KOMENTARZE

"Niebezpieczna kobieta". Dni Rzecznik Praw Dziecka policzone?"Niebezpieczna kobieta". Dni Rzecznik Praw Dziecka policzone?

horna.webp
Rzecznik Praw Dziecka Monika Horna-Cieślak. Fot. Fratria
FacebookTwitter

Ta historia brzmi jak z filmu, ale wydarzyła się naprawdę. Rodzinie odebrano dzieci, ponieważ ich matka zwyzywała Monikę Horną-Cieślak, Rzecznik Praw Dziecka. Sytuacja miała miejsce w sierpniu tego roku na warszawskiej Białołęce. Dziecko wyrwało się i wybiegło na ulicę, matka w nerwach miała szarpać je i krzyczeć na nie. Świadkiem sytuacji była Horna-Cieślak, która następnie miała interweniować osobiście, aby rodzinie odebrano dzieci – mimo iż żaden ze stosownych organów: policja, sąd, kurator – nie znalazł ku temu podstaw. Opozycja będzie domagać się usunięcia RPD ze stanowiska!

Monika Horna-Cieślak na stanowisku Rzecznika Praw Dziecka już nie pierwszy raz budzi kontrowersje. Głośno zrobiło się wokół niej, kiedy zażądała, aby jedna z lodziarni przestała nagradzać darmowymi lodami uczniów, którzy uzyskali świadectwa z biało-czerwonym paskiem, ponieważ może to sprawiać przykrość dzieciom, którym nie udało się zdobyć wyróżnienia. W czerwcu tego roku Łukasz Korzeniowski, młody prawnik, który w BRPD przepracował kilkanaście miesięcy,  skarżył się, że w instytucji stosowany jest mobbing. Biuro oczywiście wszystkiemu zaprzeczyło, a Monika Horna-Cieślak tłumaczyła, że po objęciu stanowiska musiała wprowadzić "nowe zasady komunikacji", przy czym Korzeniowski miał obszerną dokumentację potwierdzającą niewłaściwe praktyki wobec pracowników. 

Kolejną skandaliczną historię, z której tym razem wynika, że Horna-Cieślak miała osobiście doprowadzić do odebrania rodzinie dzieci, choć właściwe instytucje nie znalazły ku temu podstaw, opisuje portal Zero.pl.

Wyobraźcie sobie, że dziecko wybiega na ulicę, matka je szarpie i krzyczy na nie. Zachowanie odpowiednie? No nie. Czy za takie coś można stracić dzieci? Jak się okazuje - tak. Ale jest jeden warunek. Za wami musi stać Monika Horna- Cieślak, rzeczniczka praw dziecka, a wy musicie się do niej dodatkowo wulgarnie odezwać. Aż trudno uwierzyć, że ta historia wydarzyła się naprawdę. Ale tak właśnie było. Dzieci są w domu dziecka, mimo że policja, kuratorzy, sąd nie widzieli postaw ku temu, by odebrać je rodzinie 

 - mówi dziennikarz Bartosz  Michalski w zapowiedzi materiału w serwIsie Youtube.

 

 

Policja, sąd i kurator nie stwierdzili zagrożenia

W piątek, 14 sierpnia 2026 r. rzeczniczka praw dziecka Monika Horna-Cieślak spaceruje chodnikiem na warszawskiej Białołęce. Widzi kobietę, która szarpie swoje dziecko i na nie krzyczy. Rzeczniczka zwraca jej uwagę. Kobieta odpowiada używając wulgarnych słów. Na tym mogłaby się skończyć zwykła uliczna sprzeczka. Tym razem jednak wydarzenia potoczyły się dalej. Monika Horna-Cieślak podjęła szereg czynności, które – jak to za chwilę opiszemy – doprowadziły do przymusowego odebrania dzieci rodzicom. Bez realnego zagrożenia dla nich, co potwierdzają po kolei organy, jak również bez orzeczenia sądu

- czytamy.

Z tekstu dowiadujemy się, że matka szarpała dziecko i podniosła na nie głos po tym, jak wyrwało się i zaczęło biec w stronę jezdni. To zawsze stresująca sytuacja dla każdego rodzica i opiekuna. Czy jednak reakcja RPD była adekwatna do rzeczywistego zagrożenia dla dzieci?

Jak przebiegła cała sytuacja? Zaraz po zajściu Monika Horna-Cieślak zgłosiła sprawę na policję. Ustawa o policji pozwala funkcjonariuszom wydać zakaz zbliżania się do małoletnich i nakaz opuszczenia lokalu, jeśli stwierdzą zagrożenie dla dzieci. Policjanci sprawdzili rodzinę i nie stwierdzili tego zagrożenia.

Materiały trafiają więc do sądu rodzinnego. Jeszcze tego samego dnia do sędziego, który ma wydać orzeczenie, dzwoni pracownik biura Rzecznika Praw Dziecka. Stara się go przekonać o konieczności odebrania małoletnich rodzicom. Jest to o tyle nietypowe, że strona zaangażowana w postępowanie nie powinna dzwonić bezpośrednio do sędziego i „wpływać”, aby wydał konkretne orzeczenie. Sąd nie stwierdza podstaw do podjęcia takich czynności. Zleca jednak w trybie pilnym kuratorowi sądowemu przeprowadzenie wywiadu środowiskowego w rodzinie. Ten następnego dnia, 15 sierpnia, udaje się do niej i ma podobne wnioski – brak podstaw i potrzeby do natychmiastowego umieszczenia dzieci w pieczy zastępczej

- czytamy.

Ale i tym razem Horna-Cieślak nie odpuszczała. Z jej biura wykonano kolejny telefon do sądu i ponownie próbowano przekonać sędziego o konieczności odseparowania małoletnich od rodziców. Sąd odpowiedział, że wciąż nie ma ku temu podstaw.

Monika Horna-Cieślak nie daje za wygraną. Mimo że jest dzień wolny od pracy, bierze udział w spotkaniu na posterunku policji. Oprócz samej rzeczniczki praw dziecka ma w niej uczestniczyć również Krzysztof Ogroński, komendant stołeczny policji i policjantka. To wtedy właśnie zapada decyzja, o którą Monika Horna-Cieślak zabiegała od piątku, od momentu kłótni na ulicy. Funkcjonariuszka policji wydaje wobec rodziców nakaz opuszczenia mieszkania i zakaz zbliżania się do dwójki dzieci (są one w wieku trzech i czterech lat). W krótkim czasie nie udało się rodzicom zabezpieczyć opieki nad dziećmi, z którymi w świetle decyzji policji nie mogli przebywać. Konieczne było więc umieszczenie małoletnich w masowej placówce opiekuńczo-wychowawczej. Mówiąc prościej – w domu dziecka

- pisze portal Zero.pl.

Rzecz w tym, że odebrano dzieci bez orzeczenia sądu. Z przepisów wynika natomiast, że musiał on ocenić zasadność takiej decyzji i… po przeanalizowaniu sprawy zdecydował o natychmiastowym wydaniu dzieci rodzicom! To postanowienie wykonalne od razu, a na przeszkodzie nie mogą stanąć policyjne zakazy.

W ocenie sądu działania podjęte wobec tej rodziny „noszą znamiona przemocy instytucjonalnej”, a ich całokształt był nieproporcjonalny do zaistniałej sytuacji. W wieku, w którym są dzieci, rodzice stanowią dla nich „cały dotychczasowy wszechświat” i główne źródło poczucia bezpieczeństwa. Pobyt w placówce i przedłużanie izolacji od rodziców, będzie wiązać się z traumą, której skutki psychologiczne mogą rzutować na całe ich przyszłe życie.

RPD nie ma sobie nic do zarzucenia. Jak wynika ze stanowiska,  była świadkiem „stosowania silnej i gwałtownej przemocy psychicznej i fizycznej wobec małych dzieci w miejscu publicznym”. Biuro RPD wskazuje, że każdy świadek takiego zdarzenia musi natychmiastowo podjąć działania na rzecz ochrony małoletnich.

 Monika Horna-Cieślak, jako bezpośredni świadek przemocy, miała więc prawny obowiązek podjęcia działań

 - podkreślono.

Odpowiedzi od policji dziennikarze jak na razie nie uzyskali.

Opozycja chce odwołania RPD

Na publikację zareagowali politycy opozycji, m.in. – wicemarszałek Sejmu Marcin Horała i poseł Paweł Jabłoński, obaj z klubu Rozwój Plus.

Rzecznikiem Praw Dziecka jest niebezpieczna kobieta. Klub Rozwój Plus złoży wniosek o jej odwołanie. Jako ojciec apeluję do rządzących: poprzyjcie ten wniosek i odwołajmy ją nim skrzywdzi kolejną rodzinę

 - napisał Horała.

 

Pełna zgoda z marszałkiem Marcinem Horałą. Tę niebezpieczną, mściwą kobietę należy jak najszybciej odwołać ze stanowiska Rzecznika Praw Dziecka. Rozwój Plus liczy w tej sprawie na poparcie wszystkich klubów parlamentarnych – nie tylko opozycji, ale także koalicji rządowej

 - skomentował Jabłoński.

 

Bezczcelny babsztyl od Tuska, który niedawno chciał zamknąć budkę z lodami w Pszczynie bo lody rozdawali za czerwony pasek teraz za szarpnięcie przez matkę dziecka, które wbiegało na ulicę doprowadził do odebrania dwójki dzieci. Sąd ją zmiażdżył. To jest przemoc instytucjonalna!! Rozwój Plus składa wnisoek o jej odwołanie!

 - napisał z kolei Waldemar Buda, europoseł Rozwoju Plus. 

 

 

Odwołać! Natychmiast!

 - pisze Robert Gontarz.

 

Swój wniosek złoży też Prawo i Sprawiedliwość.

Klub Parlamentarny Prawo i Sprawiedliwość składa wniosek o odwołanie Rzecznika Praw Dziecka Moniki Horny-Cieślak. Ujawnione przez Zero.pl informacje są bulwersujące. Policja, kurator i sąd nie widzieli podstaw do natychmiastowego odebrania dzieci rodzicom. Mimo to, po osobistym zaangażowaniu RPD, dwoje małych dzieci trafiło do domu dziecka. Sąd nakazał ich natychmiastowy powrót do rodziców, a podjęte działania określił jako rażąco nieproporcjonalne i wskazał, że mogą nosić „wyraźne znamiona przemocy instytucjonalnej”. Rzecznik Praw Dziecka ma chronić dzieci przed krzywdą, a nie wykorzystywać autorytet swojego urzędu do wywierania nacisku na inne instytucje. Ta sprawa musi zostać dokładnie wyjaśniona. W naszej ocenie Monika Horna-Cieślak nie powinna dłużej pełnić funkcji Rzecznika Praw Dziecka. Dlatego składamy wniosek o jej odwołanie

 - napisał Mariusz Błaszczak, szef klubu parlamentarnego PiS.

 

Dożyliśmy Polski w której Rzecznik Praw Dziecka bezpodstawnie odbiera dzieci rodzicom. Skoro rządzący zwariowali, to dlaczego rzecznik miałby być normalny? Straszne
 - podkreślił europoseł Tobiasz Bocheński.
 

Podobne działania zapowiedziała Konfederacja.

Będziemy zbierać podpisy pod odwołaniem Moniki Hornej-Cieślak ze stanowiska Rzecznika praw dziecka. Ta wiedźma doprowadziła do zabrania dzieci w wieku 3 i 4 lat do domu dziecka, tylko dlatego, że została słusznie zwyzywana na ulicy przez ich matkę. Jako argument podała to, że policja znalazła w ich domu dwie zamknięte butelki piwa! Takich ludzi jak Horna-Cieślak należy trzymać w więzieniach, czy innych ośrodkach odosobnienia, a nie w urzędzie. Do dymisji!

 - podkreślił Sławomir Mentzen.

 

 

jj/źr. wPolityce.pl, za: zero.pl

 

 

FacebookTwitter

Czekamy na Wasze maile z uwagami i komentarzami: [email protected]. Dołącz do naszej społeczności, wykup dostęp do STREFY PREMIUM. Subskrybuj
To najlepsza forma wsparcia naszych mediów.

Redaktor Naczelny:
Łukasz Wróblewski
Zespół:
Joanna Jaszczuk, Adam Kacprzak, Tomasz Karpowicz, Robert Knap, Adam Staniewicz, Kamil Kwiatek, Natalia Wierzbicka, Adrian Siwek, Adam Bąkowski, Sławomir Cedzyński.
Autorzy:
Wojciech Biedroń, Jacek Karnowski, Marzena Nykiel, Goran Andrijanić, Marek Budzisz, Jerzy Jachowicz, Grzegorz Górny, Aleksandra Jakubowska, Stanisław Janecki, Dorota Łosiewicz, Dariusz Matuszak, Andrzej Potocki, Marek Pyza, Aleksandra Rybińska, Marcin Wikło, Piotr Gursztyn, Jerzy Szmit.