Książka, w której Dorota Kania, Jacek Targalski i Maciej Marosz prześwietlają czołowych dziennikarzy mainstreamu od początku wzbudzała wiele kontrowersji i wywołała szereg komentarzy. Jednym z najbardziej wzorcowych przykładów reakcji była dyskusja w radiu tok fm.

CZYTAJ WIĘCEJ: Panika w TOK FM po książce o kulisach karier gwiazd III RP. Lis żąda reakcji księży i woła: "Skala nienawiści jest przepotworna! Duch Jedwabnego wciąż żywy!"

Oburzenie to jednak nie wszystko. Jak donosi "Gazeta Wyborcza", Jacek Żakowski zamierza pozwać wydawcę "Resortowych dzieci", czyli Frondę. Dziennikarz, którego wizerunek wykorzystano na okładce publikacji, domaga się zakrycia swojej twarzy. Żakowski domaga się przeprosin i 20 tys. zł. odszkodowania.

Swój pozew publicysta argumentuje tym, że okładka z jego wizerunkiem "nasuwa sugestię niezgodną z prawdą" i nie ma uzasadnienia w fragmentach książki.

Żakowski twierdzi, że jego wizerunek na okładce sugeruje powiązania jego - lub jego rodziny - ze służbami PRL. Zdaniem publicysty te insynuacja nie jest poparta faktami w książce.

Mój wizerunek na okładce tej książki wykorzystano tak naprawdę tylko w celach marketingowych

- podkreśla.

I dodaje:

W książce tej są tylko informacje wskazujące, że jako osoba zaangażowana w działalność niezależną byłem przedmiotem inwigilacji oraz prób werbunkowych tajnych służb PRL. (...) ostatnią, nieudaną, próbę werbunku podjęto w 1988 roku przed moim wyjazdem do USA na zaproszenie rządu tego kraju. Po powrocie odmówiłem niejawnego spotkania.

Przeprosiny i 20 tys. złotych to tylko pierwszy krok, którego domaga się publicysta od wydawców książki. W ramach zadośćuczynienia Żakowski chce również, aby jego wizerunek na rozpowszechnianych egzemplarzach był zaklejony, a w książce ma pojawić się zdanie:

Umieszczenie na okładce książki wizerunku pana Jacka Żakowskiego może naruszyć jego dobra osobiste ze względu na to, że żadne fakty nie uzasadniają przypisania mu cech objętych tytułem książki.

Jednak jak uważa Żakowski najlepszym wyjściem z sytuacji byłaby zmiana okładki:

Nie domagam się wycofania książki, bo każdy kto rozumnie przeczyta poświęcony mi fragment, zrozumie, że w insynuacyjnym tonie opisuje on inwigilowanie mnie, a nie współpracę z SB. Natomiast moje zdjęcie umieszczone pod tytułem "Resortowe dzieci" oznacza, że ktoś z moich bliskich lub ja wspópracował z "resortem". A to jest kłamstwo i przeciw niemu skierowałem pozew

- tłumaczy.

CZYTAJ TAKŻE: Salon Dziennikarski "Floriańska 3" o "Resortowych dzieciach": Ludzie którzy zbudowali system medialny III RP, robili to w cieniu PRL, to tam są korzenie dzisiejszego świata medialnego, warto o tym wiedzieć

mc, "Gazeta Wyborcza"