Dwie twarze Unii. "Zdolność do niuansowania"Dwie twarze Unii. "Bez zdolności do niuansowania wtedy, coraz częściej będziemy ofiarami prymitywnych manipulacyjnych sztuczek"

Niedawne orzeczenie naszego Trybunału Konstytucyjnego dotyczyło kwestii, czy Polska może w ogóle zabiegać o swą suwerenność prawną.
Sporo jest osób, które mają problem z wyciągnięciem wniosku z tego, że Unia E. jest jednocześnie słodka i gorzka.
Dziwi kogoś formuła, że każda moneta ma dwie strony? Ciągle jednak nie mogę ochłonąć ze zdziwienia, jak wiele osób w Polsce zdaje się zupełnie nie dopuszczać do swojej świadomości, że reguła dwóch stron: dobrej i złej, jasnej i ciemnej, korzystnej i niekorzystnej, wygodnej i niewygodnej, odnosi się także do Unii Europejskiej.
Organizm wymyślony przez ludzi
Unia E. to nic innego jak organizm wymyślony i wprowadzony w życie przez ludzi. Pewne rozwiązanie instytucjonalne. Ideowe i praktyczne zarazem. Wielowymiarowe. Mające swoje pozytywy i negatywy.
Naprawdę tak trudno to zrozumieć? A jednak gdy obserwuję dyskurs polityczny wobec Unii i naszej w niej obecności, to mam wrażenie, iż przyjęcie do wiadomości czegoś, co powinno być naturalne dla każdego zwykłego dojrzałego człowieka, dla tak wielu jest za trudne. (Problem, czy przypadkiem nie żyjemy już w warunkach niedoboru
ludzi dojrzałych, teraz pominę).
Romantycznie i pragmatycznie
Unia E. ma dwie strony: romantyczną i pragmatyczną. Dlatego możemy patrzeć na nią w sposób słodki i gorzki (czyli bez sentymentów).
Unia słodka to unia wspólnych wartości, niemal powszechnie przestrzeganych zasad moralnych i prawnych, to organizacja państw i środowisk ze sobą solidarnych, kierujących się zasadami wrażliwości społecznej, praw człowieka, obrony najsłabszych.
Unia gorzka to zaś pole gry interesów, często zamaskowanych, prowadzonych za kulisami. Zabieganie, nie zawsze uczciwe, o największe zamówienia publiczne, lobbowanie na rzecz potężnych korporacji, przedstawianie partykularnych interesów i ideologii jako uniwersalnych ludzkich wartości.
W tej pierwszej Unii o przebiegu sporów decydują konsensualnie przyjęte zasady – zwłaszcza zaś te zapisane w traktatach i innych aktach prawnych. W Unii drugiej rozstrzygają presja i sprawność działania najpotężniejszych graczy; skryte koalicje podporządkowanych im wasali, grup i krajów kolonizowanych przez dyktat najsilniejszych.
Dwojaka jednocześnie
Ciekawe jest, że nawet w gronie osób wykształconych – i wśród polityków (wszelakich ugrupowań) i np. moich akademickich koleżanek i kolegów – sporo jest osób, które mają problem z wyciągnięciem wniosku z tego, że Unia E. jest jednocześnie słodka i gorzka. I co za tym idzie uznania, że z naszej obecności w UE płyną dla Polski (i pewnie wszystkich innych krajów) zarówno pożytki, jak i zagrożenia.
Że nasi politycy czy urzędnicy, jeśli mają być skuteczni, prowadząc unijne negocjacje, muszą się odwoływać do szczytnych zasad i jednocześnie pamiętać, że znajdują się w polu bardzo nieraz bezwzględnej, cynicznej gry. A z drugiej strony, że prowadząc twardą grę, błędem jest zapominanie o zasadach. Schematy prostolinijnego myślenia czarno-białego w przypadku Unii E. zupełnie się nie sprawdzają, prowadzą na manowce, do pułapek, z których niekiedy trudno wybrnąć.
Niedawne orzeczenie naszego Trybunału Konstytucyjnego dotyczyło kwestii, czy Polska może w ogóle zabiegać o swą suwerenność prawną. Podkreśliło, że Polacy w kwestiach, które nie zostały uwzględnione w podpisanych przez naszych przedstawicieli traktatach unijnych, mogą samodzielnie tworzyć swój ład instytucjonalny. Wielu krytyków tego orzeczenia zachowuje się tak, jakby zupełnie nie pamiętali o podwójnej gorzko-słodkiej naturze Unii. Może gdyby pamiętali, to znacznie mniej byłoby prymitywnego, agresywnego oburzenia, a więcej spokojnej refleksji.
Zabijanie niuansowania
Współczesna, zatruta infosfera zwykle dławi niuansowanie. Ciekawe, że w przypadku retoryki LGBT czarno-białe myślenie w dyskursie publicznym się tak gorliwie wyplenia, że ciągłe niuansowanie zepsuło proste rozróżnienia tam, gdzie są one naturalnie potrzebne. Tam, gdzie gra interesów wymaga niedopowiedzeń, dyplomatycznej żonglerki, eksponuje się zaś czarno-białe siermiężne uproszczenia.
Bez zdolności do niuansowania wtedy, gdy jest to naprawdę niezbędne, coraz częściej będziemy ofiarami prymitywnych manipulacyjnych sztuczek. W tym takich, którym uległ tłum zwołany na plac Zamkowy przez Donald Tuska.
Artykuł z 42/2021 numeru tygodnika „Sieci”.
