Przemysław Wipler odsłania kulisy negocjacji z Pawłem Kukizem: "On nie daje sobie rady z sukcesem, mówił: to ja jestem królem, nie ma innego króla!" NASZ WYWIAD

wPolityce.pl/tvn24
wPolityce.pl/tvn24

wPolityce.pl: Wydawało się, że wszystkie ruchy zwane antysystemowymi zjednoczą się na jednej liście wyborczej pod batutą Pawła Kukiza, który zgarnął największą część wyborczego tortu i stał się naturalnym liderem. A tymczasem wszystko się posypało.

Przemysław Wipler, poseł niezrzeszony, partia KORWiN: Panie redaktorze, organizacja takiej listy i ruchu wymaga dużej mądrości i sprawności…

Zgoda, ale tuż po wyborach było wiele pozytywnych sygnałów i ruchów. Janusz Korwin-Mikke uznał nieformalne przywództwo Kukiza, politycy z Waszej partii mrugali z sympatią do kukizowców. Co się stało, że wyszło jak zawsze?

Paweł Kukiz nie daje sobie rady z sukcesem, jaki osiągnął. Nie potrafi zbudować formuły, w ramach której różne środowiska mogłyby współpracować. Podczas rozmów, jakie z nim mieliśmy, nie potrafił wskazać formuły programowej, czegoś, co mogłoby nas spajać, byśmy się nie rozpadli zaraz po wejściu do Sejmu. Zwłaszcza w sytuacji, że do ruchu Kukiza przyłącza się wiele osób podejrzanych i nastawionych na koniunkturalny sukces, co z kolei sprawia, że dekompozycja jego ruchu może po wejściu do Sejmu nastąpić jeszcze szybciej niż w przypadku Janusza Palikota.

Nie wskazano ani wspólnej płaszczyzny programowej, ani tego, jak organizacyjnie ma to być budowane. Samo hasło JOW jest dla nas środkiem do ewentualnych zmian, a nie zmiana sama w sobie, która sprawi, że w Polsce będzie dobrobyt.

Ale to chyba logiczne.

Wskazywanie, że JOW-y są dla nas środkiem do celu, a nie celem samym w sobie było traktowane przez Pawła Kukiza jako zakwestionowanie podstawowego i jedynego artykułu jego wiary politycznej. Powiedział, że ludzie, którzy nie są szczerymi wyznawcami JOW-ów nie są dla niego tymi, na których chce budować swój ruch. Z drugiej strony znam wiele osób, które próbują dostać się na pokład Kukiza, a są w sprawie JOW-ów nie tylko agnostykami, ale ateistami czy wręcz sceptykami….

Tylko, że problem jednomandatowych okręgów wyborczych nie powinien być kością niezgody, bo przecież Wasze środowisko reaguje na ten postulat może nie z entuzjazmem, ale z sympatią.

My powiedzieliśmy, że JOW-y są w porządku, że to ważna sprawa, ale kluczowa jest kwestia tego, co powołani ludzie mogą zrobić. Tutaj wróciło hasła Janusza Korwin-Mikkego: „świnie się zmieniają, a koryto pozostaje to samo”. Z naszego punktu widzenia mało istotne jest, czy będziemy te świnie wybierać w jednomandatowych okręgach, czy proporcjonalnie. To wtórne, nam chodzi o likwidację koryta. Nie było tu żadnego pomysłu ze strony Kukiza. Na pytanie o program słyszeliśmy odpowiedź: „Dzwońcie do Gwiazdowskiego” - ale to działa do czasu, gdy koledzy Pawła Kukiza ze śląsko-dąbrowskiej „Solidarności” przeczytają ten program i zapytają, gdzie są ich emerytury górnicze. Paweł łatwo ucieka od pytań o konkrety, a te konkrety go dopadły i będą dopadać – nie ma czegoś takiego jak struktura bez struktur. To po prostu dyktatura osoby, która będzie na pstryknięcie palców – bez podawania powodów – odrzucała całe środowiska, zamykała i otwierała rozmowy z kolejnymi środowiskami… Tak się nie da.

Ciąg dalszy rozmowy na następnej stronie.

123
następna strona »

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...