"Panowie, policzmy głosy... Ręcznie". Kolejna kompromitacja PKW - zramolałe dziadki od Jaworskiego nie zagwarantują wiarygodnych wyborów

PAP/Bartłomiej Zborowski
PAP/Bartłomiej Zborowski

Do wyborów samorządowych pozostało raptem kilkanaście dni. A stan przygotowania Państwowej Komisji Wyborczej do organizacji głosowania i przeliczenia wyników woła o pomstę do nieba. Przesympatyczni starsi panowie ze Stefanem Jaworskim na czele mają olbrzymie problemy z nowym systemem informatycznym, który miał zagwarantować większe bezpieczeństwo i wiarygodność nadchodzących wyborów.

Nowa firma, nowy system, kompletnie nieprzygotowana PKW, drastyczne błędy w testach i szereg znaków zapytania - oto rzeczywistość przedwyborcza w Polsce niemal w przeddzień wyborów.

CZYTAJ WIĘCEJ: Skandaliczne zaniedbania PKW: Czy tym razem będziemy rekordowo długo czekać na wyniki wyborów samorządowych?

Niepokoić musi też relacja samorządowego serwisu Polskiej Agencji Prasowej, która brała udział w testach systemu.

Po czwartkowej wpadce, PKW planuje na wtorek i czwartek (4 i 6 listopada) ponowne przeprowadzenie symulacji sprawdzającej działanie informatycznego systemu wyborczego. Pierwsze podejście do sprawdzianu zakończyło się klapą. Część naszych Czytelników twardo odmawia udziału w kolejnym podejściu. Tym bardziej że już wcześniej drugie badanie zaplanowane było  na 7 listopada

— czytamy.

Jak wyglądają opinie tych, którzy wzięli udział w testach PKW - proszę sprawdzić na stronach PAP. Wśród dziesiątków komentarzy nie udało mi się znaleźć choćby kilku, które pozytywnie oceniałyby pracę kolegów pana Jaworskiego.

Inny pan z PKW, Romuald Drapiński, niewiele sobie robi nawet z pytania o to, czy zdążą z nowym systemem do 16 listopada.

Nie przewiduję takiego problemu, a jeśli w ogóle odpukać coś takiego będzie, to jest procedura ręczna. To (liczenie głosów - przyp. red.) będzie wtedy trwało zdecydowanie dłużej

— mówi beztrosko w rozmowie z rmf fm.

Może się więc okazać, że kuriozalnie długie liczenie głosów przy okazji wyborów do Parlamentu Europejskiego to tylko rozgrzewka w porównaniu z tym, co czeka nas za dwa tygodnie.

Lista uwag i pretensji do członków PKW i sposobu ich pracy z każdymi kolejnymi wyborami jest coraz dłuższa. I co roku scenariusz rozpoczynają groteskowe wytyczne PKW w sprawie ciszy wyborczej. To nieodłączny element przedwyborczego folkloru – przy okazji ostatnich wyborów do Parlamentu Europejskiego smutni panowie przekazali wytyczne w sprawie przestrzegania ciszy w internecie. Speszony przewodniczący PKW Stefan Jaworski oznajmił na konferencji prasowej, że „lajkowanie” i „szerowanie” na Facebooku to forma agitacji wyborczej, która będzie surowo karana. Na razie skończyło się na buńczucznych zapowiedziach. Bardziej liberalna okazała się PKW w kwestii ubioru.

Jeśli chodzi o problem muszki, to myślę, że chyba tak daleko prawo się nie będzie posuwało, żeby ścigać osoby, które będą w tym dniu tak ubrane

— wspaniałomyślnie darował Jaworski.

CZYTAJ WIĘCEJ: Leśne dziadki z PKW zakazujący „lajkowania” na Facebooku podczas ciszy wyborczej są zupełnie oderwani od rzeczywistości. Ale tylko wypełniają nadaną im przez prawo misję

O charakterze PKW wiele mówią tak trywialne rzeczy jak choćby forma kontaktu - Komisja nie ma swojego rzecznika, a odpowiedzi na korespondencję kierowaną drogą elektroniczną do PKW są udzielane pod warunkiem, że zawierać ona będzie imię, nazwisko i adres zamieszkania osoby kierującej pismo. Próba uzyskania konkretnej odpowiedzi od szanownych panów z PKW jest również nie lada wyzwaniem - pan Stefan Jaworski podpisuje się przeważnie pod pismami, z których wynika, że PKW nic nie może, za nic nie odpowiada i w ogóle dajcie nam spokój.

Skrajny nieprofesjonalizm i niezrozumienie zmian wywołanych przez nowe technologie nie może zresztą dziwić - przewodniczący PKW w 2016 roku ukończy 70 lat. To oznacza automatyczne wygaszenie mandatu; najbliższy maraton wyborczy będzie więc dla niego – jak i większości członków PKW - ostatnim w tej roli. Zaufania nie zwiększa też przeszłość niektórych z odpowiedzialnych za przebieg głosowania. Jak pisał „Nasz Dziennik”, wiceszef PKW major Stanisław Kosmal w stanie wojennym skazywał za rozpowszechnianie ulotek „mogących budzić niepokój społeczny”.

O ile przedwyborcze przepychanki w sprawie ciszy wyborczej przyjmowane są z przymrużeniem oka, o tyle przedłużające się liczenie głosów budzi zdziwienie za granicą. PKW odpowiedzialność za ten stan rzeczy przerzuca na prawo, które w sprawie liczenia głosów wciąż stawia na tradycyjny papier. Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji nie czuje się bowiem kompetentne do występowania z inicjatywą zmiany systemu przesyłu danych wyborczych, wzruszają ramionami posłowie. Efekt jest taki, że Polska – poza Wielką Brytanią, gdzie dłużej spływały głosy z Irlandii Północnej – podała wyniki wyborów do PE najpóźniej w całej Unii Europejskiej. Dla porównania – sąsiedni Niemcy uporali się ze wszystkim do 2:30 w nocy. W Polsce PKW zwlekała dziewiętnaście godzin dłużej, a przecież nad Wisłą wydano o wiele mniej kart do głosowania.

Członkowie komisji i tak byli z siebie dumni i odtrąbili sukces - rezultaty zostały podane najszybciej w historii polskich wyborów po 1989 r. Wątpliwości towarzyszyły też samemu procesowi liczenia – szybko i sprawnie policzono 91 proc. głosów, a później przez kolejny cały dzień pracowano nad pozostałymi dziewięcioma procentami. To jedynie mnoży znaki zapytania. Takie sytuacje jak „błędy” systemu informatycznego tylko dodają wątpliwości.

Najbliższy maraton głosowań, a zwłaszcza parlamentarne wybory w 2015 roku to jedno z najważniejszych wydarzeń historii Polski po 1989 roku. Nawet jeśli opisane wyżej fakty to nie zła wola, a jedynie seria zaniedbań, niechlujstwa i nieprofesjonalizmu, to wydaje się koniecznością, by odpowiedzialni za przeprowadzenie wyborów powinni zrobić wszystko, by zniwelować do minimum wątpliwości i znaki zapytania. Jak na razie tylko ich dodają.

To naprawdę zbyt poważna sprawa, by uznać, że można zbagatelizować wątpliwości. Wybory są niezwykle istotne nie tylko z powodu nieskrywanej słabości rządu, jaką dziś mamy, ale także z powodu sytuacji na Ukrainie i realnymi napięciami na linii Polska-Rosja. Proszę pamiętać, że to właśnie od pytania o legitymizację władzy Janukowycza rozpoczął się konflikt na Ukrainie. To pytania i wątpliwości, które nabierają znaczenia ze względu na kontekst zewnętrzny, ale również wewnętrzny. Z afery taśmowej dowiedzieliśmy się, że minister spraw wewnętrznych nie ma zaufania do struktur państwowych – skoro zostało zakwestionowane zaufanie do BOR i NBP, dlaczego więc jako wyborcy mamy mieć zaufanie do PKW?

— zastanawia się w rozmowie z wPolityce.pl dr Barbara Fedyszak Radziejowska.

I dodaje:

Prawomocność wyborów okazuje się być bardzo ważna, jeśli chodzi o pozycję państwa. Polska nie może sobie pozwolić dzisiaj na żadne wątpliwości – to sprawa wszystkich ludzi zatroskanych o los państwa, nie tylko PKW.

Najbliższe wybory już za niecałe dwa tygodnie. Nie ma szans, by zmienić w tak krótkim czasie skostniałą instytucję i zramolałych panów za stołami. Wszystkim jednak - bez względu na barwy partyjne i sympatie polityczne - powinno zależeć, by za rok było już zupełnie inaczej.

Tylko czy komukolwiek na tym zależy?

CZYTAJ TAKŻE: Leśne dziadki z PKW w końcu się ugięły! Protokół z głosowania będzie można skopiować

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...