Wpadka roku w RCB. Poseł ujawnia porażające kulisy chaosuWpadka roku w RCB. Poseł ujawnia porażające kulisy chaosu w tej instytucji

System reagowania kryzysowego pod rządami Donalda Tuska okazuje się kolosem na glinianych nogach, a sama instytucja staje się powoli ogólnopolskim memem. Po tym, jak Rządowe Centrum Bezpieczeństwa pomyliło województwa podczas rosyjskiego ataku na Ukrainę, kontrola poselska obnażyła porażający obraz zaniedbań. Kluczowa instytucja państwa pod rządami ekipy Tuska zmaga się z dramatycznymi brakami kadrowymi.
W poniedziałek wieczorem, w obliczu rosyjskiego ataku na Ukrainę przy granicy z Polską, Rządowe Centrum Bezpieczeństwa wysłało alarmujący komunikat do mieszkańców województwa lubuskiego zamiast lubelskiego. Ta kuriozalna pomyłka wywołała powszechne oburzenie. We wtorek kontrolę w siedzibie RCB przeprowadził poseł Rozwoju Plus Janusz Cieszyński. Chciał wyjaśnić przyczyny wpadki.
Ustalenia przekazane przez parlamentarzystę w serwisie X rzucają nowe światło na dramatyczną sytuację w rządowej agencji.
Skandaliczne warunki w sali operacyjnej
Z ustaleń posła wynika, że całodobowe dyżury w sali operacyjnej pełnią jednocześnie zaledwie trzy osoby. Odpowiadają za wysyłkę strategicznych alertów. Obowiązująca procedura „dwóch par oczu” oznacza, że dyżurujący pracują średnio po 16 godzin na dobę.
Instytucja, która odpowiada za koordynację działań w sytuacji kryzysowej jest dziś pozbawiona zasobów wymaganych do poprawnego działania
- ocenił Janusz Cieszyński.
Poseł wskazał wprost, że poniedziałkowy błąd mógł być bezpośrednim skutkiem skrajnego wycieńczenia personelu.
Wczorajsza pomyłka nastąpiła po ponad 9 godzinach pracy, więc nie jest wykluczone, że pracownicy byli po prostu przemęczeni
- podkreślił parlamentarzysta.
Jak wynika z danych przytoczonych przez Janusza Cieszyńskiego, wynagrodzenie za wymagającą pracę, obfitującą w 16-godzinne zmiany w RCB wynosi od 7 do 9 tys. zł (stan na październik 2026 r.). Wypada to blado przy średniej płacy w Warszawie, która według posła sięga 11,2 tys. zł. Trudno o stabilną obsadę, gdy obecny obóz władzy skąpi środków na ludzi czuwających nad bezpieczeństwem Polaków.
Premier umywa ręce i lekceważy problem
Kontrola poselska obnażyła również bezczynność na szczeblu ministerialnym. Wniosek RCB o pilne utworzenie dodatkowych etatów wpłynął 6 lipca, a minister finansów Andrzej Domański zwlekał z jego rozpatrzeniem aż do września. Dwa miesiące opieszałości w tak newralgicznym obszarze dobitnie pokazują priorytety ekipy Tuska.
Porażająco wyglądają także relacje dyrekcji Centrum z szefem rządu.
Zadałem także dyrektorowi RCB pytanie o to, kiedy ostatnio rozmawiał z premierem o sprawach Centrum. Okazało się, że nie miał okazji, ponieważ odpowiedzialność za zarządzanie kryzysowe przekazał do MSWiA
- poinformował Cieszyński.
Cieszyński ujawnił również, że obecny szef RCB zasiada dodatkowo w radzie nadzorczej spółki Exatel.
Kolejne pomyłki sprawiają, że instytucja traci wiarygodność i staje się obiektem drwin. Odpowiedzialność za ten festiwal niekompetencji ponosi premier Donald Tusk, który całkowicie odpuścił nadzór nad kluczową strukturą ostrzegania obywateli, a jednocześnie... nie ustaje w straszeniu nas możliwą agresją ze strony Rosji. Czyżby sam nie traktował rzucanych przez siebie gróźb zbyt poważnie?
Zespół wPolityce.pl



