Co stało się w PiS? Kaczyński: "Nie miałem żadnych wątpliwości..."Co stało się w PiS? Kaczyński: "Nie miałem żadnych wątpliwości..."
"Sam przebieg rozmów był tak specyficzny, że sądzę, że lepiej będzie, żeby przez dłuższy czas pozostał między nami" - powiedział na antenie telewizji wPolsce24 prezes PiS Jarosław Kaczyński odnosząc się do wczorajszej rozmowy z wiceprezesem PiS Mateuszem Morawieckim.
W czwartek o północy upłynął termin ultimatum kierownictwa PiS dla parlamentarzystów tej partii na złożenie oświadczenia o nieprzynależeniu do stowarzyszeń – pod groźbą wykluczenia z partii. Sprawa dotyczyła przede wszystkim członków założonego przez b. premiera Mateusza Morawieckiego stowarzyszenia „Rozwój Plus”. Dzisiaj prezes PiS Jarosław Kaczyński oświadczył na konferencji, że „trzydziestu kilku (...) posłów (...) zrezygnowało z członkostwa” w PiS. Dodał, że w przyszły wtorek Komitet Polityczny PiS „przyjmie ten fakt do wiadomości”.
Prezes PiS pytany przez red. Marcina Wikło o to, czy Mateusz Morawiecki nadal jest jednym z liderów PiS, czy już liderem nowego ugrupowania, odpowiedział:
Czy jest szefem nowego ugrupowania tego jeszcze nie wiem, na pewno nie jest jednym z liderów naszej partii z tego względu, że nie podpisał jednego dokumentu, bardzo łatwego do podpisania, tam nie ma żadnych elementów lojalki. W związku z tym w istocie zrezygnował z członkostwa. Przyjęcie tego do wiadomości nastąpi prawdopodobnie w najbliższy wtorek. Tutaj musi działać Komitet Polityczny PiS. (…) Premier Morawiecki zrezygnował, ale już przedtem rozmawiał ze mną, nie jeden raz, takich ważnych rozmów były trzy, gdzie proponował podział partii. To, co teraz mówi, trochę mnie dziwi, ale wiemy jaka jest polityka i to nie jest jakieś wielkie zdziwienie, ani wielka pretensja.
Prezes Kaczyński przyznał, że nie chce budować "niechęci" wobec środowiska Mateusza Morawieckiego i posłów, którzy odeszli z PiS.
Jestem najdalszy od tego, żeby budować jakąś niechęć. Nie jest naszym celem to, żeby powstał jakiś rów, dół, szaniec nie do przekroczenia. Przede wszystkim chcemy obalić rząd Tuska. Z tego punktu widzenia stała się rzecz bardzo niedobra. Gdyby prawica była zintegrowana, żeby była jedna duża partia i jedna mała - PiS i Konfederacja, to byśmy mieli bardzo duże prawdopodobieństwo (…) zwycięstwa. Jeżeli dzisiaj tej pewności nie ma, to wyłącznie z powodu dezintegracji
- ocenił Kaczyński.
Polityk przyznał, że nie miał wątpliwości, że założenie stowarzyszenia przez Morawieckiego miało ostatecznie doprowadzić do wyjścia z PiS lub jego rozbicia partii.
Nie miałem żadnych wątpliwości do czego tutaj się dąży. O to, że chodzi o rozbicie partii można było sądzić już wtedy, gdy powstało stowarzyszenia. Natomiast, kiedy doszło do tych rozmów, to trudno, żebym nie przyjął do wiadomość czegoś, co zostało mi wprost powiedziane
- zaznaczył Kaczyński odnosząc się do propozycji złożonej przez Morawieckiego, aby podzielić PiS.
Sam przebieg rozmów był tak specyficzny, że sądzę, żeby przez dłuższy czas pozostał między nami
- powiedział Kaczyński mówiąc o rozmowie z Morawieckim.
Prezes PiS zaznaczył, że posłom, którzy są w stowarzyszeniu zaproponowano pozostanie w PiS na "bardzo dobrych warunkach".
Żeby pozostać w PiS, to na bardzo dobrych warunkach, bo my zaproponowaliśmy, żeby ci, którzy są w stowarzyszeniu, mogli wszystkie jego cele realizować wewnątrz partii. Taka koncepcja przez jakiś moment wydawała się przyjęta, oni woleli, żeby to było robione przez istniejący Zespół Pracy Państwowej, którego szefem jest premier Morawiecki i żeby to się rozwijało. (…) Ostatecznie to nie zostało przyjęte. Mamy tutaj do czynienia z problemem, gdzie jedna strona bardzo poważnie brała ten podział pod uwagę, a druga chciała się temu przeciwstawić. Ta druga to my
- zaznaczył Kaczyński.
Jest też kwestia finansowa, bo niezależnie ilu profesorów powie, że jest inaczej, to jednak w ustawie o partiach politycznych jest bardzo wyraźnie powiedziane, że partie nie mogą być finansowane przez kogokolwiek innego (…)
- dodał.
Wikło zapytał Kaczyńskiego, czy ten usłyszał od Morawieckiego jeden przekonywujący argument dot. tego, że czegoś pod szyldem PiS nie da się zrobić i trzeba zrobić to pod innym szyldem.
Był taki argument, że niektórzy nie przyjdą. Ci, którzy nie są gotowi nawet przyjść na dyskusję organizowaną przez organizację związaną z PiS, to nie są ci, którzy mogą zostać przekonani lub mogą przekonać innych, aby na nas głosować. (…) To jest dla mnie argument zupełnie nieprzekonujący, a poza tym jest to argument wpisujący się w taktykę cofania się. (…) Uważam, że przed tymi, którzy przyjęli do wiadomość choćby jakąś poważną część tej opowieści, kłamliwej opowieści o nas, która jest szerzona społeczeństwie o nas, że z tymi ludźmi porozumieć się nie da i nie warto do nich mówić, bo oni mają tę opowieść w głowie i nie są w stanie jej zweryfikować
- ocenił.
źr. wPolityce.pl za Telewizją wPolsce24.
