Zderzak zostanie wymieniony. Tym bardziej, że Arłukowicz nie wywodzi się ze środowiska Platformy Obywatelskiej. W momencie, kiedy przychodzą poważne problemy, z jakimi otworzył się nowy rok, widać niekompetencję tego pana

— mówi w wywiadzie dla portalu wPolityce.pl Witold Gadowski, pisarz i publicysta.

wPolityce.pl: Lekarze z Porozumienia Zielonogórskiego zgłosili na policję oficjalne zawiadomienie o zaginięciu Ewy Kopacz. To już nie pierwszy raz, gdy premier chowa się przed opinią publiczną, gdy w kraju dzieją się ważne rzeczy. Dlaczego Kopacz tak często zapada się pod ziemię?

Witold Gadowski: Od początku objęcia przez nią władzy, Ewa Kopacz funkcjonuje tylko w tzw. narracji propagandowej. Istnieje na łamach „Vivy”, w czytanych z promptera orędziach, na bieżni salki fitness, gdzie w swojej gustownej garderobie, ściągając szpilki, udaje, że biega po bieżni. Pojawia się przy każdej sytuacji, gdy można propagandowo ocieplić jej wizerunek, kiedy można opowiadać Agacie Młynarskiej wigilijne opowieści o swojej rodzinie. Wtedy istnieje. Natomiast jeżeli chodzi o realną politykę, podejmowanie decyzji i kreślenie logicznych strategii państwowych, wtedy Kopacz nigdy nie zaistniała. Nie pamiętam żadnego pomysłu, który byłby jej autorstwa i nosił znamiona poważnej myśli o państwie.

Skoro premier stosuje taktykę unikania poważnych problemów, to czy skuteczną metodą jest to, co zrobili lekarze z PZ, czyli stosowanie wobec Kopacz happeningu i satyry, by pokazać, że król jest nagi, a właściwie – że królowa jest naga?

Rzeczywiście działania z pogranicza kabaretu wydają się najbardziej właściwym sposobem traktowania obecnego rządu. Bo to jest kabaret. To jest trochę taka sytuacja jak z misiem Puchatkiem – im głębiej miś zaglądał, tym bardziej go nie było. Podejrzewam, że Ewa Kopacz od początku jest projektem medialnym i pomysłem PR-owskim – na ocieplenie wizerunku Platformy, na odcięcie się od złej praktyki ostatnich lat rządzenia, na pokazanie, że oto mamy na czele rządu kobietę. Na tej zasadzie została wybrana. Od początku jej zadaniem nie było kreślenie jakiejś wizji. Teraz to się zaczyna szczególnie ujawniać. Kopacz jest po prostu tylko pewną figurą, która została postawiona, żeby pasowała do obrazka. W momencie, kiedy pojawiają się problemy, Kopacz znika, bo z założenia nie istnieje przy rozwiązywaniu żadnego problemu. A problemy się nawarstwiają i jest ich coraz więcej.

Ktoś kiedyś powiedział prowokacyjnie, że jeszcze zatęsknimy za Tuskiem…

Co by nie powiedzieć o Donaldzie Tusku, to jednak miał on na tyle sprytu, że potrafił wokół siebie zgromadzić kilku ludzi, którzy przynajmniej usiłowali panować nad tzw. niwą państwową. I nawet jeśli Tusk nie przemęczał się pracą, to jednak jego zaplecze coś robiło. W tym była jakaś strategia podejmowania decyzji. W momencie kiedy nastała era Ewy Kopacz , jej „psiapsiółek” i pani katechetki, która została szefową MSW, wszystko zaczyna być groteskowe. W tej sytuacji happening,prowadzący do pytania czy leci z nami pilot, pokazuje, że jesteśmy kierowani przez wirtualny rząd, w którym nikt za nic nie odpowiada. Rząd Kopacz to taki hologram medialny sprzedawany Polakom. Pojawia się wątpliwość czy ktokolwiek podejmuje decyzje i panuje nad tym, co dzieje się w kraju. Bo jeżeli premier tego nie robi, a prezydent zajmuje się wygłaszaniem ludowych bon motów, to zachodzi pytanie: kto rządzi?! To pytanie jest coraz bardziej poważne, bo z każdym miesiącem narasta sfera chaosu, wynikająca z niechęci do podejmowania strategicznych decyzji i ponoszenia za nie odpowiedzialności.

Może w ucieczce Kopacz od konfliktu wokół służby zdrowia chodziło też o to, żeby wystawić na odstrzał Bartosza Arłukowicza? A za jakiś czas pani premier się objawi i powie, że Arłukowicz nie sprawdził się, więc zastąpi go któraś z jej koleżanek…

To przypomina słynną teorię zderzaków Lecha Wałęsy – wystawiam „zderzaki”, a jak któryś się pognie, albo nie sprawdzi, to zamieniam go na inny. To bardzo doraźna strategia, bo Kopacz nie jest w stanie unieść funkcji męża stanu. Od początku było wiadomo, że takich kwalifikacji nie posiada. Ani nie była dobrym ministrem zdrowia, ani nadzwyczajnym marszałkiem Sejmu, ani wcześniej nie dała się poznać z jakiejś wyjątkowo sprawnej działalności. Może poza promocją własnej osoby i własnej kariery.

Właśnie pojawiła się pilna wiadomość, że Kopacz wezwała Arłukowicza do swojej kancelarii. Czy to potwierdzenie tego, o czym przed chwilą mówiliśmy, że obecny minister zdrowia pójdzie na odstrzał?

Zderzak zostanie wymieniony. Tym bardziej, że Arłukowicz nie wywodzi się ze środowiska Platformy Obywatelskiej. Wszedł do polityki z programu „Agent” TVN i przez pewien czas był nadzieją SLD. Potem został sprytnym manewrem PR-owskim ekipy Donalda Tuska inkorporowany, jak wielu innych ludzi ze środowiska SLD, w krąg salonu władzy. I tak sobie powoli tam egzystował. W momencie, kiedy przychodzą poważne problemy, z jakimi otworzył się nowy rok, widać niekompetencję tego pana. Ale to nie jest odkrycie. On nie dał się poznać z żadnych kompetencji. Jego doświadczenie państwowe jest też niewielkie. Z programu „Agent” do polityki – można tak robić, gdy ma się dobrze zbudowaną egzekutywę, kiedy za takich celebrytów decyzje podejmują fachowcy. Tymczasem okazuje się, że mamy teraz rząd celebrytów, a wokół tych celebrytów brakuje fachowego otoczenia, które podpowiadałoby jakieś szybkie i skuteczne rozwiązania. Być może będziemy obserwować operę mydlaną w postaci wymiany jednego celebryty na drugiego celebrytę. Nie zdziwiłbym się, jakby np. ministrem kultury w pewnym momencie została pani Doda.

Rozmawiał Jerzy Kubrak