Obywatele Unii polegają na swoich rządach dla zapewnienia im bezpieczeństwa

— do tego jednego zdania - fałszywego, absurdalnego i sprzecznego z ideą republikańską - sprowadziła Komisja Europejska uzasadnienie projektu zmian w dyrektywie o broni palnej.

Prace nad projektem zostały przyspieszone w związku z zamachami w Paryżu, tak aby mógł on zostać przedstawiony na piątkowym spotkaniu ministrów spraw wewnętrznych w Brukseli. Pierwszym, na którym w nowej roli wystąpił Mariusz Błaszczak.

Niestety, nowy szef MSWiA w imieniu Polski poparł dalsze prace nad antyobywatelskim projektem, w dodatku firmowanym przez znaną z inteligencji i błyskotliwości komisarz Bieńkowską. Przeciwko były jedynie dwa kraje: Czechy i Finlandia.

Otwierające projekt pełne uzasadnienie, złożone z czterech (!) akapitów, nie zawiera oczywiście żadnych argumentów, pokazujących jakiekolwiek powiązanie terroryzmu z przyjętymi przez KE rozwiązaniami. Bo też takich nie ma. Bandyta (w tym wypadku terrorysta) zawsze zdobędzie broń. Wszelkie prawne restrykcje, dotyczące jej posiadania, dotkną wyłącznie praworządnych obywateli, naruszając ich prawo do obrony.

Dalej mamy podobną dezynwolturę. Czytamy na przykład, że kolekcjonerzy broni palnej powinni być włączeni w zakres dyrektywy, ponieważ „uznano, że są możliwym źródłem broni [dla przestępców]”. Na jakiej podstawie? Ile było takich przypadków? Gdzie i w jakich okolicznościach się zdarzyły? Nie wiadomo. Mamy wierzyć mędrcom z KE na słowo.

Słuszna wrzawa wokół dyrektywy wywołuje powracającą co jakiś czas dyskusję o prawie do posiadania broni. Tradycyjnie wściekle przeciwna jest mu lewica, która nie jest w stanie znieść jakiejkolwiek samodzielności i podmiotowości obywateli. Jednak w Polsce wielu przeciwników dostęp do broni ma także wśród zwolenników obecnej władzy (co poniekąd potwierdza, że PiS nie jest prawicą, ale patriotyczną lewicą).

Na ogół przeciwnicy ci nie mają zielonego pojęcia ani o tym, jaki jest obecny stan prawny, ani o tym, jakie zmiany proponują środowiska strzeleckie, ani o tym, ile jest dziś w Polsce broni w prywatnych rękach i ile z tej legalnie posiadanej broni popełniono przestępstw lub ile zdarzyło się z jej udziałem wypadków. Obracają się w kręgu mitów i klisz, niewiele mających wspólnego z rzeczywistością. Częściowo składają się na nie obrazki z USA, gdzie posiadanie (i przechowywanie) broni regulują całkiem odmienne niż w Polsce zasady, zresztą odmienne w każdym stanie; częściowo zaś na niczym nie oparte przekonania typu: „Polacy nie dorośli do posiadania broni” albo: „Dajcie wszystkim broń, a będziemy mieli masakry na ulicach”. W Polsce jest dzisiaj w prywatnych rękach niecałe pół miliona sztuk broni palnej (nie licząc broni czarnoprochowej, na którą nie jest potrzebne pozwolenie i która nie podlega nawet rejestracji) i masakr jakoś nie widać, ale tego przeciwnicy wyjaśnić już nie potrafią.

Czytaj dalej na następnej stronie ===>