W obronie aresztowanego na 3 miesiące red. Leszka Kraskowskiego stanęło całe środowisko dziennikarskie. Nawet ci, którzy sprzyjają obecnej władzy. Czy jednak mają oni świadomość, jak wygląda wielomiesięczny areszt? „Prokuratura przez 6 miesięcy nie pozwalała na jakikolwiek kontakt z mężem i ojcem (nawet na telefon). Przez 6 miesięcy codziennie prosiłam Boga o siłę przy odpowiadaniu na pytania córki, czy tata żyje i kiedy wróci” - napisała w mediach społecznościowych red. dr Magdalena Ogórek. Jej historia jest wstrząsającą relacją tego, co spotkało jej rodzinę, ówczesnego męża - pracownika naukowego, który był całkowicie niewinny.
Wojciech Czuchnowski z „Gazety Wyborczej” opublikował list otwarty do ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka ws. aresztowania red. Leszka Kraskowskiego. Czuchnowski pisze m.in. o nadużywaniu w Polsce aresztu tymczasowego. Do tego głosu odniosła się red. dr Magdalena Ogórek z Telewizji wPolsce24.
W pełni popierając poniższy apel, chciałam szczególnie podkreślić następujące zdanie z wpisu red. Wojciecha Czuchnowskiego:
„Areszt to skrajnie surowy i dolegliwy dla sprawcy środek zapobiegawczy. Z aresztu ludzie wychodzą złamani, ze zrujnowanym życiem osobistym i zawodowym.”
— zwróciła uwagę red. dr Magdalena Ogórek, która w dalszej części swojego wpisu ujawnia to, co spotkało jej ówczesnego męża, który trafił do aresztu, choć był całkowicie niewinny.
Czytaj także
Wstrzsająca historia
Historia, którą przedstawiła w mediach społecznościowych red. Ogórek jest wstrząsającą relacją, opisującą to, co spotkało jej rodzinę, w szczególności ówczesnego męża, pracownika naukowego. Kilkukrotne przeszukania mieszkania, szok dziecka, które było tego świadkiem i aresztowanie jej męża Piotra, który „przez kilka miesięcy, dzielił kilka m2 celi z mordercą”, „w ciągu 10 miesięcy stracił 20 kg”.
Tytułem egzemplifikacji, jak „areszt” wygląda w praktyce:
🔴 w 2020 roku o 6:00 rano aresztowano mojego ówczesnego męża ( nie było tak, jak podały media, że zatrzymano go na ulicy w Krakowie.) Zatrzymanie odbyło się po wcześniejszych, dwukrotnych wejściach do mojego domu o 6:00. [ Jestem zdaje się jedyną w Polsce osobą, której na przestrzeni kilku miesięcy (w 2020r.) o 6:00 3 razy (słownie: trzy) przewrócono mieszkanie, wprowadzając w stan silnej traumy dziecko, które kończyło wówczas szkołę podstawową.]
🔴 Prokuratura przez 6 miesięcy nie pozwalała na jakikolwiek kontakt z mężem i ojcem (nawet na telefon). Przez 6 miesięcy codziennie prosiłam Boga o siłę przy odpowiadaniu na pytania córki, czy tata żyje i kiedy wróci. Gdy męża aresztowano, w Polsce zaczynał się COVID. Moja córeczka przez jakiś czas przestała sypiać z nerwów - (brak informacji o tacie, obawa o mamę, która może zarazić się COVIDem).
🔴 Po 9 miesiącach, po wpłaceniu kaucji, odebrałam z aresztu wrak człowieka. „Odebrałam” to jest złe słowo - kazano mi wejść do pomieszczenia, w którym były trzy klatki, jak dla zwierząt. W jednej klatce ledwo siedział skuty za ręce, za nogi, w kajdanach zespolonych złamany człowiek. Jak później się dowiedziałam, już na początku pobytu w areszcie mojego męża nafaszerowano silnymi psychotropami, które nagle odstawiono bez nadzoru medycznego i nie udzielono pomocy przy silnym zespole nagłego odstawienia od mocnych leków psychotropowych.
Przez 1 miesiąc mój mąż, pracownik naukowy, dzielił kilka m2 celi z mordercą, który codziennie opowiadał, jak pokroił swoją ofiarę (wyglądało na to, że córkę). Następne dwa mce spedził z osobą chorą psychicznie (w areszcie nie ma podziału, wszyscy siedzą razem). Za zgłoszenie ran po pogryzieniu przez pluskwy za karę osadzono go na tydzień w zimnej izolatce. Przy zapaleniu oskrzeli nie udzielono mu pomocy („jak zasłużysz, będzie lekarz”). W ciągu 10 mcy stracił 20 kg. Skutkiem pobytu w areszcie była rozległa choroba - mojemu mężowi uratowano życie w Aninie. Nigdy nie zapomnę telefonu ze szpitala, że trzeba czekać, czy przeżyje najbliższe dwie doby. Z oddziału odebrałam go z wyrokiem: „ma jeszcze kilka lat lub ile Bóg da”.
🔴 Prokurator prowadząca sprawę uciekła do adwokatury. W toku sprawy biegła prokuratury przyznała, że opinię wydawała na ślepo, bo większości dokumentów …nie widziała. [ Bez komentarza].
Jest rok 2026 - Piotr żyje. Od 4 lat opiekuję się wrakiem człowieka, który skutkiem pobytu w areszcie prawie codziennie budzi się z krzykiem, z silnymi stanami lękowymi, z atakami typu jak w choroby sierocej (oprócz stałej opieki kardiologa jest pod opieką psychiatry). Kilka razy w tygodniu wstaję do pracy ledwo żywa (czasem śpię po 2-3 godziny). Bywa, że w ciągu dnia muszę siedzieć przy chorym i uspokajać - tak silne są reakcje układu nerwowego. Mieszkanie musi być cały czas wyciemnione - tak duża jest trauma po palącym się w celi silnym świetle przez 24 godziny, non stop przez 10 mcy.
Od 4 lat staram się być podporą dla chorego i córki, w której oczach konsekwencje tamtych wydarzeń widzę do dziś. Przez ostatnie 6 lat nie miałam ani jednego dnia, by móc się „rozsypać”, chociaż bywa, że trzy siłowe wejścia o 6:00 wracają w głowie i mnie. Nie mogłam i nie mogę pozwolić sobie na słabszy dzień.
🔴 Podobnie jak red. Czuchnowski uważam, że instrument aresztu jest w Polsce nadużywany.
W 2024 Piotra uniewinniono. Nikt nigdy nie przeprosił go za „ukradzione gary”, etc. Nigdy nie poznałam red. Leszka Kraskowskiego, ale wiem, jakie skutki dla człowieka aresztowanego i jego najbliższych ma pobyt w warunkach aresztu śledczego. Biorąc pod uwagę powyższe - z całą mocą przychylam się do apelu red. Czuchnowskiego
— napisała na X red. dr Magdalena Ogórek.
koal/X
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/762343-wstrzasajaca-relacja-magdaleny-ogorek-tak-wyglada-areszt
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.