Zajęcia bladym świtem prowadzone w kontenerach?! Dramatyczne skutki reformy MEN

Fot. YouTube/zdjęcie ilustracyjne
Fot. YouTube/zdjęcie ilustracyjne

Dostawianie kontenerów ma być rozwiązaniem dla nadwyżki 5- i 6-letnich uczniów przyjętych do szkół po reformie MEN - „Nasz Dziennik” opisuje absurdalne sytuacje, do których doprowadziło obniżenie wieku szkolnego. Oczywiście najbardziej cierpią na tym dzieci.

Decyzją MEN 1 września nieprzygotowane do tego szkoły musiały przyjąć dużo większą liczbę uczniów. Wprowadzenie systemu zmianowego nie wystarczyło, żeby pomieścić wszystkie dzieci, dlatego niektóre szkoły postanowiły rozpoczynać lekcje o bardzo wczesnej godzinie, a nawet dostawić kontenery.

W Szkole Podstawowej nr 8 w Stargardzie Szczecińskim na początku roku szkolnego rodzice pięciolatków uczęszczających do szkolnej zerówki usłyszeli, że zajęcia będą się rozpoczynać o godz. 6.30. Byłoby to szczególnie uciążliwe dla dzieci, które muszą dojeżdżać z okolicznych miejscowości. Rodzice zbuntowali się i w konsekwencji dyrekcja przesunęła godzinę rozpoczęcia zajęć o godzinę - na 7.30.

Innym sposobem na poradzenie sobie ze zmianami wprowadzonymi przez minister edukacji Joannę Kluzik-Rostkowską, które polegały na objęciu obowiązkiem „zerówkowym” wszystkich pięciolatków, jest dostawianie kontenerów. Właśnie takie rozwiązanie zastosowała np. Szkola Podstawowa nr 3 im. Małego Powstańca w Ząbkach. Maluchy uczą się tam w postawionym na dziedzińcu szkolnym kontenerze piętrowym.

Na internetowym profilu Stowarzyszenia Rzecznik Praw Rodziców można znaleźć inne przykłady absurdów, do których doprowadziła wprowadzana w atmosferze sukcesu reforma MEN.

Rodzice skarżą się, że zajęcia rozpoczynają się za wcześnie i kończą zbyt późno, że klasy są zbyt liczne, a w niektórych placówkach brakuje nawet krzeseł i ławek. Oprócz tego zdarza się, że podstawówki i gimnazja znajdują się w jednym budynku i nie są od siebie oddzielone, przez co najmłodsze dzieci muszą sobie radzić na korytarzach wśród o wiele starszych uczniów. Oznacza to dla nich nie tylko dodatkowy stres, ale i niebezpieczeństwo.

Szkoda, że pani minister na początek roku szkolnego nie zawitała właśnie do takiego kontenera. Może wtedy przejrzałaby na oczy.

Czytaj też:

„Wyborcza” na straży rządowej reformy. Tropi nauczycieli i szkoły, którym cudo MEN się nie podoba

Nowe teorie wychowawcze Kluzik-Rostkowskiej, czyli smutny początek roku szkolnego

„Nasz elementarz”? To deprawowanie pedagogiki wczesnoszkolnej!

Szanuj i dbaj, albo płać. Nie taki darmowy elmentarz…

Kluzik-Rostkowska rozdaje elementarze: „To jest najbardziej skonsultowana książka świata”

Nie chcą rządowego podręcznika?

bzm/naszdziennik.pl

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...