To już koniec Tuska. Dostrzega to nawet OnetStankiewicz: To już koniec Tuska. Dostrzega to nawet Onet
Jeśli spojrzeć na wszystkie sondaże poparcia dla partii politycznych z ostatnich miesięcy, to przewija się z nich jeden wniosek – Koalicja Obywatelska niemal zawsze jest na czele i jednocześnie z każdego takiego badania wynika, że mimo wszystko traci władzę. Premier Donald Tusk na pewno o tym wie.
Nowa prognoza wyborcza Onetu. Brutalne wyniki dla obozu rządowego
- to wymowny tytuł wczorajszego tekstu Onetu, w którym przedstawiono prognozę wyborczą tego portalu na wrzesień.
Najnowszy sondaż partyjny. Tusk bez szans na ponowną władzę
- a tak z kolei dziś Wirtualna Polska zachęca do przeczytania swojego artykułu na temat wyników sondażu poparcia dla partii politycznych pracowni United Surveys by IBRiS.
Jednak w istocie z tych dwóch artykułów, jak i po prostu z niemal wszystkich sondaży z ostatnich miesięcy, wyłania się jedno – KO ma duże szanse formalnie wygrać wybory, ale próg wyborczy przekroczy jedynie jej jeden koalicjant, Lewica, co nie pozwoli na utrzymanie władzy.
Nawiasem mówiąc, dość podobna sytuacja występowała przed utratą władzy przez PiS w 2023 roku. Już w końcówce 2022 roku widać było, że szanse na utrzymanie władzy przez PiS są niewielkie, a przecież partia ta miała dużo trudniejszą sytuację niż obecnie KO. Wówczas chodziło wyłącznie o samodzielne przejęcie władzy (z uwagi na niezdolność koalicyjną, z czego partia Jarosława Kaczyńskiego musi wyciągnąć wnioski, jeśli chce znów rządzić), a w tym wypadku Donald Tusk ma koalicjantów, ale tylko jeden z nich ma realną szansę przekroczyć próg wyborczy. To też dobry temat dla analizy przez koalicjantów KO, dlaczego tak jest - po prostu przy Donaldzie Tusk przestają oni de facto się liczyć, wykonując i tak zawsze to, czego chce obecny premier.
Tusk wie, co go czeka
Nie ma takiej możliwości, żeby Donald Tusk nie znał swojego obecnego fatalnego położenia. Co więcej, należy się spodziewać, że sytuacja będzie się jeszcze pogarszać w związku ze zużywaniem się władzy, wybuchaniem kolejnych afer i tym, że generalnie rzecz biorąc opozycji w czasie kampanii wyborczej łatwiej punktować władzę. Obecnie rządzący mogą co najwyżej opowiadać o tym, co np. PiS robiło 4 lata temu i dalej wstecz – taki przekaz może trafić jedynie do najbardziej betonowego elektoratu, który i tak w każdej sytuacji zagłosuje na KO.
Gra toczy się o bardzo wysoką stawkę dla Donalda Tuska. W przypadku porażki – która obecnie jest bardzo prawdopodobna - będzie można mówić praktycznie o politycznym końcu Tuska. Nie chodzi tylko o sam fakt utraty władzy, ale i to, że spoiwem obecnej koalicji – zresztą uczciwie rzecz biorąc, każdej innej też – są przede wszystkim stanowiska i inne korzyści płynące ze sprawowania władzy. Jeśli obecna koalicja utraci władzę, zapewne politycy ją tworzący błyskawicznie rzucą się sobie do gardeł, pojawią się wzajemne oskarżenia, a jako główny odpowiedzialny za porażkę zostanie zaprezentowany lider obecnego układu, czyli Tusk. Obecnie politycy wszystkich formacji sprzymierzonych z KO – Lewicy, Polski 2050, PSL-u i Unii Centrum – robią wszystko to, czego chce Tusk, nawet zaciskając zęby – w imię utrzymania władzy. Gdy jednak to spoiwo zniknie – ich politycy z całą pewnością zaczną głośno gardłować przeciwko aktualnemu premierowi.
Próba ucieczki spod politycznego topora
W tej sytuacji nie jest zaskakującym, że Tusk próbuje wykryć swoistą wunderwaffe, by odmienić swój polityczny los. Wyraźnie widać, że teraz taką bronią, swoistym pociskiem V2, ma być sprawa afery Zondacrypto. Kwestia obarczenia sprawą jednak prawicy jest jednak zawiła, niejednoznaczna i naciągana, co widać już teraz. Ponadto władza korzysta przy tym z zeznań byłego szefa Zondacrypto Przemysława Krala, którego prokuratura nakłoniła do "sypania" , zapewne w zamian za niższy wymiar kary. Delikatnie mówiąc, nie jest to najbardziej wiarygodne źródło informacji, nie mówiąc już o tym, że rządzący na pierwszy plan wyciągają w tej sprawie walkę z opozycją, a nie pomoc poszkodowanym klientom Zondacrypto. Osobną, bardzo kompromitującą władzę kwestią, jest wysłanie w roli obrońcy Krala wiceszefa klubu KO Romana Giertycha. Na nerwowy – i po prostu delikatnie mówiąc niemądry – ruch wygląda też skierowanie Macieja Berka, niedawnego nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu, zwanego „prawą ręką Tuska”, do Trybunału Konstytucyjnego. De facto ma on za zadanie w imieniu KO przejąć kontrolę nad Trybunałem. Takie działanie może zadowolić jedynie najtwardszy elektorat obecnej władzy, za to zniechęcić ten umiarkowany. Należy się zatem spodziewać, że te wyglądające na paniczne ruchy tylko spotęgują porażkę obozu władzy, na którą się zanosi.
