Czekam na chwilę, gdy nasi politycy zaczną mówić otwarcie: to nie Polska zawdzięcza coś Niemcom i Europie, lecz Niemcy i Europa Polsce

Fot. pipeline.de/screenshot
Fot. pipeline.de/screenshot

Na początek pochwała dla Aleksandry Rybińskiej, która podjęła próbę uzmysłowienia Niemcom, że demokratycznie wybrany rząd Prawa i Sprawiedliwości w Polsce ma prawo do obrony interesów własnego kraju. Jakkolwiek komiczne to zabrzmi, nie jest to takie oczywiste nie tylko dla jej adwersarzy w studiu telewizyjnym magazynu Mitteldeutscher Rundfunk „Fakt ist”.

Zadanie zaiste trudne, biorąc pod uwagę przyzwyczajenia polityków i opinii publicznej w RFN, konsekwentnie urabianej przez zaodrzańskie media. W skrócie poszło o to - jak wywodzili uczestnicy tej dyskusji Ulrich Adrian, były szef biura telewizji publicznej ARD w Warszawie, i chadecki europoseł Hermann Winkler (z partii Merkel, CDU) - że Polska to taki niewdzięczny kraj: nowa pani premier Beata Szydło nie przyjechała najpierw złożyć pokłon w Berlinie, a Polska czerpie miliardy z UE, więc powinna siedzieć cicho jak mysz pod miotłą i nie pozwalać sobie na widzi mi się.

Chwalę koleżankę Rybińską, bo nie pozwoliła zapędzić się do rogu. Przeciwnie, jej argumentacja dotycząca zarówno naszych stosunków bilateralnych z Niemcami, jak i krytyki wobec Polski była na tyle rzeczowa i konkretna, że panom Adrianowi i Winklerowi nie pozostało nic innego, tylko powtarzanie wyświechtanych sloganów.

Program „Fakt ist” nadany został de facto kilka dni przed wczorajszym głosowaniem w RFN, w którym niemieccy wyborcy z trzech landów pokazali rządowej spółce chadeków i liberałów żółtą kartkę. Powód? Sobiepańska polityka Angeli Merkel, która wywołała tzw. uchodźczy kryzys w samych Niemczech i w całej Europie. Prawicowo-populistyczna partia protestu, Alternatywa dla Niemiec (AfD), święci triumfy: w Saksonii-Anhalt CDU poparło ją ok. 30 proc. obywateli, AfD zdobyła tam drugie miejsce z 24 proc. poparciem, trzecie zajęła postkomunistyczna Lewica, zaś „socis” z SPD spadli na czwartą pozycję. AfD wkroczyła też do parlamentów krajowych Badenii-Wirtembergii z poparciem ok. 15 proc. społeczeństwa, oraz Nadrenii-Palatynatu (ok. 13 proc).

Dla zilustrowania nastrojów społecznych w Niemczech można zamiast liczb posłużyć się innymi doniesieniami, jak o zatajanej do wczoraj eksplozji bomby ze swastyką pod ośrodkiem dla syryjskich uchodźców w Eisenach (Turungia), co zdarzyło się w nocy 4 marca, o ostrzelaniu drzwi w planowanym ośrodku dla azylantów w Mochau, czy o dotkliwym pobiciu 20.letniego azylanta w saksońskim Budziszynie (Bautzen). Podobnymi przykładami można sypać jak z rękawa.

Jak zatytułował bulwarowy „Bild”, wczorajsze wybory były „Dniem horroru dla Merkel i Gabriela” (wicekanclerz, minister gospodarki w rządzie wielkiej koalicji CDU/CSU-SPD). Z powodu ich nieodpowiedzialnej polityki rzeczywistość trzeszczy i skrzypi nie tylko w za Odrą, na terenie całej wspólnoty odtwarzane są na nowo granice państwowe, najeżone zasiekami z drutu kolczastego. Niemcy starają się zepchnąć na margines swoje przewiny i zachować prymat w Europie, w czym ma im dopomóc ogniskowanie zainteresowania UE na sytuacji w Polsce, na rzekomym łamaniu demokracji i prawa przez nowy, polski rząd.

Ciąg dalszy na kolejnej stronie

123
następna strona »

Autor

Klikasz i czytasz tygodnik Sieci na telefonie Klikasz i czytasz tygodnik Sieci na telefonie Klikasz i czytasz tygodnik Sieci na telefonie

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...