PiS powinno cieszyć się, że ma najwięcej młodych ludzi, że jednak wygrał. Pokazywać twarz triumfu, a nie twarz kogoś kto szuka dziury w całym, słusznie być może, ale to nie pomaga w kolejnej wygranej

— mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl prof. Jadwiga Staniszkis, socjolog.

wPolityce.pl: Jarosław Kaczyński powiedział w Sejmie: „Muszą paść słowa prawdy. Te wybory zostały sfałszowane!”Co w sytuacji politycznej, związanej z kryzysem wyborczym, zmienia to zdecydowane oświadczenie?

Prof. Jadwiga Staniszkis: Nie wiem, czy wybory zostały sfałszowane. Myślę, że wystąpił cały szereg elementów. Wprowadzono książeczki do głosowania do sejmików, a w ulotkach i ogłoszeniach partyjnych nie podkreślano wyraźnie numeru, który ma dana partia, co by ułatwiło odszukanie jej w książeczkach. Doszło do nieprawidłowości w układaniu tych książeczek – brakowało w nich kart niektórych partii, mylono kolejność. To niesamowicie utrudniało głosowanie i prowadziło do głosów nieważnych. Widzę tu problem niedbałości, chaosu, niestaranności.

A nie fałszerstw?

Powiedziałabym raczej, że wybory zostały zafałszowane przez procedurę i niedostateczną informację. W pewnym stopniu winę ponoszą także partie, które powinny były zdawać sobie sprawę z problemu, już po wcześniejszym doświadczeniu. Na Mazowszu użyto książeczek w 2010 r. To pokazało ile tam było głosów nieważnych. Książeczki bardzo utrudniają głosowanie, co ma znaczenie dla takich partii jak PiS czy SLD, na które głosuje wielu ludzi mniej wykształconych, biedniejszych, starszych. Nie zakładam natomiast świadomego fałszerstwa. Musimy pamiętać, że Platforma przegrała w tych wyborach. I to bardzo. Mimo, że wynik PSL pozwala na formowanie większości w sejmikach i na rządzenie, to prezes Kaczyński i inni politycy PiS powinni cały czas mówić: wygraliśmy! Wygrali mniej niż wskazywały dane z exit poll, ale ten sondaż jest mylący. Ktoś mógł myśleć, że głosował na PiS, bo odszukał tę karteczkę, wcześniej jednak skreślając np. PSL jako „jedynkę”. Myślał więc, że zagłosował  na PiS, a oddał głos nieważny.

Czy nie jest trudno mówić PiS-owi „wygraliśmy”, gdy blisko jedna trzecia Polaków, uważa, że wybory zostały sfałszowane?

Wydaje mi się, że powinno się podkreślać wygraną, bo takie symboliczne zwycięstwo, które jest bezsporne, ułatwia kolejne zwycięstwa. Ciągnięcie za sobą klęski pozwoliło np. Januszowi Piechocińskiemu stwierdzić w TVN24, że „PiS przegrał kolejny raz”, co jest ewidentną nieprawdą.

To samo mówi Rafał Grupiński, szef klubu parlamentarnego PO

Takie wypowiedzi powodują, że ludzie, są zmyleni. PiS powinien uparcie mówić: wygraliśmy. Procedura, niestaranność, liczenie głosów były niewiarygodne, co spowodowało, że wynik też jest niewiarygodny, ale wygraliśmy. Powinniśmy lepiej zmobilizować się przed następnymi wyborami, lepiej pilnować przebiegu głosowania, walczyć o uproszczenie procedury. Choćby o to, żeby były różne kolory kartek w książeczce. Sami bijemy się w pierś, że nie sygnalizowaliśmy jaki mamy numer w książeczce itd. W tym sensie uważam zakładanie świadomego sfałszowania wyborów za błędne.

Jarosław Kaczyński popełnił błąd polityczny?

Moim zdaniem – tak. Znika bowiem efekt wygranej PiS. Powinno się tryumfować, bo to daje dobrą trampolinę do kolejnych wyborów – już prezydenckich. Oczywiście powinno się mówić o tak licznych nieprawidłowościach, które wymagają zmiany PKW, uproszczenia procedury, przemyślenia tego wszystkiego, także przez partie. A z drugiej strony – trzeba pamiętać, że PSL tylko dlatego otrzymał zaskakująco wysoki wynik, bo miał „jedynkę” w książeczce. To się na pewno nie powtórzy w wyborach parlamentarnych. A takie kategoryczne, bez ewidentnych dowodów, twierdzenie o sfałszowaniu wyborów, jest powrotem do stylu „paranoicznego”, który odrzuca wyborców. Trzeba mówić: wygraliśmy, nieprawidłowości i bałagan były takie jak nigdy przedtem, co pomogło naszą przewagę zniwelować, ale w efekcie powinniśmy się zmobilizować do przyszłych wyborów i pokazać, że nasza wygrana jest prawdziwa.

Czy wobec całej masy nieprawidłowości nie należałoby powtórzyć wyborów do sejmików, do czego dąży PiS? Jarosław Kaczyński, jeszcze zanim ogłoszone oficjalne wyniki, zapowiadał, że nawet jeśli jego partia utrzyma zwycięstwo z sondażu, będzie się domagał powtórzenia wyborów. I jest konsekwentny…

Uważam, że lepiej myśleć o przyszłych wyborach. Powinna zostać przeprowadzona analiza głosów nieważnych, choć posłowie zmniejszyli szansę zbadania ich struktury. Należy lepiej zmobilizować się do kolejnych wyborów i rozwiązać PKW, której próba zrobienia jednego programu informatycznego do wszystkich wyborów jest chora. PiS powinien cieszyć się, że ma najwięcej młodych ludzi, że jednak wygrał. Pokazywać twarz triumfu, a nie twarz kogoś kto szuka dziury w całym, słusznie być może, ale to nie pomaga w kolejnej wygranej.

Jak ocenia pani zapowiadany na 13 grudnia marsz protestacyjny przeciwko fałszowaniu wyborów?

Uważam, że powinno się unikać takich rzeczy w tym momencie. Mówić o nieprawidłowościach, iść przez sądy, zarzucić je protestami, wykorzystać swoich mężów zaufania, przygotować się do niezależnego liczenia głosów w wyborach prezydenckich i parlamentarnych. A takie marsze? Nie sądzę, żeby to centrum, o które walczy PiS, przyjęło to dobrze. Nie wiem kto pracuje nad strategią PiS, ale osobiście robiłabym dobrą minę do złej gry i mówiła: wygraliśmy, tryumf. Mimo nieprawidłowości, mimo strasznego bałaganu, który sprzyjał PSL-owi i oddawaniu głosów nieważnych, to zmobilizujemy się lepiej, żeby potwierdzić naszą przewagę. Dawałabym taki optymistyczny komunikat.

Z wypowiedzi polityków Platformy wynika, jakby obowiązywał ich „przekaz dnia”, żeby porównywać postawę PiS wobec przebiegu wyborów do podnoszenia przez partię Jarosława Kaczyńskiego sprawy smoleńskiej…

To nadużycie, które pojawia się także w gazetach. Powinno się drążyć czy jest jakaś relacja między ministerstwem administracji i cyfryzacji a komisją wyborczą, czy Rafał Trzaskowski i jego poprzednik, Michał Boni, nie są odpowiedzialni za to, żeby informatyzacja systemu wyborczego przebiegała prawidłowo. Jest przecież specjalna komisja ds. przetargów, jest nieszczęsna „najniższa cena”, która ma tyle skutków ubocznych. Wykorzystałabym do maksimum wszystkie instytucje i powtarzała: Platforma przegrała! Nie tworzyłabym wrażenia, że się przegrało samemu. Przerwanie złej passy przegranych jest bowiem szansą na wygraną Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich i potem PiS w wyborach parlamentarnych.

Śledź NASZ RAPORT z przebiegu wyborów! Kliknij i bądź na bieżąco!

Rozmawiał Jerzy Kubrak