Diabelski dylemat, czyli co zostanie po Trybunale Konstytucyjnym

Fot. PAP/Jacek Turczyk
Fot. PAP/Jacek Turczyk

Po wczorajszym dniu protagoniści z obu stron politycznej barykady są zapewne szczęśliwi. Rządzący – bo przeprowadzili swój plan wbrew kalkulacjom opozycji. Opozycja – szczególnie ta spod znaku Petru – bo skrajna polaryzacja i rozemocjonowanie dały im kolejną okazję, aby się wylansować i umacniać własne poparcie. Na tym dość przykrym teatrze zyskują wszyscy – również pan Rzepliński i jego koledzy, bo budują własną legendę „bohaterskich obrońców demokracji”.

Mnie jest mniej wesoło. Nie dlatego, żebym choć przez chwilę podpisywał się pod groteskową wręcz histerią, rozkręcaną przez opozycję. Nie, demokracja się nie wali ani nawet nie jest zagrożona. Trwa bardzo ostra i w wielu momentach bardzo brzydka, ale jednak wciąż normalna walka polityczna.

Nie jest to natomiast wygrana państwa polskiego, jeśli patrzeć na sprawę w długiej perspektywie, o którą w środku ostrej bijatyki bardzo trudno. Choć można tę sytuację w taką wygraną przekuć, ale do tego potrzeba by strategicznego planu i bardzo daleko idących zmian, a takie nie wydają się dziś możliwe, planu zaś nie widać.

Ma w swojej diagnozie rację Michał Karnowski, gdy pisze, że TK blokowałby wszystkie możliwe ustawy, wprowadzane przez nową władzę. Szczególnie te najważniejsze. Zaryzykowałbym nawet twierdzenie, że taka strategia była już dogadana z obecną opozycją i stąd między innymi momentami autentyczna wściekłość po tamtej stronie. Bo przecież – co sam wielokrotnie pisałem – sędziowie TK mają nie tylko poglądy polityczne, ale nawet partyjne sympatie.

Po tym, co się stało, jest jasne, że rola Trybunału Konstytucyjnego w jego obecnym ustroju dobiegła końca. Dotychczasowi jego członkowie (może nie wszyscy, ale głosów osobnych słychać nie było) ustawili się jednoznacznie jako żołnierze opozycji. W szczególności dotyczy to autorów nowelizacji ustawy o TK, przegłosowanej w poprzedniej kadencji przez PO, a sędzią Rzeplińskim na czele. Nowi sędziowie obejmują urząd jako żołnierze PiS, bo przecież nikt chyba nie wyobraża sobie, że po tym, co się stało, w jakiejkolwiek sprawie w jakimkolwiek zakresie uznają jakąkolwiek ustawę obecnej władzy za niekonstytucyjną. Nie po to ich powołano i błyskawicznie zaprzysiężono w okolicznościach, mówiąc szczerze, mało eleganckich i mało podniosłych. Ale to już i tak nie ma znaczenia wobec zupełnego upadku autorytetu TK. Zaprzysiężenie równie dobrze mogłoby się odbyć gdzieś na korytarzu.

123
następna strona »

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!

Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych