Czy afera Zondacrypto to "kapiszon"? Wiele na to wskazujeHryszkiewicz: Czy afera Zondacrypto to "kapiszon"? Wiele na to wskazuje

FacebookTwitter

Najnowsza publikacja Szymona Jadczaka i Michała Fui rzucają nowe światło na sprawę Zondacrypto. Funkcjonariusze ABW próbujący zastraszyć pracowników Zondacrypto by ci znaleźli haki, próby powiązania prawicy z aferą i kolejne niezgodności w narracji Tuska wskazują, że być może mamy do czynienia z gigantycznym kapiszonem, ewentualnie dużym skandalem, jeśli okazałoby się, że służby działają na zlecenie polityczne.

Jeszcze niedawno wydawało się, że prawicowe środowisko nie będzie w stanie skutecznie odeprzeć zarzutów dotyczących ich powiązań z Zondacrypto. Kolejne publikacje medialne wskazywały na to, że co najmniej dwóch polityków otrzymywało wpłaty (obaj nie zaprzeczyli tym informacjom) od Krala, zaś poseł Michał Moskal z PiS, miał się spotkać z Kralem na Ibizie w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach. 

Premier Tusk grzmiał z mównicy sejmowej, próbując powiązać aferę ze środowiskiem prezydenta. Odczytywał zeznania świadka Przemysława Krala, który miał sypać kolejnymi oskarżeniami w stronę polityków prawicy. 

Pan X obiecywał mi, że jak Nawrocki zostanie prezydentem, to on załatwi mi ułaskawienie, gdybym został skazany w tej sprawie. To było za te wszystkie płatności, tj. CPAC, reklamy i kongres organizowany w USA

- miało wynikać z zeznań Krala, które Tusk osobiście odczytał w Sejmie.

Coraz więcej wpadek ws. Zondacrypto

Ostatnie jednak informacje w tej sprawie rzucają zupełnie inne światło na sprawę. W zeszły piątek miała wybuchnąć kolejna bomba. "Bum!!!" pisał dziennikarz Szymon Jadczak, informując że marszałek województwa lubelskiego Jarosław Stawiarski miał zostać zatrzymany w związku z aferą Zondacrypto. Jak się jednak okazało, marszałek związany z PiS był w tym czasie... na meczu Motor - Legia. Na dowód, że wszystko z nim w porządku opublikował zdjęcie z Areny Lublin na swoich mediach społecznościowych chwilę po publikacji doniesień zarówno ze strony TVN24 jak i Wirtualnej Polski. 

Skonfundowany jestem, bo będąc na meczu Motor - Legia, ludzie dzwonią do mnie i mówią, że TVN24 podało, że jestem zatrzymany, a później Wirtualna Polska. W drugiej połowie wyszedłem z tego meczu, bo miałem setki telefonów, że jestem ponoć zatrzymany. Dzisiaj był artykuł o mnie w „Rzeczpospolitej”, w kontekście afery Zondacrypto, gdzie było napisane, że zainwestowałem i straciłem, ale były jakieś sugestie, że coś było nie tak. Pan Kral mnie po prostu okradł. (…)  Kafka by tego nie wymyślił

- mówił na antenie wPolsce24 niedługo po swoim rzekomym zatrzymaniu. 

Szymon Jadczak i TVN24 szybko sprostowali nieprawdziwe doniesienia i przeprosili marszałka. Wciąż jednak to nie wyjaśnia najważniejszej rzeczy - skąd obaj dziennikarze czerpali wiedzę na temat działań służb wobec polityka? Prokuratura Krajowa w poniedziałek oświadczyła, że nie było żadnych planów dotyczących zatrzymania marszałka. Przeciek zatem nie mógł pochodzić od ludzi Waldemara Żurka. 

To, co wielu ludzi wprawiło w tej sprawie w osłupienie, to reakcja Romana Giertycha, który napisał: 

No i pewnie pułapka się udała i prokuratura ustaliła źródło przecieku. Gratulacje 

Przypomnijmy, że już wcześniej zdarzyła się sytuacja, w której media opublikowały nagrania, do których dostęp miała jedynie prokuratura i strony postępowania. Chodzi o przesłuchanie prezesa Jarosława Kaczyńskiego ws. "Dwóch Wież". Prokuratura Okręgowa w Warszawie, która zajmuje się sprawą, oświadczyła że o przekazanie nagrania wideo z przesłuchania miał wnioskować pełnomocnik jednej ze stron - sam Roman Giertych. 

Trudno dokładnie przypuszczać, jaka jest rola Romana Giertycha w sprawie Zondacrypto - przypomnijmy czynnego polityka Koalicji Obywatelskiej. Wiemy z doniesień medialnych, że został on pełnomocnikiem Przemysława Krala po dość enigmatycznym spotkaniu w Dubaju, gdzie według redakcji Onet miał on wraz z Jackiem Dubois przekonać Krala, by został małym świadkiem koronnym i żeby zeznawał przeciwko politykom prawicy. 

Kompromitacja służb Tomasza Siemoniaka

Coraz większe znaki zapytania zaczęły pojawiać się w momencie, gdy Szymon Jadczak poinformował w środę o nowym wątku w sprawie Zondacrypto. Chodzi o funkcjonariusza ABW, który miał namawiać pracowników Zondacrypto jeszcze w marcu 2026 roku do współpracy z organami ścigania. 

Jeden z funkcjonariuszy Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego z Katowic dzwoni do księgowej Zondacrypto, próbując trochę groźbą, a trochę prośbą namówić ją do współpracy. Przerażona kobieta ucina rozmowę. Ale całość nagrywa. O wszystkim alarmuje Krala. Ten kontaktuje się z delegaturą ABW w Katowicach, żeby przekonać się, czy nie ma do czynienia z przebierańcami. A następnie funkcjonariusz sam do niego oddzwania i stara się wyjaśnić zamieszanie. Te rozmowy też zostają nagrane

- czytamy w artykule. 

Według samego autora artykułu świadczy to o dużej wpadce służb szefa rządu. Nagrania, którymi tak chwalił się minister Waldemar Żurek, okazują się być kompromitujące dla ABW, zamiast być koronnym dowodem na winę polityków PiS. 

Nie jest to coś, czego spodziewali się Donald Tusk i jego koledzy

- skomentował Jadczak. 

Ta informacja pojawia się w kontekście Artura Chodzińskiego, byłego funkcjonariusza CBA, który miał ściśle współpracować z Kralem. Jak się jednak okazało, liczne kontakty, którymi chwalił się Kralowi, w tym te w BBN, okazały się być, mówiąc kolokwialnie, lipne. 

Wciąż brakuje więc twardych dowodów przeciwko politykom prawicy. Faktycznie Kral czy Chodziński szukali protekcji w kręgach związanych z PiS lub prezydentem, niczego jednak nie osiągnęli. Jednocześnie wiadomo, że ABW sprawę badała już sporo wcześniej. Pytanie, czy służby Tuska ostrzegły prezydenta i polityków opozycji przed kontaktami z Chodzińskim i Kralem, czy jednak postanowiły milczeć, dając im możliwość wpadnięcia nieświadomie w pułapkę? 

Wiele na to jednak wskazuje, że faktycznie mogło do zastawienia pułapki dojść. Przypomnijmy, że UOKiK sam poinformował o tym, że gdy tylko stwierdzono, że nieprawidłowości są znacznie poważniejsze, przekazał sprawę do ABW już we wrześniu 2025 roku. Od tamtego czasu sprawę badają służby Tuska. W tym czasie Kral próbuje nawiązać współpracę z kolejnymi politykami - m.in. dokonując wpłaty na konto fundacji Zbigniewa Ziobry. 

Polska afera "Watergate" czy kapiszon Tuska? 

Jeśli faktycznie, tak jak twierdzą politycy opozycji, służby państwa wiedziały o aferze oraz wiedziały, że firma która sponsoruje szereg klubów piłkarskich w całej Europie (w tym kilka z włoskiej Serie A), PKOl i inne przedsięwzięcia sportowe jest zamieszana w pranie pieniędzy, to możemy mieć do czynienia z największym skandalem nie tylko w Polsce, ale i w całej Europie. Przypomina to aferę "Watergate", gdy służby związane z prezydentem Nixonem szukały haków na będącą w opozycji partię Demokratyczną. 

Nie udało się skutecznie udowodnić rzekomych "setek afer" Prawa i Sprawiedliwości z okresu jej rządów, a kolejne sejmowe komisje śledcze, zwłaszcza komisja Pegasusa, nie potwierdziła żadnych, większych nieprawidłowości w okresie rządów PiS. Zamiast tego rządząca koalicja zafundowała swoim wyborcom "cyrk na kółkach", który był obiektem kpin nawet ze strony części sympatyków koalicji. Obecne sondaże nie pozwalają KO i przystawkom liczyć na ponowną, sejmową większość. Pozostają więc im jedynie rozwiązania radykalne, które miałyby skompromitować zarówno PiS, jak i coraz bardziej rosnącą w siłę Konfederację. W dodatku silnym spoiwem obecnej prawicy i gwarantem współpracy po wyborach w 2027 roku miałby być prezydent - stąd prawdopodobnie również próby powiązania Karola Nawrockiego ze sprawą Zondacrypto. 

Pytanie, czy ustawa o kryptoaktywach również nie miała być pułapką, którą rząd zastawił na prezydenta? Zdaniem szefa Kancelarii Prezydenta Zbigniewa Boguckiego, który również jest prawnikiem, rządowy projekt był "bublem prawnym", zawierającym ponad 100 stron (w porównaniu do ustaw innych krajów UE, które miały po 20-30 stron). Jeśli faktycznie projekt ustawy zawierał szereg błędów i należało go odesłać z powrotem do sejmowej komisji, wiele może wskazywać, że faktycznie mógł być to rodzaj miny "przeciwprezydenckiej", na którą Tusk chciał wsadzić Nawrockiego. 

Im więcej wiemy o aferze Zondacrypto, tym więcej widać nieścisłości w narracji prowadzonej zarówno przez samego Krala, jak i przez rząd, dla którego prezes Zondacrypto, jako świadek zeznający przeciwko politykom prawicy, stał się nagle wiarygodnym źródłem. Choć kolejne doniesienia medialne miały "zatopić PiS", tak się jednak nie dzieje. Wątpliwości co do narracji serwowanej przez rząd mają też sami autorzy tych publikacji, jak Szymon Jadczak. Wiele zatem wskazuje na to, że zamiast pocisku wymierzonego prosto w środowisko prawicy mamy do czynienia z wybitnie niedziałającym kapiszonem Donalda Tuska. 

FacebookTwitter

Czekamy na Wasze maile z uwagami i komentarzami: [email protected]. Dołącz do naszej społeczności, wykup dostęp do STREFY PREMIUM. Subskrybuj
To najlepsza forma wsparcia naszych mediów.

Redaktor Naczelny:
Łukasz Wróblewski
Zespół:
Joanna Jaszczuk, Adam Kacprzak, Tomasz Karpowicz, Robert Knap, Adam Staniewicz, Kamil Kwiatek, Natalia Wierzbicka, Adrian Siwek, Adam Bąkowski, Sławomir Cedzyński.
Autorzy:
Wojciech Biedroń, Jacek Karnowski, Marzena Nykiel, Goran Andrijanić, Marek Budzisz, Jerzy Jachowicz, Grzegorz Górny, Aleksandra Jakubowska, Stanisław Janecki, Dorota Łosiewicz, Dariusz Matuszak, Andrzej Potocki, Marek Pyza, Aleksandra Rybińska, Marcin Wikło, Piotr Gursztyn, Jerzy Szmit.