Porażający wywiad z Horną-Cieślak! "Kwestionuję to, co mówi sąd"Porażający wywiad z Horną-Cieślak! "Kwestionuję to, co mówi sąd"

AWIK_Horna-Cieslak_28112023_3.webp
Monika Horna-Cieślak / fot. Andrzej Wiktor\Fratria
FacebookTwitter

Skandaliczne działanie Rzecznik Praw Dziecka Moniki Horny-Cieślak, przez którą dwójka małych dzieci została odebrana ich rodzicom, zbulwersowało opinię publiczną. Horna-Cieślak naciskała na policję w tej sprawie i w weekend dzieci zostały odebrane rodzicom. Sąd rodzinny w kolejnym tygodniu pilnie zbadał sprawę i nakazał natychmiastowe zwrócenie dzieci rodzicom, bardzo ostro punktując w uzasadnieniu decyzji zachowanie RPD. Tłumaczenia Horny-Cieślak na antenie Polsat News tylko utwierdzają w tym, że jej zachowanie było niedopuszczalne.

Dzieci odebrane bez sądu

Przypomnijmy, że całą sytuację opisał wczoraj portal Zero.pl. Wedle tego tekstu, Rzecznik Praw Dziecka Monika Horna-Cieślak 14 sierpnia na warszawskiej Białołęce spotkała matkę, która szarpnęła dziecko i na nie krzyczała. Zaczęła się mieszać do tej sprawy, a matka miała wówczas ją wyzwać. W reakcji Horna-Cieślak podjęła działania, które skończyły się odebraniem rodzicom dwójki dzieci. To, jak ostatecznie do tego doszło, jest porażające Horna-Cieślak najpierw zgłosiła sprawę policji, ale funkcjonariusze wizytując rodzinę nie znaleźli podstaw do tego, by zabrać jej dzieci. Sprawa trafiła do sądu rodzinnego. Pracownik RPD zadzwonił do sędziego, który ma wydać orzeczenie, by przekonywać go do stanowiska Horny-Cieślak o odebraniu dzieci rodzicom. Sąd jednak nie stwierdził, że są podstawy, by wydać takie orzeczenie. Biuro RPD zadzwoniło jeszcze raz do sądu, próbując przekonać do swoich racji - bez skutku. Wówczas Horna-Cieślak w swoim dniu wolnym od pracy, w weekend, miała udać się na posterunek policji, by tam przekonać policjantów do działania. Według ZEro.pl, na miejscu miał być sam komendant stołeczny policji Krzysztof Ogroński. Niestety, RPD w końcu dopięła swego - będąca na miejscu policjantka wydała wobec rodziców nakaz opuszczenia mieszania, zakaz zbliżania się do dwójki dzieci (w wieku trzech i czterech lat), a dzieci zabrano do domu dziecka.

Na całe szczęście, w końcu sprawą zajął się sąd, który nakazał natychmiastowo zwrócić dzieci rodzicom i w bardzo ostry sposób wypunktował w uzasadnieniu decyzji to, co zrobiła Horna-Cieślak. W uzasadnieniu padło między innymi stwierdzenie o tym, że przy zachowaniu RPD doszło do „próby wykorzystania autorytetu piastowanego urzędu do przeforsowania z góry założonej, na podstawie osobistego poczucia obrażenia przez matkę małoletnich, tezy o konieczności zabrania jej dzieci".  Do tego sąd uznał, że działania RPD "mogą nosić wyraźne znamiona przemocy instytucjonalnej”, a „machina państwowa i urzędowa została tu uruchomiona w sposób rażąco nieproporcjonalny do zaistniałego zdarzenia”. 

Bulwersujące! To zrobiła RPD? Rodzicom odebrano dzieci!

"Niebezpieczna kobieta". Dni Rzecznik Praw Dziecka policzone?

A jak w tej sprawie broni się RPD? Jej tłumaczenia na antenie Polsat News były zupełnie żenujące i tylko potwierdzały argumentację sądu. Horna-Cieślak nie zamierza podać się do dymisji po tej sprawie.

Jako Rzecznik Praw Dziecka sprzeciwiam się jakimkolwiek formom przemocy wobec dzieci i byłam świadkiem bezpośrednim stosowania agresywnej przemocy fizycznej psychicznej wobec dzieci. Nie byłam na żadnym spacerze. Jak każdy obywatel czekałam na przystanku autobusowym na autobus i byłem świadkiem tego, w jaki sposób matka wyzywa dziecko od „k...”, szarpie tym dzieckiem i jaka jest agresywna

- mówiła Horna-Cieślak, w istotny sposób inaczej przedstawiając tę sprawę. W jej opowieści kluczowe jest to, że rzekomo matka miała zwracać się wulgarnie nie do niej, ale do dziecka. Nie ma na to jednak żadnych dowodów.

Pani minister, czy kwestionuje pani fragmenty uzasadnienia sądowego przytoczone przez Kanał Zero?

- zapytał prowadzący wywiad red. Michał Cholewiński.

Nie komentuję orzeczeń sądu, natomiast wielokrotnie jako Rzeczniczka Praw Dziecka nie zgadzałam się z różnymi orzeczeniami sądów w zakresie tego, czy dochodzi do krzywdzenia dzieci. Ja powiem jeden przypadek, sprawa Kamilka. Sąd Rodzinny również mówił o tym, że dzieci są bezpieczne, a to dziecko było rzucane na rozgrzany piec i to dziecko zmarło. Więc moją rolą jako Rzeczniczka Praw Dziecka jest jasno mówić dość przemocy wobec dzieci

- wypaliła RPD, zestawiając jej akcję z bulwersującą sprawą Kamilka.

Pani rzecznik, z całym szacunkiem, porównywanie dramatu małego Kamilka z zaobserwowaną przez panią sytuacją na ulicy, gdzie zwrócono się do pani w wulgarny sposób, rodzi jednak wrażenie, że są to dwie różne kategorie spraw

- zareagował prowadzący na niedorzeczne porównanie RPD.

"Kwestionuję to, co mówi sąd"

Będę wracał pani pani minister do sedna sprawy. Kolejny fragment uzasadnienia przetaczanego przez Zero, jeżeli oczywiście go pani nie kwestionuje, i ja sobie pozwolę to przeczytać. „Z żarliwością zaangażowała się w pani” -zdaniem sądu - „w podejmowanie nieformalnych, pozaprocesowych i pospiesznych czynności, które w konsekwencji doprowadziły do niepotrzebnego umieszczenia maleńkich dzieci w placówce opiekuńczo-wychowawczej”. Jeżeli nie kwestionuje pani fragmentu tego uzasadnienia sądu, to po pierwsze pierwsza instancja, jaką byli policjanci zawiadomieni przez panią, nie stwierdzili konieczności odseparowania dzieci. Jest wiele innych narzędzi prawnych. które mogą tego tego rodzaju sytuację rozliczyć niezależnie od tego czy to weekend czy nie. I po wtóre, sąd potwierdza to, co pierwsi policjanci zawiadomieni przez panią ocenili. Czy w związku z tym to, co opisuje Zero, nie jest przesadą w wykonaniu urzędu jaki pani reprezentuje?

- zapytał trafnie dziennikarz.

Po raz kolejny mówię bardzo jasno, że kwestionuję to, co mówi sąd, w zakresie tego, jak wyglądała ta historia. Nie zgadzam się z takim przedstawieniem sytuacji, w której dochodziło do przemocy wobec dzieci. Powtarzam jeszcze raz, kiedy mamy weekend, instytucje pomocowe nie działają i usłyszałam komunikat, że sprawa zostanie podjęta, ale dopiero w poniedziałek

- starała się bronić RPD.

Czy policjantka w ogóle widziała tę rodzinę?

Kluczowe jest też to, czy policjantka, która na weekendowym spotkaniu z RPD podjęła drastyczną decyzję o odseparowaniu dzieci od rodziców, co skończyło się ich trafieniem do domu dziecka, w ogóle widziała te dzieci, tę rodzinę przed podjęciem decyzji. Horna-Cieślak wiła się w swojej odpowiedzi, de facto tym samym przyznając, że ich nie widziała.

Chciałabym powiedzieć o bardzo ważnej rzeczy, panie redaktorze, że kiedy jest podejmowana decyzja o tym, jak ma wyglądać sytuacja rodziny, to zawsze jest ona podejmowana na etapie całego materiału dowodowego, który znajduje się w sprawie. Ten materiał dowodowy mamy w sprawie i nikt nie podejmował tej decyzji tylko i wyłącznie dlatego, że byłam świadkiem sytuacji, kiedy stałam na przystanku autobusowym. Został zebrany całościowy materiał dowodowy w zakresie tego, jak wcześniej zachowywała się rodzina, w jaki sposób funkcjonowała, co się po prostu wydarzyło

- mówił RPD.

Warto pamiętać, że Monika Horna-Cieślak została wybrana na RPD przez koalicję KO, Lewicy, PSL-u i Polski 2050. To na te partie zatem spada odpowiedzialność za jej skandaliczne zachowanie. 

tkwl/Źr. wPolityce.pl za Polsat News









FacebookTwitter

Czekamy na Wasze maile z uwagami i komentarzami: [email protected]. Dołącz do naszej społeczności, wykup dostęp do STREFY PREMIUM. Subskrybuj
To najlepsza forma wsparcia naszych mediów.

Redaktor Naczelny:
Łukasz Wróblewski
Zespół:
Joanna Jaszczuk, Adam Kacprzak, Tomasz Karpowicz, Robert Knap, Adam Stankiewicz, Kamil Kwiatek, Natalia Wierzbicka, Adrian Siwek, Adam Bąkowski, Sławomir Cedzyński.
Autorzy:
Wojciech Biedroń, Jacek Karnowski, Marzena Nykiel, Goran Andrijanić, Marek Budzisz, Jerzy Jachowicz, Grzegorz Górny, Aleksandra Jakubowska, Stanisław Janecki, Dorota Łosiewicz, Dariusz Matuszak, Andrzej Potocki, Marek Pyza, Aleksandra Rybińska, Marcin Wikło, Piotr Gursztyn, Jerzy Szmit.