Rosyjskie drony nad Polską. Prokuratura chowa akta w szafieRosyjskie drony nad Polską. Prokuratura chowa akta w szafie

Zmasowany nalot obcych maszyn nad Polskę zakończył się kapitulacją śledczych. Pion wojskowy Prokuratury Okręgowej w Lublinie umorzył postępowanie w sprawie wtargnięcia ponad 30 bezzałogowców z września 2025 roku, zasłaniając się kuriozalnym argumentem o niewykryciu sprawców. Na dodatek kluczowe uzasadnienie tej kompromitującej decyzji ukryto przed opinią publiczną za klauzulami tajności.
Jak wynika z komunikatu prokuratury, krytycznej nocy na terytorium Polski spadło ponad 30 bezzałogowych statków powietrznych. Według śledczych, szczątki maszyn odnaleziono w 27 miejscowościach na obszarze pięciu województw: lubelskiego, mazowieckiego, świętokrzyskiego, łódzkiego oraz warmińsko-mazurskiego. Obce aparaty latały bezkarnie nad wschodnią i centralną Polską, stwarzając bezpośrednie niebezpieczeństwo dla obywateli.
O szczegółach decyzji poinformował w czwartek rzecznik lubelskiej prokuratury Marcin Kozak. Śledczy ogłosili bezradność dopiero po miesiącach prowadzonych czynności. Zamiast twardego wskazania winnych i choćby symbolicznego wskazania na agresora, sprawę zamknięto, wystawiając fatalne świadectwo sprawności instytucji państwa pod rządami obecnego obozu władzy.
Rosyjska prowokacja pod osłoną tajemnicy
Decyzja śledczych budzi ogromny sprzeciw, zwłaszcza w zderzeniu z ich własnymi ustaleniami. Badający sprawę eksperci, na których ustalenia powołuje się prokuratura, precyzyjnie odtworzyli trasę przelotu intruzów. Jak ustalono w śledztwie, maszyny wystartowały ze specjalnych mobilnych platform zlokalizowanych w rosyjskich obwodach briańskim, kurskim i biełgorodzkim, a także z terenów Ukrainy okupowanych przez wojska rosyjskie. Część z nich leciała nad terytorium Białorusi, zanim wdarła się w polską przestrzeń.
Śledczy nie mieli wątpliwości, że nad Polskę wleciały rosyjskie maszyny typu Gerbera. Większość aparatów była nieuzbrojona, nie posiadała głowic bojowych ani ładunków wybuchowych. W ich wnętrzu zabezpieczono jednak karty SIM polskich operatorów, co wskazuje na precyzyjnie zaplanowaną operację wywiadowczo-rozpoznawczą. Wydarzenia te stanowiły zresztą najpoważniejsze starcie Rosji z NATO od początku pełnoskalowej wojny na wschodzie.
Mimo tak jednoznacznych dowodów opinia publiczna nie dowie się, dlaczego nikt nie usłyszał zarzutów. Zdecydowaną większość akt sprawy, w tym pełne uzasadnienie umorzenia, objęto klauzulą „tajne” oraz „ściśle tajne”.
„Zdecydowana większość akt sprawy, w tym uzasadnienie decyzji, są objęte klauzulą tajne oraz ściśle tajne. Mogę tylko powiedzieć, że śledztwo zostało umorzone, ponieważ nie wykryto sprawcy przestępstwa polegającego na naruszeniu polskiej przestrzeni powietrznej i sprowadzeniu tym samym zagrożenia dla bezpieczeństwa powszechnego” - poinformował Marcin Kozak.
Wojsko stanęło na wysokości zadania
O ile bezradność prokuratury budzi uzasadniony niesmak, o tyle na słowa uznania zasługują polscy i sojuszniczy żołnierze. Gdy systemy zasygnalizowały zagrożenie, polskie myśliwce F-16 oraz holenderskie F-35 natychmiast ruszyły do akcji, zestrzeliwując część intruzów.
Prokuratura zbadała również działania pilotów i nie dopatrzyła się w nich żadnych nieprawidłowości. Śledczy uznali, że wojsko działało profesjonalnie, zgodnie z procedurami i rozkazami przełożonych. Prokuratura umorzyła ten wątek, nie stwierdzając znamion czynu zabronionego.
„Na użycie środków bojowych była zgoda i było uzasadnienie” - wyjaśnił rzecznik lubelskiej prokuratury Marcin Kozak.
Nieunikniony koszt obrony nieba
Dynamiczna akcja obronna wiązała się z ogromnym ryzykiem. Podczas przechwytywania celów doszło do groźnego wypadku w miejscowości Wyryki-Wola. Rakieta AIM-9X Sidewinder Block II, wystrzelona przez holenderski myśliwiec F-35, uderzyła w budynek mieszkalny. Zniszczeniu uległy dom, zabudowania gospodarcze, sąsiednie obiekty oraz dwa zaparkowane samochody. Szczęśliwie nikt z mieszkańców nie ucierpiał.
„...pilot myśliwca F-35 wystrzelił rakietę AIM-9X SIDEWINDER Block II, która w sposób niezamierzony uderzyła w dach budynku mieszkalnego w Wyrykach-Woli” - przekazał Marcin Kozak.
Śledczy umorzyli również ten wątek. Choć zniszczenie mienia formalnie wypełniało znamiona Kodeksu karnego, dowódcy i piloci działali w granicach obowiązków służbowych. Wypełniali zadania wynikające z Konstytucji RP oraz ustawy o ochronie granicy państwowej. Szkody uznano za nieunikniony skutek walki o bezpieczeństwo kraju. Żołnierze ryzykowali życie w powietrzu. Tymczasem prokuratura pod rządami ekipy Tuska zamknęła sprawę, stwierdzając, że działania nie miały charakteru karnego, a sprawców zmasowanego ataku na Polskę nie wykryto.
Zespół wPolityce.pl



