Tak upiornej patologii nie spodziewał się nikt. Afera z gigantycznymi zarobkami koordynatora SOR Szpitala Południowego przeniosła się do prosektorium. Skala bezprawia, cynizmu i zwyrodnialstwa, jakie rozgrywało się tam od kilku lat, poraża nawet doświadczonych śledczych. Gdyby nie odwaga dr. Emila Jędrzejewskiego, ten potworny proceder kwitłby dalej. Czy dlatego Donald Tusk i jego ludzie okrzyknęli sygnalistę niewiarygodnym? Co jeszcze wypłynie?
Od początku było oczywiste, że Dawid Kacprzyk – 28-letni koordynator SOR, lekarz bez specjalizacji, doświadczenia i umiejętności, a jednocześnie radny Koalicji obywatelskiej i wyjątkowo agresywny aktywista partyjnej młodzieżówki to jedynie wtyczka, chip transmisyjny, umożliwiający funkcjonowanie szerokiego układu. Błyskawiczne wsparcie prawno-polityczne, jakie otrzymał, gdy okazało się, że zarobił w rok 1,6 mln zł, jest niezwykle wymowne. Tak ogromne pieniądze dostaje się zwykle za coś. Najwięcej kosztuje przyzwolenie i milczenie. I prawdopodobnie z tym mamy tu do czynienia. Pytanie, kto jeszcze na tym korzystał, jakiego rodzaju usługi przechodziły przez szpital, z jaką skalą mamy do czynienia? Dr Emil Jędrzejewski, były ordynator oddziału chirurgii, od ponad roku próbował zainteresować sprawą nieprawidłowości na SOR ludzi odpowiedzialnych za szpital na różnych szczeblach. Gdy w lipcu 2025 roku napisał bezpośrednio do Rafała Trzaskowskiego, został zwolniony z pracy. Gdy wreszcie ujawnił sprawę w mediach, zderzył się z potężnym atakiem całego aparatu państwa na czele z premierem. Okazało się jednak, że tego, co ma do powiedzenia zakrzyczeć się nie da. Wielogodzinne przesłuchanie zostało uznane przez prokuraturę za bardzo wartościowe, choć początkowo i ona traktowała go wrogo. Dr Jędrzejewski dokonał czegoś jeszcze. Poruszył opinię publiczną tak mocno, że ludzie odważyli się głośno mówić o patologiach, na które się godzą, ale wobec których byli dotąd bezsilni. Dobrze przecież wiemy, że nieprawidłowości nie są specyfiką jedynie jednego szpitala ani nawet tylko przestrzeni ochrony zdrowia. Układ jest silny wyłącznie wtedy, gdy ludzie boją się o nim mówić. Jego śmiertelnym wrogiem jest głośno wypowiedziana prawda. I chyba właśnie nastał jej czas.
Dziś już wiemy, że partyjny układ KO na SOR-ze był zaledwie wierzchołkiem góry lodowej. Mroczny dramat rozgrywał się w podziemiach Szpitala Południowego. W szpitalnym prosektorium swoje prywatne, bezwzględne królestwo stworzył Artur Habowski – niespełna czterdziestoletni technik sekcyjny, którego awansowano na specjalnie utworzone stanowisko koordynatora. Nie było tam przestrzeni na empatię wobec ludzi pogrążonych w traumie straty najbliższych ani szacunku wobec majestatu śmierci. Habowski zachowywał się jak zwyrodniały dewiant zarabiający na śmierci, bezczeszczący ludzkie ciała. W mediach społecznościowych zamieszczał tysiące zdjęć zmarłych, pokazywał zmasakrowane, rozczłonkowane ciała a nawet ludzkie płody. Już samo to powinno uruchomić czujność prokuratury, która przecież od pewnego czasu zajmowała się zgonami w Szpitalu Południowym. Dlaczego to zignorowano? Dalsze pytania mnożą się po dzisiejszych szokujących doniesieniach.
Habowski założył prywatną firmę handlującą sprzętem funeralnym i wszedł w nieformalny sojusz z jednym z prywatnych zakładów pogrzebowych. Aby kontrolować „rynek”, wprowadził w szpitalu wewnętrzny, bezprawny nakaz: wszystkie karty zgonu z oddziałów miały trafiać bezpośrednio do jego rąk w prosektorium. „Cały szpital miał przykaz, żeby karty zgonu oddawać jemu. I oddawał” – relacjonuje świadek na łamach Onetu. Pogrążeni w żałobie ludzie trafiali do koordynatora prosektorium, który bezczelnie wciskał im usługi zaprzyjaźnionego zakładu. Za usługi, które publiczny szpital ma obowiązek świadczyć bezpłatnie, wprowadził własny, drakoński cennik: 100 zł za samo wydanie ciała, od 500 zł wzwyż za ubranie zwłok, tysiące za balsamację. Gdy napotykał na odmowę, uruchamiano procedurę odwetu. Przetrzymywano dokumenty, celowo opóźniano wydanie ciał, zmuszano rodziny do wielogodzinnego oczekiwania w upokarzających kolejkach obok składowanych hurtowo trumien. Sytuację skrajnie makabryczną ujawnił Onetowi jeden z warszawskich przedsiębiorców pogrzebowych, przygotowujący ostatnie pożegnanie osoby, której rodzina odmówiła opłacenia nielegalnego haraczu: „Otwieramy worek – siki. Normalnie nasikał na zwłoki, zapakował i nam przekazał. Jak mi moi pracownicy o tym powiedzieli, zadzwoniłem do niego, a on do mnie: „Wy robicie usługi, to sobie umyjcie””. Oprócz tego Habowski prowadził drogie szkolenia z rekonstrukcji zwłok, a informatorzy twierdzą że mógł do tego wykorzystywać ciała zmarłych w szpitalu pacjentów. Wynajmował też prosektorium ekipom filmowym. Sposób w jaki mówił o swoim fachu budzi największe przerażenie.
Wszystko to działo się w „modelowym szpitalu samorządowym”, z którego Rafał Trzaskowski był nieprawdopodobnie dumny. Dlaczego nie sprawował nad nim nadzoru? Dlaczego upartyjniony zarząd nie zapobiegł patologii? Nie wiedział czy po prostu nie reagował? A może właśnie tak miało być? Może po to wciskano Kacprzyka na do kolejnych szpitali na koordynatora SOR, żeby podobne rzeczy mogły dziać się równolegle? Wygląda na to, że nie jest to ostatnia odsłona tego horroru. Na jaw wychodzą kolejne fakty. Zaczynają mówić lekarze i pacjenci. Postawa doktora Jędrzejewskiego pokazała, że nie można się bać. Milczenie rozzuchwala bezkarność. Co na to rząd? Idzie w zaparte i chroni patologię. Donald Tusk zniknął i czeka na rozwój wypadków. Oby nadeszło polityczne przesilenie. W normalnym kraju taka afera zmiotłaby rząd!
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/763963-tusk-uciekl-przed-afera-w-prosektorium-czy-to-utopi-rzad
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.