Krzysztof Winiarski zeznał również, że kiedy Bronisław Komorowski objął stanowisko szefa MON, gorączkowo miał poszukiwać informacji nt swoich powiązań z WSI oraz spotkań z oficerami rosyjskimi. Świadek miał otrzymywać także informacje m.in. o wyciekach informacji tajnych z WAT na wschód, o czym miał informować Bronisława Komorowskiego w dość emocjonalny sposób, pisząc do niego, że gdy pracownicy MON wychodzą do agencji, to klucze do swoich gabinetów zostawiają dla Rosjan pod wycieraczkami, na drzwiach zostawiając kartkę, gdzie je schowali. Ze świadkiem miał się także spotykać człowiek, który twierdził, że został wysłany przez ochronę Bronisława Komorowskiego. Miał on oferować świadkowi wysoką cenę za pozyskanie informacji o Aneksie oraz o fundacji Pro Civili. Świadek nie wykluczył, że mogło również chodzić o szantażowanie Bronisława Komorowskiego, bowiem człowiek ten był uczestnikiem imprez z udziałem bossów mafii, na co są zdjęcia, ale otwartym pozostaje pytanie, jaką wiedzę w tym zakresie miał sam Bronisław Komorowski. Następnie świadek zasugerował, że ponieważ posiada bardzo obszerną wiedzę, a nie wie, czego oczekuje od niego Sąd, to może byłoby lepiej, aby zaczął odpowiadać na pytania stron.

Pierwsze pytanie zadał mecenas Waldemar Puławski, który chciał się dowiedzieć od Krzysztofa Winiarskiego, dlaczego mając tak głęboką wiedzę o sprawach drażliwych, nie poinformował o tym Antoniego Macierewicza. Świadek wyjaśnił, że 8 lat temu jeden z dziennikarzy zasugerował mu, że przy pisaniu Aneksu Antoni Macierewicz konstruował ten dokument wg specjalnego klucza, co było brednią - ale dla niego był to pewnego rodzaju sygnał. Poza tym Antoni Macierewicz nie był już wtedy we władzach, był atakowany z każdej strony, a on, mając doświadczenia, jak służby reagowały informacje o groźbie przestępstw, nie miał przekonania, że może się tą wiedzą dzielić; wierzył, że nadejdą do tego lepsze czasy. W 2009 r. poinformował Zbigniewa Wassermanna na piśmie, aby się tymi sprawami zainteresował, ale Zbigniew Wassermann zginął w Smoleńsku. Rozmawiał o tym także z biskupem Tadeuszem Płoskim (generał dywizji, biskup polowy WP w latach 2004-2010), ale rozmowy te miały charakter towarzyski - a biskup także zginął w Smoleńsku.

Następnie Krzysztof Winiarski opowiedział o swojej współpracy z prokuratorem Wojciechem Miłoszewskim, który aktywnie walczył z przestępcami. Prokurator kontaktował go z oficerami CBŚ, ale oficerowie ci sami mieli po pewnym czasie problemy, kiedy w tych informacjach pojawiły się wątki polityczne, w tym nazwiska polityków oraz szefów i wiceszefów służb. Prokurator Miłoszewski skontaktował go również z oficerami ABW, ale byli oni bardzo nieprofesjonalni - jak stwierdził świadek, na poziomie ORMO z lat 70-tych - a poza tym, jak się szybko okazało, bardziej interesowały ich haki na sędziów i prokuratorów, prowadzących sprawy przeciwko mafii paliwowej, niż informacje nt przestępstw. W tym kontekście Krzysztof Winiarski opowiedział historię zatrzymania przez CBŚ członków mafii paliwowej, wobec których sędzia zastosował 3-miesięczny areszt - ale szefowie tej grupy przestępczej za wszelka cenę próbowali swoich ludzi uwolnić, zwracając się o interwencję do jednego z zastępców Andrzeja Barcikowskiego, czego Krzysztof Winiarski był świadkiem. W działaniach tych miał także brać udział osobiście jeden z decydentów ABW. Zdaniem Krzysztofa Winiarskiego, jeśli funkcjonariusze ABW nie są zainteresowani przestępstwami, a sędziami i prokuratorami - to wniosek jest prosty.

Mecenas Puławski zapytał następnie, kiedy miała miejsce spotkanie świadka z Bronisławem Komorowskim, podczas którego Bronisław Komorowski pytał go o Wojciecha Sumlińskiego - świadek odparł, że był to luty lub marzec 2008 r., a Bronisław Komorowski był już wtedy marszałkiem Sejmu. W odpowiedzi na kolejne pytanie mecenasa Puławskiego, czy świadka wezwano do dobrowolnego wydania określonych przedmiotów podczas przeszukania jego domu, świadek wyjaśnił, że nie miał takiej szansy, bowiem był już wtedy zatrzymany. Stało się to dzień po tym, jak był w ambasadzie niemieckiej na spotkaniu dotyczącym współpracy w rozpracowywaniu przemytu. Świadek zeznał, że policjanci z BSW grozili mu wcześniej, ze jeśli się nie odsunie, to zostanie aresztowany właśnie za przemyt. Nie potrafili mu pomóc w tej sprawie ani prokurator Miłoszewski, ani prokurator Bochenek z Prokuratury w Żywcu. Radzili mu, aby zwrócił się z tym bezpośrednio do prokuratora Seremeta. Chodziło o podsłuchaną przez świadka rozmowę na lotnisku w Balicach między celnikami a właścicielami składu celnego na tym lotnisku. Była tam przetrzymywana, prawdopodobnie celowo, duża partia papierosów, ok. 36 ton. Z podsłuchanej rozmowy wynikało, że albo te papierosy znikną, albo przejdą na własność służb jako nagroda, bo i takie rzeczy się zdarzały. Koszty tego składu celnego były bardzo wysokie, 20 tys. zł za dzień. Ponieważ koszty podobnego składu celnego w Łodzi były na poziomie 1,6 tys. zł za dzień, świadek sugerował przewiezienie tej partii papierosów pod eskortą do Łodzi. Zdaniem świadka, ktoś miał najwyraźniej interes, aby te papierosy były tam przetrzymywane. Urząd Celny zażądał od świadka upoważnienia od właściciela papierosów, aby mogły być one przewiezione, choć przez poprzednie 7 dni właśnie z nim rozmawiał o tej sprawie. Kiedy świadek dostarczył upoważnienie, okazało się, że ponoć złożyła tam podpis osoba nieupoważniona, choć była tam pieczątka notariusza - co w rezultacie doprowadziło do zatrzymania świadka przez Policję. Zdaniem świadka, był to tylko pretekst, aby go zatrzymać, aby nie przeszkodził w przejęciu tych papierosów. Mimo, że oficer dyżurny posterunku, gdzie świadek został zatrzymany, nie widział powodów do jego zatrzymania, to na polecenie jego zwierzchników z Krakowa, świadek został jednak aresztowany. Areszt był przedłużany kilkukrotnie. W końcu na sugestię obrońcy z urzędu, aby świadek się przyznał, to zaraz zostanie zwolniony, świadek tak postąpił i faktycznie wyszedł na wolność, przy czym okazało się, że była już dostępna opinia biegłego, która mówiła, że to nie świadek sfałszował upoważnienie, które było podstawą do jego zatrzymania. Obecnie jest świadkiem w tejże sprawie, która toczy się przed Sądem w Krakowie.

Mecenas Puławski dopytywał świadka o szczegóły tej sprawy; świadek wyjaśnił, że nie poddał się dobrowolnie karze, przyznał się do winy, bo tak mu radził jego obrońca z urzędu, wyrok zapadł w listopadzie 2012 r. O opinii biegłego dowiedział się kilka dni po wyjściu z więzienia. Kiedy świadek został aresztowany, jego rodzina wynajęła bardzo dobrego adwokata, który szybko zrezygnował jednak z obrony świadka, ponieważ się wystraszył, bo za dużo w tej sprawie było służb i polityków. Świadek dodał, że służby zastraszyły jego rodzinę - do tej pory z jej częścią nie ma kontaktu.

Następnie Krzysztof Winiarski powrócił do sprawy swojego wniosku do Prokuratury Warszawa-Śródmieście w sprawie Bronisława Komorowskiego. Po pół roku dostał wezwanie do Warszawy. Został przesłuchany przed Sądem, w obecności protokolantki. Po przesłuchaniu nie czekał na decyzję; poprosił, aby została mu ona przesłana do domu. Rzeczywiście po jakimś czasie otrzymał decyzję, ale była ona inna, niż sugerowano mu po przesłuchaniu w Sądzie. Poszedł po poradę do prokuratora Miłoszewskiego, ale koniec końców, ze względu na niechęć do rozgłosu, bo pracował wtedy przy sprawach kryminalnych, zrezygnował z dalszych kroków w tej sprawie.

Mecenas Puławski zapytał, czy świadek wie, ile było pozycji w spisie rzeczy zatrzymanych podczas rewizji w jego domu - świadek odparł, że nie potrafi tego określić. Gdy został zatrzymany, dokonano u niego przeszukania, ale jego rodzina nic nie wiedziała wcześniej o jego pracy dla organów ścigania. Dla jego rodziny był to szok. Jego żona była zastraszona, podpisała protokół. Były to cztery pudła rzeczy; okazano mu je potem, ale nie miał do nich dostępu. Po wyjściu z więzienia dowiedział się, że od dawna na niego polowano i znaleziono w końcu pretekst. Mogło to być skutkiem jego „zadarcia” z Bronisławem Komorowskim. Świadek stwierdził, że jednak go trochę nie doceniono; zabezpieczył się, część najważniejszych zapisów zdeponował poza granicami Polski.

Ciąg dalszy na kolejnej stronie