Rosyjskie drony nad Polską. Prokuratura chowa akta w szafieRosyjskie drony nad Polską. Prokuratura chowa akta w szafie

Zrzut ekranu (555).webp
Zniszczony przez rakietę, wystrzeloną z holenderskiego F-35 dom w Wyrykach (Fot. wpolsce24)
FacebookTwitter

Zmasowany nalot obcych maszyn nad Polskę zakończył się kapitulacją śledczych. Pion wojskowy Prokuratury Okręgowej w Lublinie umorzył postępowanie w sprawie wtargnięcia ponad 30 bezzałogowców z września 2025 roku, zasłaniając się kuriozalnym argumentem o niewykryciu sprawców. Na dodatek kluczowe uzasadnienie tej kompromitującej decyzji ukryto przed opinią publiczną za klauzulami tajności.

Jak wynika z komunikatu prokuratury, krytycznej nocy na terytorium Polski spadło ponad 30 bezzałogowych statków powietrznych. Według śledczych, szczątki maszyn odnaleziono w 27 miejscowościach na obszarze pięciu województw: lubelskiego, mazowieckiego, świętokrzyskiego, łódzkiego oraz warmińsko-mazurskiego. Obce aparaty latały bezkarnie nad wschodnią i centralną Polską, stwarzając bezpośrednie niebezpieczeństwo dla obywateli.

O szczegółach decyzji poinformował w czwartek rzecznik lubelskiej prokuratury Marcin Kozak. Śledczy ogłosili bezradność dopiero po miesiącach prowadzonych czynności. Zamiast twardego wskazania winnych i choćby symbolicznego wskazania na agresora, sprawę zamknięto, wystawiając fatalne świadectwo sprawności instytucji państwa pod rządami obecnego obozu władzy.

Rosyjska prowokacja pod osłoną tajemnicy

Decyzja śledczych budzi ogromny sprzeciw, zwłaszcza w zderzeniu z ich własnymi ustaleniami. Badający sprawę eksperci, na których ustalenia powołuje się prokuratura, precyzyjnie odtworzyli trasę przelotu intruzów. Jak ustalono w śledztwie, maszyny wystartowały ze specjalnych mobilnych platform zlokalizowanych w rosyjskich obwodach briańskim, kurskim i biełgorodzkim, a także z terenów Ukrainy okupowanych przez wojska rosyjskie. Część z nich leciała nad terytorium Białorusi, zanim wdarła się w polską przestrzeń.

Śledczy nie mieli wątpliwości, że nad Polskę wleciały rosyjskie maszyny typu Gerbera. Większość aparatów była nieuzbrojona, nie posiadała głowic bojowych ani ładunków wybuchowych. W ich wnętrzu zabezpieczono jednak karty SIM polskich operatorów, co wskazuje na precyzyjnie zaplanowaną operację wywiadowczo-rozpoznawczą. Wydarzenia te stanowiły zresztą najpoważniejsze starcie Rosji z NATO od początku pełnoskalowej wojny na wschodzie.

Mimo tak jednoznacznych dowodów opinia publiczna nie dowie się, dlaczego nikt nie usłyszał zarzutów. Zdecydowaną większość akt sprawy, w tym pełne uzasadnienie umorzenia, objęto klauzulą „tajne” oraz „ściśle tajne”. 

„Zdecydowana większość akt sprawy, w tym uzasadnienie decyzji, są objęte klauzulą tajne oraz ściśle tajne. Mogę tylko powiedzieć, że śledztwo zostało umorzone, ponieważ nie wykryto sprawcy przestępstwa polegającego na naruszeniu polskiej przestrzeni powietrznej i sprowadzeniu tym samym zagrożenia dla bezpieczeństwa powszechnego” - poinformował Marcin Kozak.

Wojsko stanęło na wysokości zadania

O ile bezradność prokuratury budzi uzasadniony niesmak, o tyle na słowa uznania zasługują polscy i sojuszniczy żołnierze. Gdy systemy zasygnalizowały zagrożenie, polskie myśliwce F-16 oraz holenderskie F-35 natychmiast ruszyły do akcji, zestrzeliwując część intruzów.

Prokuratura zbadała również działania pilotów i nie dopatrzyła się w nich żadnych nieprawidłowości. Śledczy uznali, że wojsko działało profesjonalnie, zgodnie z procedurami i rozkazami przełożonych. Prokuratura umorzyła ten wątek, nie stwierdzając znamion czynu zabronionego.

„Na użycie środków bojowych była zgoda i było uzasadnienie” - wyjaśnił rzecznik lubelskiej prokuratury Marcin Kozak.

Nieunikniony koszt obrony nieba

Dynamiczna akcja obronna wiązała się z ogromnym ryzykiem. Podczas przechwytywania celów doszło do groźnego wypadku w miejscowości Wyryki-Wola. Rakieta AIM-9X Sidewinder Block II, wystrzelona przez holenderski myśliwiec F-35, uderzyła w budynek mieszkalny. Zniszczeniu uległy dom, zabudowania gospodarcze, sąsiednie obiekty oraz dwa zaparkowane samochody. Szczęśliwie nikt z mieszkańców nie ucierpiał.

„...pilot myśliwca F-35 wystrzelił rakietę AIM-9X SIDEWINDER Block II, która w sposób niezamierzony uderzyła w dach budynku mieszkalnego w Wyrykach-Woli” - przekazał Marcin Kozak.

Śledczy umorzyli również ten wątek. Choć zniszczenie mienia formalnie wypełniało znamiona Kodeksu karnego, dowódcy i piloci działali w granicach obowiązków służbowych. Wypełniali zadania wynikające z Konstytucji RP oraz ustawy o ochronie granicy państwowej. Szkody uznano za nieunikniony skutek walki o bezpieczeństwo kraju. Żołnierze ryzykowali życie w powietrzu. Tymczasem prokuratura pod rządami ekipy Tuska zamknęła sprawę, stwierdzając, że działania nie miały charakteru karnego, a sprawców zmasowanego ataku na Polskę nie wykryto.

Zespół wPolityce.pl

FacebookTwitter

Czekamy na Wasze maile z uwagami i komentarzami: [email protected]. Dołącz do naszej społeczności, wykup dostęp do STREFY PREMIUM. Subskrybuj
To najlepsza forma wsparcia naszych mediów.

Redaktor Naczelny:
Łukasz Wróblewski
Zespół:
Joanna Jaszczuk, Adam Kacprzak, Tomasz Karpowicz, Robert Knap, Adam Stankiewicz, Kamil Kwiatek, Natalia Wierzbicka, Adrian Siwek, Adam Bąkowski, Sławomir Cedzyński.
Autorzy:
Wojciech Biedroń, Jacek Karnowski, Marzena Nykiel, Goran Andrijanić, Marek Budzisz, Jerzy Jachowicz, Grzegorz Górny, Aleksandra Jakubowska, Stanisław Janecki, Dorota Łosiewicz, Dariusz Matuszak, Andrzej Potocki, Marek Pyza, Aleksandra Rybińska, Marcin Wikło, Piotr Gursztyn, Jerzy Szmit.