Takiego wała nienawistnikom pokazała w sobotni poranek Ewa Kopacz, że powinni się czerwienić ze wstydu niczym super-Księżyc minionej nocy. Na wale miała dużo farby i zamalowywała hejterski napis.
Reporterka Polsat News poinformowała widzów, że pomimo jesiennej aury warszawiacy bardzo licznie ruszyli w ślad za panią premier, by plenić mowę nienawiści na stołecznych murach. Trzeba było jej wierzyć na słowo, bo ani na ulicy nie sposób było dostrzec tłumów z pędzlami, ani w telewizyjnej relacji na potwierdzenie tej bzdury nie pokazano ani jednego zdjęcia.
Zresztą, kto by to sprawdzał. Najważniejsze, że malowała odstrzelona w skaj pani premier. Dzieciaki, które jej towarzyszyły, wyglądały jakby przeszły z sąsiedniego podwórka, gdzie właśnie skończyły kręcić klip dla Głównego Inspektoratu Sanitarnego o znajomo brzmiącym tytule „Stop dopalaczom”.
Pamiętacie, ile było zabawy? Teraz za stawianie znaku STOP wzięła się sama pani premier. Pragnę na marginesie zauważyć, że to nie pierwszy jej raz. Przed dwoma miesiącami tańcząc macarenę w Legionowie uczyła się pokazywać STOP kierowcom.
Z udziału Kopacz w akcji „HejtStop” arogancja bije nie gorzej niż ciosy Adamka Saletę. Tuż po odłożeniu wałka, szefowa polskiego rządu wyskoczyła bowiem z młodzieżowego wdzianka i zasapana rzuciła do kamer, że mamy „prezydenta na pilota”, kwitując swój błyskotliwy inaczej figiel retoryczny zawadiackim uśmieszkiem. Powodem grubego żartu z głowy państwa był fakt spotkania Andrzeja Dudy z Jarosławem Kaczyńskim u niego w domu (według tabloidu) bądź w Instytucie im. Lecha Kaczyńskiego (według sztabowców PiS). Rozumiem, że Ewa Kopacz chodzi coraz bardziej zazdrosna i sfrustrowana (prezydent Duda zdążył już spotkać się z tysiącami ludzi, a z nią nie…). Rozumiem też, że nie wyczuwa granicy między powagą a śmiesznością, bo dawno już ją przekroczyła. Należy wybaczyć.
Rozumiem też, że do premierowej głowy nawet nie zajrzała myśl, że doktor Ewa powinna najpierw zamalować wielu swoich kumpli – poczynając od tych wszystkich Niesiołowskich, Sikorskich, Olszewskich, Tomczyków, Palikotów (pamiętajmy, gdzie politycznie upasł się ten szelma), później armię płatnych hejterów rozsianych przez Platformę po internetowych forach, dalej swoich medialnych ratlerków, na czele z tym
a na końcu samą siebie.
Gdyby sporządzić listę platformerskich bądź proplatformerskich hejterów, mogłoby zabraknąć środków na przybory malarskie, nawet tak prężnej organizacji jak stowarzyszenie „Projekt: Polska”. A to szeroko działające ciało, z najlepszymi powiązaniami. Jak zauważył na Twitterze Łukasz Warzecha, w radzie strategicznej „P:P” zasiada Paweł Lisiewicz, były szef gabinetu Bronisława Komorowskiego. Wśród członków honorowych stowarzyszenia znajdujemy zaś całą listę niekwestionowanych autorytetów: Mazowieckiego, Kuronia, Geremka czy Frasyniuka.
A teraz to, co w całej tej ich zabawie najistotniejsze – kasa. Stowarzyszenie „Projekt: Polska” ma szczytne cele, a na szczytne cele władza chętnie daje. Środki znalazły się w programie „Obywatele dla Demokracji” finansowanym z funduszy Europejskiego Obszaru Gospodarczego. Formalnie dysponuje nimi Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju. Jednak resort pani Wasiak, scedował je na Fundację Batorego.
Drukujesz tylko jedną stronę artykułu. Aby wydrukować wszystkie strony, kliknij w przycisk "Drukuj" znajdujący się na początku artykułu.
Takiego wała nienawistnikom pokazała w sobotni poranek Ewa Kopacz, że powinni się czerwienić ze wstydu niczym super-Księżyc minionej nocy. Na wale miała dużo farby i zamalowywała hejterski napis.
Reporterka Polsat News poinformowała widzów, że pomimo jesiennej aury warszawiacy bardzo licznie ruszyli w ślad za panią premier, by plenić mowę nienawiści na stołecznych murach. Trzeba było jej wierzyć na słowo, bo ani na ulicy nie sposób było dostrzec tłumów z pędzlami, ani w telewizyjnej relacji na potwierdzenie tej bzdury nie pokazano ani jednego zdjęcia.
Zresztą, kto by to sprawdzał. Najważniejsze, że malowała odstrzelona w skaj pani premier. Dzieciaki, które jej towarzyszyły, wyglądały jakby przeszły z sąsiedniego podwórka, gdzie właśnie skończyły kręcić klip dla Głównego Inspektoratu Sanitarnego o znajomo brzmiącym tytule „Stop dopalaczom”.
Pamiętacie, ile było zabawy? Teraz za stawianie znaku STOP wzięła się sama pani premier. Pragnę na marginesie zauważyć, że to nie pierwszy jej raz. Przed dwoma miesiącami tańcząc macarenę w Legionowie uczyła się pokazywać STOP kierowcom.
Z udziału Kopacz w akcji „HejtStop” arogancja bije nie gorzej niż ciosy Adamka Saletę. Tuż po odłożeniu wałka, szefowa polskiego rządu wyskoczyła bowiem z młodzieżowego wdzianka i zasapana rzuciła do kamer, że mamy „prezydenta na pilota”, kwitując swój błyskotliwy inaczej figiel retoryczny zawadiackim uśmieszkiem. Powodem grubego żartu z głowy państwa był fakt spotkania Andrzeja Dudy z Jarosławem Kaczyńskim u niego w domu (według tabloidu) bądź w Instytucie im. Lecha Kaczyńskiego (według sztabowców PiS). Rozumiem, że Ewa Kopacz chodzi coraz bardziej zazdrosna i sfrustrowana (prezydent Duda zdążył już spotkać się z tysiącami ludzi, a z nią nie…). Rozumiem też, że nie wyczuwa granicy między powagą a śmiesznością, bo dawno już ją przekroczyła. Należy wybaczyć.
Rozumiem też, że do premierowej głowy nawet nie zajrzała myśl, że doktor Ewa powinna najpierw zamalować wielu swoich kumpli – poczynając od tych wszystkich Niesiołowskich, Sikorskich, Olszewskich, Tomczyków, Palikotów (pamiętajmy, gdzie politycznie upasł się ten szelma), później armię płatnych hejterów rozsianych przez Platformę po internetowych forach, dalej swoich medialnych ratlerków, na czele z tym
a na końcu samą siebie.
Gdyby sporządzić listę platformerskich bądź proplatformerskich hejterów, mogłoby zabraknąć środków na przybory malarskie, nawet tak prężnej organizacji jak stowarzyszenie „Projekt: Polska”. A to szeroko działające ciało, z najlepszymi powiązaniami. Jak zauważył na Twitterze Łukasz Warzecha, w radzie strategicznej „P:P” zasiada Paweł Lisiewicz, były szef gabinetu Bronisława Komorowskiego. Wśród członków honorowych stowarzyszenia znajdujemy zaś całą listę niekwestionowanych autorytetów: Mazowieckiego, Kuronia, Geremka czy Frasyniuka.
A teraz to, co w całej tej ich zabawie najistotniejsze – kasa. Stowarzyszenie „Projekt: Polska” ma szczytne cele, a na szczytne cele władza chętnie daje. Środki znalazły się w programie „Obywatele dla Demokracji” finansowanym z funduszy Europejskiego Obszaru Gospodarczego. Formalnie dysponuje nimi Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju. Jednak resort pani Wasiak, scedował je na Fundację Batorego.
Strona 1 z 2
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/266723-hejtstop-moneygo-czyli-jak-rzad-finansuje-malowana-akcje-ktorej-twarzy-uzyczyla-pani-premier?strona=1