jest jedynym, który nigdy nie był w rękach rosyjskich zanim nie dostał się do prokuratury polskiej. Ten materiał przekazał kapitan Wosztyl 10 kwietnia prokuraturze. A prokuratura wraz ze śp. Remigiuszem Musiem odsłuchała te nagrania w Warszawie. Relacja Remigiusza Musia, jak i kapitana Wosztyla, wskazujące, że był rozkaz zejścia do 50 metrów, nie budziła wtedy żadnych wątpliwości. Wątpliwości, atak i brutalne kłamstwa, mające zaciemnić obraz sytuacji, zaczęły się później.

Prokuratura informuje, że opublikowała właśnie ten materiał.

Ten materiał nie został opublikowany. To trzeba powtarzać, ponieważ to umyka opinii publicznej. Prokuratura opublikowała jedynie fragment, który dodatkowo został zniekształcony. Zmieszano go bowiem z treściami, pochodzącymi z innych nośników. Przez to trudno zrekonstruować pierwotny kształt tego, co zostało nagrane na nośniku JAK-a 40. Co więcej, do publikacji wybrano jedynie fragment, który kończy się właśnie w tym momencie, w którym rozpoczynają się rozmowy dotyczące sprowadzenia Iła 76. W czasie tej rozmowy pada natomiast rozkaz zejścia do 50 metrów. Tego jednak w opublikowanych materiałach nie ma, chociaż ta rozmowa została nagrana. Fakt takiego nagrania potwierdzał śp. Remigiusz Muś w zeznaniach. On mówił, że słyszał i nagrał na magnetofonie te rozkaz dotyczący Iła 76. I prokuratura o tym wie. Co więcej, ona jest w posiadaniu innego materiału dowodowego, który potwierdza, że taki rozkaz został wydany.

O jakim dowodzie Pan mówi?

O ekspertyzie Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, która odzwierciedla ten rozkaz pisząc o nim wprost. Ten rozkaz został odczytany przez ABW. Mowa o rozkazie zejścia do 50 metrów i przejścia nad lotniskiem na tej wysokości. To również istotny przyczynek do analizy sprawy Iła 76, który był częścią operacji, jaką Rosjanie prowadzili. Ten samolot miał przecież przywieźć samochód pancerny dla prezydent Lecha Kaczyńskiego. Z nawigacji wynika natomiast, że on nie miał nigdy lądować, tylko wykonać jakieś zadania nad lotniskiem. On nie miał lądować, tylko odejść do Moskwy, co się stało. Wskazuję na to, ponieważ widać wyraźnie, że prokuratura wojskowa była nastawiona na obronę rosyjskiej racji stanu, na obronę rosyjskiej wersji wydarzeń i na zrzucenie całej winy na polskich pilotów, a także na obarczenie odpowiedzialnością załogi JAKa-40. Agresja obecnie ma być wymierzona w kapitana Wosztyla. Działania NPW, ich wydźwięk to działania na szkodę polskiego wymiaru sprawiedliwości i na szkodę polskiego interesu państwowego. Nie mówiąc, że jest to szkodliwe dla dojścia do prawdy o tym, co stało się w Smoleńsku. Mamy do czynienia z działaniem oburzającym, które powinno skończyć się postępowaniem karnym. Będę dążył do tego, by ukarani zostali prokuratorzy, którzy wzięli udział w tych wydarzeniach. Będę się zwracał do prokuratora generalnego, ponieważ to jest wydarzenie niebywałe. Wręcz prowokacyjne przeciwko Polsce.

Jakie znaczenie ma ta sprawa dla wyjaśnienia przyczyn samej katastrofy?

Trzeba zdecydowanie podkreślić, że cała sprawa zejścia do 50 metrów nie jest kluczową dla rozstrzygnięcia przebiegu samej katastrofy związanej z eksplozją w rządowym tupolewie. Ekipa kapitana mjr. Protasiuka nigdy bowiem nie zeszła poniżej 100 metrów. Nawet gdyby wieża kontrolna wydała taki rozkaz, na co są dowody, to załoga Tu, tego rozkazu nie wykonała. Samolot zaczął być niszczony eksplozjami wtedy, gdy kapitan zdecydował o odejściu na drugi krąg, z wysokości 100 metrów.

Rozmawiał Stanisław Żaryn

CZYTAJ TAKŻE: Macierewicz i Wosztyl odpowiadają prokuratorom: NPW manipuluje. „Nie ma mowy o pomyłce ws. rosyjskiej komendy zejścia na 50 metrów”

CZYTAJ TAKŻE: Marek Dąbrowski: Działania prokuratury wojskowej są kompletnie nieczytelne. NASZ WYWIAD

CZYTAJ TAKŻE: Mec. Pszczółkowski o działaniach NPW: Stanowisko prokuratury jest nieuprawnione i wysoce krzywdzące. NASZ WYWIAD

CZYTAJ TAKŻE: Ujawnione nagrania, „spalone” dowody. W co się bawi prokuratura?

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...