IPN jest czyrakiem dla tylnej części ciała, na której się najczęściej siedzi i to bardzo utrudnia siedzenie
— powiedział kiedyś Władysław Frasyniuk o Instytucie Pamięci Narodowej.
Co uwiera tego byłego kierowcę-dysydenta, później posła, członka m.in. sejmowych komisji Przekształceń Własnościowych oraz Skarbu Państwa, Uwłaszczenia i Prywatyzacji, wreszcie udziałowca firmy spedycyjnej FF Fracht Sp. z o.o.? Grzebanie przez ten wredny instytut, przez historyków i dziennikarzy w papierach i pamięci właśnie, w której architekci pookrągłostołowej Polski byli i mają pozostać jako dzielni, nieskazitelni patrioci i bohaterowie. Niestety, ciągle w niej ktoś bruździ i kala…
Najpierw był to sam Antoni Macierewicz, któremu ubzdurało się, by w nowej Polsce oddzielić ziarno od plew. Lustracji mu się zachciało…
Mamy do czynienia z paranoją, z kompletnym idiotą, którego tolerujemy i który wprowadza ostry podział i konflikt w polskim społeczeństwie. To jest niebezpieczny człowiek
— charakteryzował Frasyniuk tego historyka - też kiedyś dysydenta, współtwórcę Komitetu Obrony Robotników, potem, w rządzie Jana Olszewskiego ministra spraw wewnętrznych, w latach 2006-2007 szefa kontrwywiadu wojskowego, obecnie szefa MON.
Teraz w oczach Frasyniuka grono paranoików i idiotów powiększyło się o dawnego szefa komunistycznej bezpieki, po okrągłym stole wicepremiera, generała Czesława Kiszczaka i jego małżonkę. Ci idioci, tzn. Kiszczak zza grobu i żona pielęgnująca o nim pamięć, jako patrioty i bohatera, przechowywali i wywlekli na światło dzienne esbeckie dossier innych bohaterów… Ich teczki znalazły się w dyspozycji instytucji, która „bardzo utrudnia siedzenie”.
Mali ludzie, z trzeciego rzędu polityki. O Wałęsie mówią „Bolek”, o mnie mówią „pieprzony szofer” i są zdziwieni, że to my mamy swoje miejsce w historii, a oni nie. Nie mogą się pogodzić z tym, że jakiś elektryk ma status bohatera, a oni – w swym przekonaniu mądrzejsi, lepsi i odważniejsi – nie
— wylał Frasyniuk swoje żale na „onych” w broniącym ich miejsca w historii tygodniku Tomasza Lisa.
I dalej:
Gdyby Lech Wałęsa był agentem SB, to historia Polski potoczyłaby się zupełnie inaczej. Nie byłoby solidarnościowego podziemia, a my nie bylibyśmy dziś w tym miejscu, w którym jesteśmy
— publikuje „Newsweek”.
Czytaj dalej na następnej stronie ===>
Drukujesz tylko jedną stronę artykułu. Aby wydrukować wszystkie strony, kliknij w przycisk "Drukuj" znajdujący się na początku artykułu.
IPN jest czyrakiem dla tylnej części ciała, na której się najczęściej siedzi i to bardzo utrudnia siedzenie
— powiedział kiedyś Władysław Frasyniuk o Instytucie Pamięci Narodowej.
Co uwiera tego byłego kierowcę-dysydenta, później posła, członka m.in. sejmowych komisji Przekształceń Własnościowych oraz Skarbu Państwa, Uwłaszczenia i Prywatyzacji, wreszcie udziałowca firmy spedycyjnej FF Fracht Sp. z o.o.? Grzebanie przez ten wredny instytut, przez historyków i dziennikarzy w papierach i pamięci właśnie, w której architekci pookrągłostołowej Polski byli i mają pozostać jako dzielni, nieskazitelni patrioci i bohaterowie. Niestety, ciągle w niej ktoś bruździ i kala…
Najpierw był to sam Antoni Macierewicz, któremu ubzdurało się, by w nowej Polsce oddzielić ziarno od plew. Lustracji mu się zachciało…
Mamy do czynienia z paranoją, z kompletnym idiotą, którego tolerujemy i który wprowadza ostry podział i konflikt w polskim społeczeństwie. To jest niebezpieczny człowiek
— charakteryzował Frasyniuk tego historyka - też kiedyś dysydenta, współtwórcę Komitetu Obrony Robotników, potem, w rządzie Jana Olszewskiego ministra spraw wewnętrznych, w latach 2006-2007 szefa kontrwywiadu wojskowego, obecnie szefa MON.
Teraz w oczach Frasyniuka grono paranoików i idiotów powiększyło się o dawnego szefa komunistycznej bezpieki, po okrągłym stole wicepremiera, generała Czesława Kiszczaka i jego małżonkę. Ci idioci, tzn. Kiszczak zza grobu i żona pielęgnująca o nim pamięć, jako patrioty i bohatera, przechowywali i wywlekli na światło dzienne esbeckie dossier innych bohaterów… Ich teczki znalazły się w dyspozycji instytucji, która „bardzo utrudnia siedzenie”.
Mali ludzie, z trzeciego rzędu polityki. O Wałęsie mówią „Bolek”, o mnie mówią „pieprzony szofer” i są zdziwieni, że to my mamy swoje miejsce w historii, a oni nie. Nie mogą się pogodzić z tym, że jakiś elektryk ma status bohatera, a oni – w swym przekonaniu mądrzejsi, lepsi i odważniejsi – nie
— wylał Frasyniuk swoje żale na „onych” w broniącym ich miejsca w historii tygodniku Tomasza Lisa.
I dalej:
Gdyby Lech Wałęsa był agentem SB, to historia Polski potoczyłaby się zupełnie inaczej. Nie byłoby solidarnościowego podziemia, a my nie bylibyśmy dziś w tym miejscu, w którym jesteśmy
— publikuje „Newsweek”.
Czytaj dalej na następnej stronie ===>
Strona 1 z 3
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/282713-czyrak-frasyniuka-kiszczak-nie-mogl-szantazowac-walesy-bo-to-sie-kupy-nie-trzyma-za-to-wypowiedzi-pana-wladka-jak-najbardziej
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.