Kaczyński to frustrat, a za wyborczy skandal odpowiadają obywatele, czyli mainstreamu kołysanki dla lemingów...

Rys. Andrzej Krauze
Rys. Andrzej Krauze

Kaczyński to frustrat, a wyborczemu skandalowi winni są obywatele, bo okłamywali ankieterów i żałują pieniędzy na system komputerowy - do tego sprowadzają się bajki mediów głównego nurtu dla grzecznych lemingów. Po co te pokrzykiwania: „Polacy nic się nie stało, nic się nie stało” w wykonaniu mainstreamu po wyborczym przekręcie? Wszystko po to, by utrudzony naród mógł spać spokojnie, by przypadkiem nie zbudził się z letargu.

Błędy głosujących, okłamywanie ankieterów, błąd w skomplikowanej metodologii

— tak specjalistka od badań sondażowych wyjaśnia na stronie newsweek.pl dlaczego wyniki PKW tak bardzo różnią się od sondażu exit poll.

A jak wykazał Marcin Fijołek oficjalne wyniki wyborów NIGDY nie różniły się tak rażąco od wyniku exit poll!

Niestety newsweek.pl milczeniem zbywa fakt, że błędy dotyczą przede wszystkim PiS i PSL, a wyniki pozostałych partii Ipsos wytypował właściwie. Konkretnie PiS ubyło ok. 5 punktów procentowych, a PSL-owi przybyło 7. Wychodziłoby na to, że wyborcy PSL to kłamcy, którzy wstydzą się przyznać do preferencji wyborczych i podszywają się pod wyborców PiS.

Czytaj także:
Sądy w całej Polsce zasypane protestami ws. nieprawidłowości wyborczych

Paweł Wroński wziął się zaś za tłumaczenie zachowania Jarosława Kaczyńskiego. Jego zdaniem „bulgocząca żółć” Kaczyńskiego to norma.

Lider PiS podobnych wywiadów udzielał po każdych przegranych wyborach, obwiniając o porażkę wszystkich i wszystko. Tym razem jednak formalnie wygrał, choć minimalnie, o pół procentu. Skąd więc ta frustracja? Skąd ta bulgocząca żółć?

— pyta retorycznie Wroński, uspokajając naród, że nic złego się nie dzieje, bo przecież prezes szaleje, jak zawsze.

Wroński uważa, że wynik, które wreszcie ogłosiła PKW, to zła prognoza dla PiS przed wyborami parlamentarnymi w 2015 roku.

Prezes Kaczyński zdaje się to rozumieć i dlatego wyładowuje złość na Państwowej Komisji Wyborczej (tu akurat słusznie)

— pisze Wroński.

Co więc jest niesłusznego w słusznym odreagowaniu można by zapytać Wrońskiego? Odpowiedzi pewnie jednak nie otrzymamy. Posłuchajmy za to tekstu Wrońskiego:

Samą siebie przechodzi za to Katarzyna Kolenda-Zaleska. dziennikarka o problemy z liczeniem głosów i wyborczy szwindel oskarża wszystkich:

Ile razy to i my, obywatele, i media krytykowaliśmy plany zakupów - a to właśnie systemów komputerowych, a to samochodów, a o samolotach nie wspominając.

Małgorzata Kidawa-Błońska uderza z kolei w znane nam tony:

Zawiódł system informatyczny, ale sprawdzili się ludzie i państwo

— przekonuje była rzeczniczka rządu Małgorzata Kidawa-Błońska.

Czyli państwo znowu „zdało egzamin”.

I jest dokładnie jak po katastrofie smoleńskiej: Kto nie z nami, ten przeciwko nam. Ci co wątpią w oficjalnie ogłoszony wynik wyborów to oszołomy i furiaci chcący podpalić Polskę. I nic to, że wyniki ogłoszono po tygodniu (!), nie ważne napływające z całego kraju alarmistyczne sygnały o setkach naruszeń, nic to, że podobno oddano 2 miliony nieważnych głosów. Mainstream ochoczo śpiewa swoją kołysankę: „Aaa, kotki dwa…” Śpij narodzie spokojnie. A naród lubi być kołysany i w przeważającej swej części śpi.

Autor

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...