Na pewno spotkamy się z próbą szerzenia strachu w społeczeństwie. Jeżeli nie przed PiS, to przed „faszyzmem”. Już się zaczęła taka kampania. Trzeba znowu Polaków czymś przestraszyć i zaprezentować się jako gwarant stabilności, aby społeczeństwo przymknęło oczy na to, co złego się działo. Tak jak kiedyś ktoś stwierdził, zresztą uznany publicysta, że on woli, żeby rządzili złodzieje, niż żeby rządził PiS

– mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl socjolog prof. Zdzisław Krasnodębski.

 

CZYTAJ WIĘCEJ: Prof. Zybertowicz: „Tusk i Schetyna mają na siebie tyle haków, że ich odpalenie mogłoby zniszczyć całą partię.” NASZ WYWIAD

 

wPolityce.pl: Co jest uderzające, jeśli porówna się wystąpienia Donalda Tuska na konwencji PO w Chorzowie i Jarosława Kaczyńskiego na kongresie PiS w Sosnowcu?

Prof. Zdzisław Krasnodębski: Wystąpienie prezesa PiS, co podkreślają nawet nieprzychylni komentatorzy, miało charakter szerokiej wypowiedzi programowej, konkretnej, porównywalnej do expose'. Natomiast przemówienie Donalda Tuska miało cechy, które znamy z jego wystąpień – było bardzo agresywne, wymierzone w opozycję i skierowane do swojej partii. W zasadzie nie odnosiło się do tych wszystkich problemów, z którymi Polacy się borykają. Przez sześć lat część społeczeństwa była w stanie takim słowom zawierzyć, temu negatywnemu obrazowi opozycji i szefa opozycji. Pytanie czy ludzie dadzą się jeszcze raz nabrać. To podstawowy problem Platformy, której wiarygodność spada z dnia na dzień.

 

Czy z treści i tonu wystąpień szefa rządu i przywódcy PiS można wnioskować o taktyce, jaką ich ugrupowania przyjmą na najbliższe miesiące czy lata? Do czego będą zmierzać?

Jeżeli chodzi o opozycję, to wyraźna jest w tej chwili faza konsolidacji, przygotowania się do przejęcia odpowiedzialności w różnych dziedzinach, o których zresztą prezes Kaczyński mówił w swoim przemówieniu. Jak wiadomo, nastroje w Polsce się zmieniają, sondaże są bardzo zachęcające dla partii opozycyjnej. Więc w zasadzie to będzie przygotowanie do zaproponowania Polakom jakiegoś innego, o wiele poważniejszego, sposobu rządzenia.

 

A co z Platformą?

Będziemy mieli nadal tę grę pozorów, że np. dojdzie w Platformie do demokratycznych wyborów, bo jest kontrkandydat dla Tuska. Na pewno spotkamy się też z próbą szerzenia strachu w społeczeństwie. Jeżeli nie przed PiS, to przed „faszyzmem”. Już się zaczęła taka kampania. Trzeba znowu Polaków czymś przestraszyć i zaprezentować się jako gwarant stabilności, aby społeczeństwo przymknęło oczy na to, co złego się działo. Tak jak kiedyś ktoś powiedział, zresztą uznany publicysta, że on woli, żeby rządzili złodzieje, niż żeby rządził PiS. Chodzi właśnie o tego rodzaju napędzanie negatywnych emocji. Plus to, co zawsze charakteryzowało Platformę – budowanie pozorów. To będzie ta taktyka. Nic nowego nie wymyślą.

 

Czy to może jeszcze raz zadziałać?

Pewnie straszenie PiS-em już nie. Ale czy podziała straszenie „faszyzmem”? To jest pytanie. Ważnym elementem kalkulacji Platformy będzie też czekanie na deszcz pieniędzy z Unii Europejskiej, który może sytuację przez chwilę poprawić. Taka gra na przetrwanie.

 

A' propos straszenia, Donald Tusk mówił na konwencji o zamiarze rozpętania przez PiS wielkiej awantury wokół pakietu klimatycznego. Czy to ze strony szefa PO, gonienie w piętkę?

Po pierwsze – zrzucanie z siebie odpowiedzialności za wszystko co złe w związku z pakietem klimatycznym, gdzie się mówi, że to rzekomo śp. prezydent Lech Kaczyński podpisał. Jakby Platforma nie rządziła przez sześć lat i nie mogła podejmować odpowiednich działań. Tak jest ze wszystkim. Podaje się fałszywe dane, jak to zrobił Grzegorz Schetyna, dotyczące bezrobocia. Typowy zabieg – przemilcza się wszystkie swoje zaniedbania i nieudolność, a usiłuje się przenieść genezę problemu w przeszłość. Z drugiej strony – tego rodzaju straszenie jest adresowane do elektoratu, który ceni sobie przede wszystkim stabilność. Tylko, że to o tyle źle oddziałuje, że ludzie odczuwają nie tylko kryzys gospodarczy, ale również kryzys państwa i instytucji społecznych. W związku z tym jest coraz większa rozbieżność między retoryką PO, a rzeczywistością. Dlatego nie wróżę strategii Platformy powodzenia. Chyba, że udałoby się sytuację podgrzać do wybuchu wielkich emocji. Niestety obawa przed jakąś prowokacją na wielką skalę jest dosyć uzasadniona.

 

O jakiego rodzaju prowokacji pan myśli?

Na przykład o wywołaniu wielkich zamieszek w związku z jakąś rocznicą czy demonstracjami. To zresztą służy też budowaniu odpowiedniego wizerunku na zewnątrz. Jak się mówi, że Polsce grozi faszyzm, to chce się też odwołać do jakiegoś wsparcia zewnętrznego przeciwko różnym dążeniom społecznym, które się pojawiają. To swego rodzaju budowanie, pokazywanie bardzo radykalnych ruchów, rozdmuchiwanie pewnych incydentów. Może być stosowane, żeby Platforma mogła zaprezentować się na tym tle jako partia, która wprawdzie rozczarowała wielu swoich wyborców, ale jest gwarantem, że gorzej nie będzie. Zobaczymy na ile to będzie skuteczne. Moim zdaniem jest to dosyć rozpaczliwa próba obrony. Przekaz bojowy premiera, rzekomy optymizm i chwalenie partii, bardzo się rozmijają z nastrojami społecznymi.

 

Czy Tusk, w kontekście rezygnacji Schetyny z kandydowania na szefa Platformy, wyszedł z chorzowskiej konwencji wzmocniony?

Myślę, że buldogi pod dywanem nadal będą się gryzły. Grzegorz Schetyna przyjął stanowisko wyczekujące. Zmierzch Donalda Tuska wydaje się nieunikniony. Jeżeli Platforma popadnie w większy kryzys, w dalszym ciągu będzie zmniejszało się dla niej poparcie i np. przegra wybory do Parlamentu Europejskiego, co można przewidywać, natychmiast uruchomi się wewnętrzna opozycja.

 

Donald Tusk zostanie wymieniony?

Oczywiście. Jeżeli ten trend, który obserwujemy będzie się pogłębiał. A wszystko na to wskazuje - spadające poparcie społeczne, niemożność podjęcia jakichkolwiek działań konstruktywnych. Z przemówienia Donalda Tuska na konwencji nie wynikały przecież żadne konkretne plany. To były jedynie czysto retoryczne wezwania, bez cienia myśli programowej. Ten rząd jest kompletnie wypalony i ten premier jest kompletnie wypalony. Nigdy nic nie robił, ale w obecnej sytuacji to nicnierobienie staje dramatycznie widoczne.

 

CZYTAJ TEŻ: Prof. Staniszkis: "Przemówienie Kaczyńskiego należało do osoby gotowej wziąć odpowiedzialności za Polskę, a przemówienie Tuska to obietnice, które już słyszeliśmy". NASZ WYWIAD

Rozmawiał Jerzy Kubrak