Narodowy Program Prokreacyjny jednak bez finansowania in vitro? Minister zdrowia wyraził się jednoznacznie

Fot. Fratria
Fot. Fratria

Szef resortu zdrowia nie pozostawia wątpliwości – celem ministerstwa jest całkowite odejście od in vitro. Wypowiadając się dzisiaj dla radia TOK FM minister Konstanty Radziwiłł powtórzył to, co zapowiadał jeszcze w grudniu ubiegłego roku: „Narodowy Program Prokreacyjny ma na celu całkowite odejście od finansowania procedury in vitro”. Ministerstwo chce walczyć z niepłodnością głównie przez diagnostykę i edukację. Takie rozwiązania nie podobają się oczywiście mediom liberalnym, którzy starania ministra porównują do idei Lebensbornu. Tego typu komentarze są możliwe dzięki nie do końca zrozumiałej polityce przyjętej przez ministerialnych urzędników, którzy za wszelką cenę próbują zdyskredytować idee ministra Radziwiłła.

CZYTAJ TAKŻE: Co dalej z naprotechnologią? Dziwne tajemnice urzędników Ministerstwa Zdrowia

Dwa dni temu Rzeczpospolita zacytowała anonimowo jednego z członków zespołu pracującego nad programem prokreacyjnym.

Wbrew obawom środowisk pacjenckich raport pozbawiony jest elementów ideologicznych. Nie zakłada też finansowania naprotechnologii

— mówił tajemniczy rozmówca „Rz”.

Co rozumie z tego przeciętny czytelnik? Nie mniej nie więcej niż to, że nie ma mowy o żadnym wspieraniu naprotechnologii, zostajemy przy finansowaniu in vitro. Kiedy próbowaliśmy skontaktować się z członkami zespołu pracującego nad programem, wszyscy zgodnie potwierdzali, że ma wspierać naprotechnologię, a in vitro ma być „ostatecznym rozwiązaniem” problemu niepłodności. Nie jest przecież jej leczeniem, co zgodnie przyznawali eksperci zajmujący się programem. Wszyscy podkreślali też szlachetne i jasne intencje ministra Radziwiłła, który – zdaniem ekspertów – wykluczał finansowanie in vitro z budżetu państwa.

Dziś ta sama „Rz” publikuje zupełnie inny artykuł, w którym opisuje, że udało się jej dotrzeć do tajemniczego programu. Zdaniem dziennikarzy „Rz”:

Jest on przeznaczony głównie dla małżeństw, ale szansę na leczenie miałyby mieć także wszystkie „osoby w związkach, które od ponad roku starają się o dziecko i wcześniej nie były diagnozowane w kierunku niepłodności”. W pięcioletnim budżecie programu, wynoszącym ponad 102 mln zł, uwzględniono leczenie 8 tys. par. Dokładną diagnostykę niepłodności zagwarantować ma specjalistyczny sprzęt, m.in. nowoczesne aparaty USG czy histeroskopy, które resort zdrowia zakupi dla 16 ośrodków referencyjnych zajmujących się kompleksowym leczeniem pacjentów.

Czyli diagnostyka i edukacja zamiast in vitro. Ale o samym in vitro i ewentualnym finansowaniu tegoż z budżetu państwa dalej ani słowa.

W tym samym czasie próbowaliśmy się skontaktować z ministerstwem zdrowia. Wysłaliśmy szereg pytań, w tym także o urzędników pracujących nad programem. Nasze obawy naprawdę nie są bezpodstawne. Jedną z osób pracujących przy programie była Dagmara Korbasińska, wieloletnia, mianowana jeszcze przez Ewę Kopacz, dyrektor Departamentu Matki i Dziecka w Ministerstwie Zdrowia. Ta sama urzędniczka za czasów poprzedniej koalicji angażowała się w prace nad ustawą o in vitro. Co więcej, wypowiadała się w mediach o „sukcesie programu”. Jednocześnie udzielała eksperckich porad w Stowarzyszeniu Nasz Bocian, które działa na rzecz jak najszerszej refundacji in vitro.

Czytaj dalej na następnej stronie

12
następna strona »

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...