„Wołyń” Wojciecha Smarzowskiego na cenzurowanym. Twórca hitów kinowych musi prosić widzów o zbiórkę pieniędzy

Fot. Artur Ceyrowski
Fot. Artur Ceyrowski

Zamknięcie przybytku znajdującego się przy ul. Mysiej w Warszawie nie położyło kresu zakładania kagańca twórcom, którzy odważyli się myśleć. Najlepszym przykładem jest casus wybitnego reżysera filmowego (rzecz w Polsce rzadko spotykana) Wojciecha Smarzowskiego.

CZYTAJWNIEŻ: Smarzowski nie ma za co dokończyć filmu: Sponsorzy na hasła „ludobójstwo”, „banderowcy”, „Ukraina” od razu się wycofują. WIDEO

Rzeczony Smarzowski postanowił stworzyć film o ludobójstwie na Wołyniu, którego dokonali na polskiej ludności ukraińscy faszyści z organizacji OUN-UPA. Nie oszczędzili nikogo, a wymyślne tortury, jakie zastosowali również wobec maleńkich dzieci, nie nadają się do zamieszczania w podręcznikach szkolnych. Przy tym, czego dopuścili się banderowcy, sowieci i niemieccy naziści wydają się barankami (jakkolwiek obrazoburczo by to nie zabrzmiało).

Wspominanie haniebnych kart w dziejach narodu ukraińskiego staje się solą w oku naszych wschodnich sąsiadów. Kult Bandery jest bowiem fundamentem ich państwowości, ba, niemal symbolem niepodległości. Wszelka wzmianka o okropieństwie ludobójstwa na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej jest sprowadzane do dyskusji o „wydarzeniach”, które miały miejsce „na pewnym tle”. Jednak żadne tło – polityczne, społeczne czy historyczne – nie usprawiedliwia wyrywania jelit niemowlakom i krzyżowania noworodków. A właśnie tego dopuszczali się Ukraińcy otumanieni nacjonalistycznymi mrzonkami Bandery i jemu podobnych.

Tak się składa, że w obecnej sytuacji mówienie o tych faktach jest czymś bardzo niepoprawnym. Niekiedy można odnieść wrażenie, że upamiętnianie ofiar zbrodni wołyńskiej stanowi jakieś faux pas. Koncepcja Jerzego Giedroycia, zgodnie z którą, ceną za zachowanie dobrych stosunków z Ukrainą jest zapomnienie o ofiarach, wciąż pokutuje wśród elit – tak z prawej, jak i lewej strony sceny politycznej.

Boleśnie przekonał się o tym Wojciech Smarzowski.

Temat naszego filmu odstrasza. Spółki, firmy, banki, które zazwyczaj wspierają budżety polskich filmów, na hasło „ludobójstwo”, „rzeź”, „banderowcy”, „Ukraina” od razu się wycofują. Temat tego filmu parzy i dlatego pieniędzy szukamy wszędzie – no może poza Rosją z oczywistych powodów politycznych. Brakuje nam 2,5 mln złotych. Każda złotówka jest cenna. A ja proszę o wsparcie

— zaapelował do internautów reżyser.

Czytaj więcej na następnej stronie ===>

12
następna strona »

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...