Nie jest prawdą, że TK – szczególnie w przypadku ustaw mniej istotnych – bez wyjątku orzekał zawsze w interesie poprzedniej władzy. Dziś jednak zredukowany został – i zredukował się sam – do roli szarpanej w obie strony partyjnej przybudówki. W praktyce został zatem czymś w rodzaju trzeciej izby parlamentu. Co jest oczywiście absurdem, bo nie taka powinna być rola sądu konstytucyjnego.
Ja zaś chciałbym jednak, żeby taki sąd istniał, tyle że jako prawdziwy strażnik konstytucji, nie kierujący się na przykład mgławicowymi względami budżetowymi, tak jak TK w przypadku OFE czy kwestii mandatów z fotoradarów. Chciałbym tego również dlatego, że zdaję sobie sprawę, iż nie ma władzy z definicji gruntu cnotliwej. Wiem – i o tym również wielokrotnie pisałem – że każda władza ma naturalną tendencję do poszerzania swojego zakresu (co świetnie rozumieją Amerykanie), zaś PiS nie jest partią wolnościową. Nie widzi zagrożenia w rozciąganiu kontroli państwa na dziedziny, które powinny poza nią pozostać. Nie stanowi tu żadnej odmiany wobec PO, która – choć w początkowych deklaracjach zapowiadała co innego – pod tym względem przykręciła śrubę w stopniu niebywałym. PiS nie dostrzega tu jednak problemu. Chciałbym zatem, aby sąd konstytucyjny strzegł mnie, jako obywatela, przed tendencjami władzy – każdej władzy – do poszerzania swojego pola kontroli.
Ale nie mam złudzeń: takiej roli i autorytetu TK w obecnej postaci odbudować się już nie da i solidarnie zapracowali na to wszyscy, choć nie należy zapominać, że tę bijatykę w błocie zaczęła Platforma.
Chciałbym zatem wiedzieć, jaki plan na budowanie ma obecna władza. Szczególnie że Trybunał jest wpisany do konstytucji, której w tej kadencji raczej nie uda się zmienić. Na razie mieliśmy fazę burzenia i bardzo brutalnego czyszczenia – nawet jeśli faktycznie inaczej się nie dało. Wielu to wystarczy. Mnie – nie. Burzenie bez wiarygodnego planu odbudowy jest mało atrakcyjne.
Druga obawa wiąże się ze sposobem, w jaki rozegrana została sprawa. Pisałem już, że ci, którzy mogli mieć nadzieję na zmianę stylu uprawiania polityki po zmianie władzy, musieli się zawieść. PiS wszedł pod tym względem w buty poprzedników idealnie, choć zarazem nie mam wątpliwości, że realizuje cele służące państwu, inaczej niż owi poprzednicy. Pytanie brzmi – czy cel uświęca środki? Praktycy polityki powiedzą zapewne, że inaczej się nie dało. Może tak, może nie. Jedno powinno być jasne: zrywanie barier obyczaju lub nieodbudowywanie ich i korzystanie ze skrótów wydeptanych przez wcześniejszą bezwzględną ekipę nie pozostanie bez wpływu na kształt państwa. To diabelski iście dylemat, jeżeli uznamy, że aby kiedyś (tylko kiedy?) ów obyczaj odbudować, najpierw trzeba go zdeptać do reszty.
Drukujesz tylko jedną stronę artykułu. Aby wydrukować wszystkie strony, kliknij w przycisk "Drukuj" znajdujący się na początku artykułu.
Nie jest prawdą, że TK – szczególnie w przypadku ustaw mniej istotnych – bez wyjątku orzekał zawsze w interesie poprzedniej władzy. Dziś jednak zredukowany został – i zredukował się sam – do roli szarpanej w obie strony partyjnej przybudówki. W praktyce został zatem czymś w rodzaju trzeciej izby parlamentu. Co jest oczywiście absurdem, bo nie taka powinna być rola sądu konstytucyjnego.
Ja zaś chciałbym jednak, żeby taki sąd istniał, tyle że jako prawdziwy strażnik konstytucji, nie kierujący się na przykład mgławicowymi względami budżetowymi, tak jak TK w przypadku OFE czy kwestii mandatów z fotoradarów. Chciałbym tego również dlatego, że zdaję sobie sprawę, iż nie ma władzy z definicji gruntu cnotliwej. Wiem – i o tym również wielokrotnie pisałem – że każda władza ma naturalną tendencję do poszerzania swojego zakresu (co świetnie rozumieją Amerykanie), zaś PiS nie jest partią wolnościową. Nie widzi zagrożenia w rozciąganiu kontroli państwa na dziedziny, które powinny poza nią pozostać. Nie stanowi tu żadnej odmiany wobec PO, która – choć w początkowych deklaracjach zapowiadała co innego – pod tym względem przykręciła śrubę w stopniu niebywałym. PiS nie dostrzega tu jednak problemu. Chciałbym zatem, aby sąd konstytucyjny strzegł mnie, jako obywatela, przed tendencjami władzy – każdej władzy – do poszerzania swojego pola kontroli.
Ale nie mam złudzeń: takiej roli i autorytetu TK w obecnej postaci odbudować się już nie da i solidarnie zapracowali na to wszyscy, choć nie należy zapominać, że tę bijatykę w błocie zaczęła Platforma.
Chciałbym zatem wiedzieć, jaki plan na budowanie ma obecna władza. Szczególnie że Trybunał jest wpisany do konstytucji, której w tej kadencji raczej nie uda się zmienić. Na razie mieliśmy fazę burzenia i bardzo brutalnego czyszczenia – nawet jeśli faktycznie inaczej się nie dało. Wielu to wystarczy. Mnie – nie. Burzenie bez wiarygodnego planu odbudowy jest mało atrakcyjne.
Druga obawa wiąże się ze sposobem, w jaki rozegrana została sprawa. Pisałem już, że ci, którzy mogli mieć nadzieję na zmianę stylu uprawiania polityki po zmianie władzy, musieli się zawieść. PiS wszedł pod tym względem w buty poprzedników idealnie, choć zarazem nie mam wątpliwości, że realizuje cele służące państwu, inaczej niż owi poprzednicy. Pytanie brzmi – czy cel uświęca środki? Praktycy polityki powiedzą zapewne, że inaczej się nie dało. Może tak, może nie. Jedno powinno być jasne: zrywanie barier obyczaju lub nieodbudowywanie ich i korzystanie ze skrótów wydeptanych przez wcześniejszą bezwzględną ekipę nie pozostanie bez wpływu na kształt państwa. To diabelski iście dylemat, jeżeli uznamy, że aby kiedyś (tylko kiedy?) ów obyczaj odbudować, najpierw trzeba go zdeptać do reszty.
Strona 2 z 3
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/273857-diabelski-dylemat-czyli-co-zostanie-po-trybunale-konstytucyjnym?strona=2
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.